Żelazne gody Papieżów
Wczoraj prezydent Piotr Kuczera odwiedził obchodzących 65-lecie ślubu Marię i Leszka Papieżów z ul. Na Górze w Śródmieściu. Ich ślub cywilny odbył się 12 marca 1961 roku w Ostrowsku na Podhalu, a kościelny 3 kwietnia w kościele św. Antoniego w Rybniku.

Maria z domu Żaczek, jest rodowitą rybniczanką, która szybko straciła rodziców, bo matka zmarła gdy miała dziesięć lat, a ojciec sześć lat później. Ojciec Leszka był Krakusem, a matka pochodziła z Poronina. Poznali się jednak na Podhalu, gdzie nauczyciel Józef Papież trafił z nakazem pracy. Leszek urodził się w 1937 roku we wsi Krempachy niedaleko Nowego Targu, gdzie jego ojciec był kierownikiem polskiej szkoły; we wsi była też szkoła słowacka. Po agresji hitlerowskich Niemiec rodzina Papieżów trafiła do pobliskiego Waksmundu, gdzie rodzice Leszka mocno angażowali się w działalność społeczną; matka Stanisława założyła koło gospodyń, a tata założył i prowadził chór. Dzisiaj w Waksmundzie Stanisława i Józef Papieżowie mają swoją ulicę. Leszek wspomina, że przeżył dwie pacyfikacje Waksmundu przez hitlerowców. Pamięta, jak w czasie egzekucji, na którą hitlerowcy zgonili wszystkich mieszkańców, mama zasłaniała mu oczy, by nie patrzył, jak niemiecki oficer strzela do kolejnych partyzantów.
Już po wojnie, po ukończeniu ogólniaka w Nowym Targu, Leszek z nakazem pracy wylądował w tamtejszej fabryce obuwia, ale po jakimś czasie, m.in. obawiając się powołania do wojska, wybrał się do Katowic, by rozpocząć studia na Uniwersytecie Śląskim. To tam poznał o dwa lata młodszą studentkę matematyki na Wyższej Szkole Pedagogicznej, uroczą Marię z Rybnika. Skromne wesele po ślubie w Antoniczku, w sąsiadującym z nim domu rodzinnym Marii przy ul. Na Górze wyprawiła dla najbliższej rodziny jej starsza siostra. Małżonkowie wspominają do dzisiaj pożyczony stół i główne danie – bigos. Maria uczyła już wtedy matematyki w rybnickim Ekonomiku, a jej mąż był jeszcze nauczycielem w szkole w Nowym Targu, gdzie przyjęto go do pracy po ukończeniu studiów. Kolejny rok szkolny rozpoczął już jednak w Rybniku, w szkole podstawowej na Piaskach, gdzie przez blisko dziesięć lat uczył geografii. – To tam, w dzielnicy familoków nauczyłem się gwary, co wiele mi ułatwiło, bo ja nie dość , że jestem gorolem, to jeszcze jestem góralem – mówi z uśmiechem Leszek Papież. Najdłużej pracował jednak w Szkole Podstawowej nr 5 przy ul. Różańskiego w dzielnicy Północ, gdzie przeniósł się na początku lat 70. U schyłku swojej nauczycielskiej kariery pracował przez krótki czas w IV LO w Rybniku, a potem jeszcze na pół etatu w Ekonomiku, w którym 39 lat matematyki uczyła jego żona.

W 1962 roku przyszła na świat ich córka Joanna, a roku 1971 syn Jacek. Papieżowie mają trzy wnuczki, jednego wnuka i sześciomiesięcznego prawnuczka Kubusia. Obecnie ich największą troską jest choroba nowotworowa syna.
Maria i Leszek Papieżowie od zawsze byli ludźmi pogodnymi, ale też bardzo aktywnymi. W okresie stanu wojennego razem z proboszczem parafii św. Antoniego ks. Alojzym Klonem działali w Komitecie Pomocy Internowanym. Leszek w więzieniu w Szerokiej koło Jastrzębia-Zdroju odwiedzał m.in. Józefa Makosza, późniejszego pierwszego prezydenta Rybnika, którego wcześniej uczył w szkole na Piaskach. Z kolei dzięki kontaktom nawiązanym w tamtych trudnych czasach przez Marię, już po przełomie społeczno-politycznym Rybnik nawiązał partnerską współpracę z bawarski Eurasburgiem.
Leszek Papież przez długie lata przyjaźnił się z poznanym we wczesnej młodości na Podhalu, nieco starszym od niego ks. prof. Józefem Tischnerem. Gdy w roku 2000 ksiądz-filozof zmarł, Papieżowie wespół z jego bratem Kazimierzem, powołali do życia stowarzyszenie „Drogami Tischnera”, stawiające sobie za cel propagowanie jego dorobku filozoficznego.

Sporą część roku jubilaci spędzają w swoim drewnianym góralskim domku w Waksmundzie na Podhalu, gdzie delektują się spokojem i bliskością natury.
Jubilatom życzymy zdrowia, spokoju, rodzinnego szczęścia i kolejnych pięknych małżeńskich rocznic!