„Bojanie o Ochojcu” z Panem Babcią jak w „Chłopach” Reymonta
O tym, jak wyglądało dawniej życie na ochojskiej wsi podczas czterech pór roku rozmawiano podczas „Bojania o Ochojcu” z Panem Babcią, zorganizowanego przez Filię Biblioteki nr 12.

To było pełne śmiechu i wzruszeń popołudnie w Ochojcu, na które zaprosiła mieszkańców Filia Biblioteki nr 12 w Rybniku. O starych, dobrych czasach bajali Lidia Węgrzyk-Łanowy, emerytowana nauczycielka muzyki z Ochojca oraz Michał Froehlich, czyli Pan Babcia – jak żartowano w bibliotece „ochojski celebryta”.
- Michał Froehlich to jest postać, która jako pierwsza na antenie Polskiego Radia powiedziała skąd pochodzi. I nie powiedziała "z Rybnika", tylko powiedziała, że "z Ochojca". To było pięknie – wspomniała pani Lidia.
Ochojec w czterech porach roku jak u Reymonta
Mówiono o tym , jak pory roku determinowały dawniej życie na wsi.
- Weznymy taki szimel od Władysława Reymonta, który napisoł „Chłopów” i tam zaczyno od jesieni. A co się robiło jesienią w Ochojcu? – pytała pani Lidia.
Opowiadała o tym, jak grabiono ściernisko, które zostało po żniwach, żeby cało mierzwa jeszcze zebrać, wszystkie kłóska, co zostały leżeć. Michał Froehlich opisywał w szczegółach jak dawniej robiono brogi z kartoflami na polu i o tym jak młócono zboże zwiezione do stodoły cepami.
- Wiecie co ja pamiętom z tego młócenio? Nie tylko, że dużo roboty było. Po tym jak skończyli było tak: Ciepłe powlerki, albo śląsko od Zaika, świeże żymły od Wysłuchy. i kawa - pół zbożowej, pół prawdziwej, bo szporowali zawsze. I mleko. I wiecie jakie to było jedzenie? To było najlepsze jedzenie! Te wszystkie kawiory, owoce w morza się mają ni jak do tego – mówiła Lidia Węgrzyk-Łanowy.
Smakowała też kiszono kapusta, której pan babcia ostatnio cetnor zakisił, a w bibliotece w Ochojcu opowiadał szczegółowo jak to robił.

Wesele w listopadzie
A jak już kapusta momy, kartofle momy. To jeszcze świnia. A jak świnia to wesele!
- Wiecie, że najwięcej weseli było właśnie w listopadzie? – zauważyła pani Lidia.
- Kołocz się piekło, a jak się piekło kołocz, to młoda pani musiała dać ręce do tego ciasta – mówiono. Co to miało znaczyć?
Teraz nikt wesela nie chce w listopadzie, bo mówią, że to miesiąc od umrzyków. Kiedyś na cmentarzach też inaczej wyglądało niż teraz.
- Teraz mamy na wszystkich świętych takie bogate te groby i tych świateł tyle, a kiedyś jak była bieda, to gospodyni kupowała jedna lampka i z tą lampką szła do grobu, postoła, pomodliła sie i szła do następnego. Ludzie oszczędnie żyli.
Na Sylwestra fura wynieśli na stodoła!

Mówiono o przygotowaniach do zimy i do świąt. O gyszynkach od dzieciątka. O krisbaumie i podłaźniczce, która dawniej wisiała pod sufitem i w końcu o sylwestrze.
- Za mojego dzieciństwa pamiętom, że wszyscy furtek pilnowali. Mój ojciec opowiadoł, a on był urodzony w 1929 roku, czyli przed wojną, że wyciągli na stodoła fura! – opowiadała.
Rozprawiano o szkubaniu pierza, podczas którego można było się dowiedzieć wszystkiego o wszystkich w całej wsi.
- To przecież to był taki facebook, nie? – Ale to było bardziej pożyteczne, bo teraz się siedzi na facebooku, rolki oglądo i nic z tego nie ma, a tak było przynajmniej naszkubane – mówił Pan Babcia.
A potem w ochojskiej bibliotece snuto opowieść o wiośnie i lecie i wszystkim było ciepło na sercu.
Bojanie o Ochojcu z Panem Babcią
Wesołe było "Bojanie o Ochojcu", które 9 kwietnia zorganizowała Filia Biblioteki nr 12 w Rybniku. Piekł i śpiewał Michał Froehlich czyli Pan Babcia a mieszkańcy wspominali z nim i z panią Lidią Węgrzyk-Łanowy stare, dobre czasy. Zdjęcia Barbara Englender
To spotkanie było częścią projektu „Bojanie o Ochojcu”. Inicjatywa „Bojanie o Ochojcu” jest realizowana w ramach projektu "Rybnik - w kierunku zielonej przyszłości" współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Sprawiedliwej Transformacji w ramach Programu Fundusze Europejskie dla Śląskiego 2021-2027.