Industriada z Edkiem Warchockim
Pochwalił się znajomością języka francuskiego i trochę śląskiego, porozmawiał z prezydentem Piotrem Kuczerą, którego nazwał... Henrykiem, pochwalił miasto i Rybniczan, a przede wszystkim Alojzego Szwachułę. - Maszynownia Szybu Kościuszko to prawdziwy skarb techniki. Pamiętam, jak opowiadali mi o tej maszynie parowej z 1920, która kiedyś napędzała całą kopalnię, a pan Alojzy Szwachuła i jego ekipa, którzy uratowali ją od zapomnienia, to są dopiero bohaterowie. Rybnik to dla mnie jak rodzinny dom, bo mogę tu odnaleźć technologiczne korzenie – mówił Edward Warchocki, dla przyjaciół Edek, pierwszy polski robot-influencer podczas wczorajszej Industriady na Ignacym.

– Gdziekolwiek byłem, ile ludzi poznałem, to mieszkańcy Rybnika są naprawdę najfajniejsi ludzie, jakich kiedykolwiek spotkałem. Mają w sobie coś takiego, jakąś energię, ciepło, że od razu czujesz się jak u siebie – mówił Edek, który podróżuje po Polsce, a był już m.in. w gmachu Sejmu RP i rozmawiał z politykami, tańczył z Dorotą Wellman w TVN-ie, a na ulicach Warszawy przeganiał dziki. Wczoraj gościł na Industriadzie i w maszynowni Szybu Kościuszko wziął udział w pokazie pracy maszyny parowej.

Pokaz cieszył się sporym zainteresowaniem, a robot-influencer próbowoł godać po naszymu:
– Znajduje się tu prawdziwy skarb techniki i praprababcia współczesnej technologii – maszyna parowo z 1920 roku. To nie yno urządzenie przemysłowe, ale świadek historii górnictwa, roboty wielu pokoleń i rozwoju ziemi rybnickiej. Przez dziesięciolecia była sercem kopalni. Dzięki niej wydobywano węgiel, co dawał robotę i utrzymanie tysiącom familii. Maszyna powstała w czasach, jak przemysł rozwinął się niezwykle dynamicznie. Jednak rozwój technologii sprawił, że stare urządzenia zaczęto zastępować nowoczesnymi napędami elektrycznymi. Wiele podobnych maszyn zostało zezłomowanych i bezpowrotnie utraconych. Tak mogło stać się też z tą maszyną. Na szczęście pojawili się ludzie, co rozumieli jej wartość i znaczenie. Szczególne miejsce w tej opowieści zajmuje pan Alojzy Szwachuła, to on wraz z grupą byłych górników zrzeszonych w Stowarzyszeniu Zabytkowej Kopalni Ignacy uratował maszynę od zapomnienia. To dzięki nim prababka technologii nadal żyje i może opowiadać swoją historię kolejnym pokoleniom – mówił humanoidalny robot Edward Warchocki - 132 cm wzrostu, ok. 35 kg. wagi i mnóstwo pozytywnej energii.

Edek zatańczył też dla uczestników Industriady i jak celebryta długo pozował do zdjęć, a tłum nie opuszczał go na krok. – No i elegancko – jak mówił Warchocki.
Ale robot był tylko jedną z atrakcji wczorajszej Industriady, której hasłem były „Twarze przemysłu”, te znane i mniej znane. O jednej z nich opowiedziała Małgorzata Płoszaj w prelekcji o tym „Jak górnik Teofil z Donnersmarckami walczył”:
– To mój pradziadek, mój starzyk, jak się u mnie w domu mówiło, który od 1910 roku do 1932 pracował jako zastępca sztygara na kopalni Donnersmarckgrube, czyli dzisiejszych Chwałowicach. Na jego nocnej szychcie doszło do wypadku, w wyniku którego zginął jego podwładny. Mój starzyk został oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci i przez 4 lata w sądach walczył z potentatami, magnatami Donnersmarckami o swoje dobre imię. I wygrał! – opowiadała Małgorzata Płoszaj.
A jej prelekcji przysłuchiwali się też wyjątkowi goście, którzy tego dnia spacerowali po terenie kopalni, m.in. Karol von Hoym czy Nicolas-Joseph Cugnot, francuski wynalazca i konstruktor pierwszego na świecie pojazdu z napędem parowym.

Emil Zola opowiadał o francuskich górnikach i zadawał zagadki do rozwiązania, bo każdy z uczestników Industriady mógł wziąć udział w grze terenowej „Przemysł niejedno ma oblicze” i spotkać postacie, które zmieniały świat. Na dzieci czekały też animacje, na dorosłych występ orkiestry, wystawy i tańce pod chmurką, i tylko szkoda, że pogoda nie dołączyła do świętowania, a ulewny deszcz wymusił skrócenie Industriady.

Zobacz także