Dziesięcioletni wicemistrz

31.10.2025 Sport

Bartosz Bartkowiak z Rybek Rybnik ma dopiero 10 lat, a w ostatnią sobotę września w podczęstochowskich Rędzinach zdobył tytuł wicemistrza Polski w miniżużlu. Gdyby nie feralna zawleczka w łańcuchu jego motocykla, która urwała się w czasie finałowego wyścigu pierwszego z trzech turniejów mistrzowskich, który odbył się w Rybniku, zostałby najmłodszym mistrzem Polski w historii polskiego żużla.

Zdj. Wacław Troszka

W końcu kwietnia Bartosz zdał egzamin na miniżużlową licencję, a już 1 maja na miniżużlowym stadionie Rybek w Rybniku-Chwałowicach stanął na najniższym stopniu podium dorocznego memoriału twórcy Rybek Andrzeja Skulskiego. Szybko stał się liderem drużyny Rybek Rybnik, która w 6 turniejach zapewniła sobie awans do finału drużynowych mistrzostw Polski, który 18 października odbędzie się w Wawrowie niedaleko Gorzowa Wlkp. Jest bez wątpienia najmłodszym liderem Rybek w całej historii miniżużlowego rybnickiego klubu.

– To duży talent. Ma i sylwetkę, i dryg do tego, by być bardzo dobrym zawodnikiem. Jest liderem naszej drużyny, w której jest najmłodszy. Najlepszym potwierdzeniem jego talentu było zdobycie przez niego tytułu wicemistrza Europy w Rydze na Łotwie, gdzie ścigał się na normalnym torze żużlowym i na swoim małym motocyklu, do którego założono duże koła. Stracił tam tylko jeden punkt; w swoim pierwszym starcie przegrał z zawodnikiem gospodarzy – Łotyszem, który wygrał cały turniej – mówi trener Bartosza, Adam Pawliczek, były żużlowiec ROW-u i RKM-u.

Miniżużlowcem został za sprawą kolegi z podwórka.

– Michał Gawęda, jego kolega z sąsiedztwa, który trenował w Rybkach, ściągnął go tu kiedyś na trening. Bartek przyszedł, poprzyglądał się i już został. Tak się zaczęła jego i nasza przygoda z miniżużlem. Na razie dobrze się to zapowiada. Jest generalnie spokojnym chłopcem, ale wiadomo – porażki i niepowodzenia przeżywa po swojemu. Na szczęście swoje przemyśli i za chwilę wszystko jest już w porządku – mówi Beata Bartkowiak, matka młodego sportowca.

„Pierwszym mechanikiem” Bartosza jest jego tata, cieszący się opinią złotej rączki.

– Ze sportami motorowymi nigdy nie miał nic wspólnego. Przez 12 lat uprawiałem kolarstwo górskie w klubie MTB Silesia Rybnik. Ale żużel gdzieś tam wokół nas się kręcił. Mirosław Berliński, który jeździł w Wybrzeżu Gdańsk, to mój wujek – mówi Paweł Bartkowiak, ojciec Bartosza.

Logistyką i praniem zajmuje się mama.

– Jeżdżę na wszystkie mecze i turnieje, również te wyjazdowe. Zajmuję się praniem kevlarów, myciem obszyć motocykla i czasem wieczorem siedzę w garażu przy motocyklach. Przygotowuję też kanapki i napoje na nasze wyjazdy – mówi Beata Bartkowiak.

Bartosz jest uczniem Szkoły Podstawowej nr 2 w rybnickiej dzielnicy Smolna. Od września chodzi do IV klasy, w podstawówce to klasa przełomowa; nowe przedmioty i nowi nauczyciele, ale na razie nie narzeka. W rozmowie przyznaje, że gdyby to od niego zależało, plan lekcji składałby się wyłącznie z lekcji WF-u.

– W miniżużlu najbardziej podoba mi się adrenalina. Lubię moment startu, ale najbardziej lubię ściganie się na trasie wyścigu. Jestem lekki, więc starty mam takie sobie, ale na prostej jestem szybki, dlatego lubię dłuższe tory. Nie boję się prędkości. Zdarza mi się jeszcze, że jadąc za kimś, kto mnie dobrze blokuje, nie wiem, jak go wyprzedzić, ale to jeszcze poprawię – mówi 10-letni Bartosz Bartkowiak.

W Rybkach trenuje już też jego młodszy 7-letni brat Karol.

Bartosz Bartkowiak z rodziną, od lewej: kuzynka Lena, ciocia Justyna, młodsza siostra Zuzia, tata Paweł, mama Beata, dziadek Zdzisław i babcia Elżbieta oraz młodszy brat Karol. Zdj. Wacław Troszka

Fortuna kołem się toczy
Bartosz miał już okazję przekonać się, że sportowa fortuna kołem się toczy, zwłaszcza w sportach motorowych, gdzie dużą rolę odgrywa sprzęt, który czasem w najmniej odpowiednim momencie odmawia posłuszeństwa.

7 września na stadionie Rybek w Chwałowicach odbył się pierwszy z trzech turniejów finałowych indywidualnych mistrzostw Polski. Bartosz Bartkowiak, który w tym sezonie dał się już poznać rywalom i kibicom, był jednym z faworytów turnieju, ale zdobywanie punktów potrzebnych mu, by awansować do wyścigu finałowego, szło mu dość pechowo i o awans do finału musiał walczyć w wyścigu ostatniej szansy.

Czterech miniżużlowców rywalizowało w nim o dwa ostatnie miejsca w biegu finałowym, udział w którym zapewnili już sobie dwaj najlepsi zawodnicy klasyfikacji po zasadniczej części turnieju. Bartek wygrał zdecydowanie, a wraz z nim awansował do finału drugi na mecie Kajetan Jarosiewicz z Falubazu Zielona Góra.

Niestety bieg finałowy skończył się dla Bartosza bardzo szybko, bo w momencie startu w jego motocyklu zerwał się łańcuch i gdy rywale wchodzili w pierwszy wiraż, on zjeżdżał na murawę wewnątrz toru. Żal było na niego patrzeć, gdy w czasie dekoracji zwycięzców stał obok podium.

– Dzisiaj zwykły pech i tyle. Wiadomo, że dzieci inaczej przeżywają takie sytuacje niż dorośli, a ich rodzice jeszcze bardziej. Nie jest źle, jesteśmy na dobrej drodze – powiedziała Beata Bartkowiak, mama Bartosza, po jego pechowym finale.

Na czeskich silnikach
Bartosz, jak wielu polskich miniżużlowców, jeździ na silnikach składanych przez czeskiego tunera Petra Schmida z firmy Shupa. Są wytrzymałe i nie trzeba ich zbyt często serwisować. Nowy silnik kosztuje około 2 tys. euro.

W ostatni piątek i sobotę września, najpierw w Częstochowie, a potem nieopodal w Rędzinach odbyły się dwa ostatnie finały indywidualnych mistrzostw Polski. By Bartosz miał na czym startować, dwa dni wcześniej mama pojechała z silnikami do czeskiego tunera, 220 km w jedną stronę, i na miejscu czekała kilka ładnych godzin, aż ten naprawi, co trzeba, i je wyreguluje.

W czwartek, w deszczu, Bartosz w bardzo trudnych warunkach zdołał potrenować tylko start i wejście w pierwszy wiraż. W turniejach spisał się znakomicie – oba wygrał, zwyciężając w kończących je wyścigach finałowych. Do zdobycia tytułu mistrza Polski zabrakło mu jednak 2 punktów. Tytuł zdobył 12-letni Marcel Zwierzyński ze Stali Wawrów, który nie wygrał żadnego z trzech finałów, ale ten pierwszy, pechowy dla miniżużlowca Rybek w Rybniku-Chwałowicach ukończył z 4-punktową przewagą nad Bartkowiakiem.

Niestety w IMP wciąż obowiązuje ten nielogiczny regulamin, na którym w 2023 roku przejechał się starszy, klubowy kolega Bartkowiaka, Franciszek Szczyrba, który wygrał wszystkie trzy finały, ale tytułu nie zdobył.

Dziennikarz
Wacław Troszka
do góry