Rybnickie roboty w Chinach
Gdyby wtedy wszystko poszło po jej myśli, dziś pewnie byłaby maturzystką jednego z katowickich ogólniaków. A tak buduje roboty, które rywalizują w zawodach w Polsce, Europie i na świecie. – Trafiłam do Tygla przez przypadek, ale dziś już bym się nie zamieniła – mówi Weronika Pala, która niedawno wróciła z Chin, gdzie wspólnie z grupą uczniów Zespołu Szkół Technicznych uczestniczyła w mistrzostwach świata robotów. – To największe tego typu zawody na świecie – dodaje Piotr Tokarz, dyrektor szkoły.

W Europie już wygrywali, chcieli więc sprawdzić się w zawodach rangi światowej, a w World Robot Challenge w Pekinie rywalizowało ponad 5000 uczestników z 42 krajów.
– Atmosfera przypominała olimpiadę – w czasie ceremonii otwarcia, nasz uczeń Szymon Kostelnik, w imieniu zawodników składał przysięgę o uczciwej rywalizacji – wspomina Piotr Tokarz, który był chorążym reprezentacji, a zawody odbywały się w hali, która była jedną z aren letnich igrzysk.

Dzięki wsparciu firm (Neko Energia, INNPRO, Usługi Transportowe LAURA), miasta, rodziców i samej młodzieży, której część pracowała w czasie wakacji, do Chin poleciało 24 uczniów, m.in. mechatronicy, robotycy, automatycy i spedytorzy. W samych zawodach wystartowało 13 członków szkolnego koła Robotic Team.
Chińczycy trzymają się mocno
– Dla nas to była szkoła życia – podsumowuje Weronika, członkini koła, które działa w Tyglu od 15 lat, a swoje umiejętności w robotyce i programowaniu rozwija tu 30 uczniów w różnym wieku. W Pekinie ich roboty rywalizowały w 4 konkurencjach, podobnych do tych z „Robotic Tournament”, który rokrocznie odbywa się w Tyglu.
– Z 16 robotów do finałów zawodów w Pekinie wprowadziliśmy 6. 3 z nich zajęły piąte miejsca, w tym LineFollower skonstruowany indywidualnie przez Piotra Heliosa. Szymon Koch wygrał grupę eliminacyjną w MicroSumo, jednak odpadł w play-offach, w ćwierćfinałach zajmując miejsce 5.-8. Biorąc pod uwagę liczbę konstruktorów i robotów, to powód do dumy – podsumowuje Piotr Tokarz.
Robot Maksymiliana Musioła, Miłosza Luteckiego i Weroniki Pali, prowadził w ćwierćfinałach 1:0, ale przegrał 1:2.
– To dobry robot, który wielokrotnie wygrywał – mówi Weronika o robocie z lego, który rywalizował w konkurencji sumo.
Czwartoklasistka z klasy mechatronicznej woli jednak konstruować te nieco większe. – Z budowania większych robotów mam po prostu większy fan. Takiego właśnie robota zabiorę na grudniowe mistrzostwa Europy do Estonii – zapowiada Weronika, która podczas wyjazdu sprawdziła się też w roli organizatorki i tłumaczki, choć w Pekinie znajomość angielskiego nie była niestety powszechna. To jednak niejeden mankament chińskich zawodów.
– Problemy traktujemy jak cenne doświadczenie – mówi Weronika o wątpliwościach dotyczących pracy sędziów czy faworyzowania ekip z Chin i Tajlandii.

Ściany pomagają
Wpływ na jakość, miała przede wszystkim ilość.
– U nas mamy 50-70 robotów w jednej konkurencji, tam było ich kilkaset. Skala jest więc nieporównywalna, podobnie, jak rozmach zawodów, za to poziom naszych uczniów podobny do zwycięzców z Chin – ocenia dyrektor Tygla, zwracając uwagę, że o wyniku często przesądzały niuanse.
– Roboty spędziły podróż samolotem w luku bagażowym i po przyjeździe miały się dostosować do nowych warunków, ale kiedy uruchomiliśmy je na dzień przed zawodami, okazało się, że coś nie działa – opowiada Weronika o cennych doświadczeniach, jakie zdobyli, również na temat tego, jak roboty budują zawodnicy z Chin.
– Z każdych zawodów coś dla siebie wyciągamy – patrzymy z kim przegraliśmy i jak mamy udoskonalić elementy, w których nasz robot zawiódł. Oczywiście boli nas to, że nie zdobyliśmy miejsca na podium, bo Pekin przerwał naszą passę zwycięstw – na każdych zawodach, na których ostatnio startowaliśmy, zajmowaliśmy chociaż jedno miejsce na podium. Dwa lata temu w Estonii też nie było nas w trójce. Teraz jedziemy tam z myślą, że jesteśmy dużo lepsi! – mówi Weronika.

Chiński mur i japońskie sushi
W samym Pekinie spędzili tydzień, ale zwiedzili też Zjednoczone Emiraty Arabskie, Hongkong i Japonię. Nie obyło się bez przygód – odesłanego bagażu, spóźnienia pociągu słynącego z punktualności czy przymusowego zamknięcia w hotelu podczas przygotowań do chińskiego święta. 30-osobowa grupa rybniczan budziła sensację na Murze Chińskim, a problemem szczególnie dla wysokich uczniów były krótkie hotelowe łóżka.
– Do chińskiego metra wchodzi się jak do samolotu. Na bramce przed wejściem na peron sprawdzane są bagaże, czasem paszporty i otwarte butelki z napojami – opowiada Piotr Tokarz.
To właśnie w metrze młodzi ludzie dostali propozycję współpracy od właściciela firmy zajmującej się programowaniem, który z nimi podróżował. Zaskoczyły ich też niskie ceny w Chinach i taksówki klasy premium z fotelami sterowanymi pilotem.
– Najbardziej spodobało mi się Tokio. W Japonii było też smaczniej, bo zajadałam się sushi – opowiada Weronika. – A dla mnie atrakcyjniejszy był Pekin, w którym tak wiele jest do zobaczenia. Ujęła mnie też życzliwość Chińczyków, a Japonia zaskoczyła tempem życia i pojedynczymi stolikami w barach szybkiej obsługi – opowiada Piotr Tokarz, dyrektor szkoły.

Zobacz także