Kameralne Złote Gody w Rybniku
Bo to się zwykle tak zaczyna… Od przypadkowego spotkania na peronie, jak w przypadku państwa Chmielarczyków czy w klubie motorowym, gdzie zaczęła się znajomość państwa Stawarczyków. Małżonkowie z ponad 50-letnim stażem świętowali wczoraj w Przygodzie, gdzie usłyszeli m.in. piosenkę „Bo to się zwykle tak zaczyna".

Znali się z widzenia, bo w Leszczynach mieszkali blisko siebie, ale zaiskrzyło dopiero na peronie w Krakowie.
– Każdy z nas wracał z wakacji u swoich krewnych. Mieliśmy przesiadkę, spojrzeliśmy na siebie i stwierdziliśmy, że przecież się znamy – wspomina Maria Chmielarczyk początki znajomości, która trwała 3,5 roku i zakończyła się skromnym ślubem w gronie najbliższych.
Co ciekawe suknię w kolorze turkusowym pannie młodej pomagał wybierać sam narzeczony. Państwo Chmielarczykowie przeprowadzili się do Rybnika w latach 80, bo dostali tutaj mieszkanie. Pan Leonard pracował wtedy w KBO, a pani Maria całe swoje zawodowe życie związała z oświatą - była intendentką w przedszkolu i szkole. Małżonkowie mają 3 dzieci i 3 wnucząt.
– Kiedyś wychodząca za mąż młoda dziewczyna zapytała mnie o radę, powiedziałam jej wtedy, że małżeństwo to praca na dwadzieścia cztery godziny – opowiada pani Maria, dodając, że każda ze stron związku musi się mocno starać.
– I nam się to udaje – zauważa Leonard Chmielarczyk, przekonując, że równie ważne w małżeństwie są wspólne pasje. W ich przypadku to spacery po lesie, obserwowanie ptaków i… łowienie ryb. – Ile można siedzieć na kocu, czytać książki, rozwiązywać książki i patrzeć, jak mąż łowi ryby. W końcu musiałam sięgnąć po wędkę – śmieje się pani Maria.

Państwo Stawarczykowie poznali się w klubie motorowym w Chwałowicach, do którego należał pan Eugeniusz.
– Spotykaliśmy się tam paczką znajomych, ale wspólnie bawiliśmy się też na zabawach tanecznych, z których coraz częściej zaczęłam wracać na motorze – wspomina z uśmiechem Irena Stawarczyk.
Ślub wzięli we wrześniu 1974 roku w Świerklanach, a huczne wiejskie wesele odbyło się w Roju, skąd pochodzi pani Irena. Krótko potem zamieszkali w Chwałowicach – pan Eugeniusz pracował na tamtejszej kopalni, pani Irena najpierw w Rybnickich Zakładach Mięsnych, potem w sklepie. Do klubu motorowego należeli przez wiele lat, aż do jego rozwiązania.
– Najpierw jeździliśmy na motocyklu Gazela, a potem kupiliśmy Fiata, malucha. To były wspaniałe lata – wspominają rajdy i wspólne wyjazdy.
Dziś wciąż lubią podróżować, również po Europie i sporo jeżdżą na rowerach, na które Eugeniusz Stawarczyk musi znaleźć czas, bo wciąż pracuje w firmie, którą założył pod koniec pracy na kopalni Chwałowice.
– Lubię być między ludźmi, to lepsze niż siedzenie z pilotem przed telewizorem – przyznaje Rybniczanin, który ma też inną wielką pasję – morsowanie, czym zajmuje się już od 8 lat.
Państwo Stawarczykowie mają 2 synów, 5 wnuków i cieszą się z decyzji o przeprowadzce z bloku w Chwałowicach, gdzie mieszkali 40 lat, do domu na Wawoku. – To najlepsze miejsce na świecie. Mamy tu ciszę i spokój – mówią małżonkowie.

Wczorajsza miejska uroczystość Złotych Godów zorganizowana przez Urząd Stanu Cywilnego w Rybniku i Zespół Artystyczno-Edukacyjnym „Przygoda” odbyła się w kameralnym gronie – wspólnie świętowało tu tylko 5 par.
– Czasem w słońcu, czasem w deszczu, ale zawsze idziecie przez życie razem… Oby nadal dopisywało Wam zdrowie i cieszyła Was obecność dobrych ludzi wokół – życzył duetom z ponad 50-letnim małżeńskim stażem prezydent Rybnika Piotr Kuczera, który wręczył jubilatom pamiątkowe medale za długoletnie pożycie nadane im przez prezydenta RP.
W prezencie wystąpili też członkowie zespołu Przygoda.
