Mirosław Syniawa nawet śni po śląsku
– Mogymy zostać przy takim folklorystycznym traktowaniu naszyj godki, ale dziś to już nie jest atrakcyjne dla młodych – godoł Mirosław Syniawa, pisarz, poeta i tłumacz podczas wczorajszego spotkania inaugurującego Tydzień Bibliotek. Poprowadziła go dr Karolina Pospiszil, a autor znakomitych przekładów opowiadał, że w pracy tłumacza liczy się nie tylko słowo, ale przede wszystkim przekaz emocji. Była też mowa o „Hamlecie”.

Bo to właśnie Syniawa przetłumaczył na język śląski dramat Szekspira, na prośbę Roberta Talarczyka, dyrektora Teatru Śląskiego, pomysłodawcy wystawienia „Hamleta” po śląsku. I 15 maja na deskach teatru odbędzie się premiera spektaklu „Tragedyjo Hamleta, ksiyncia Dynymarku” w reżyserii Talarczyka.
– To on chciał żeby Hamlet przemówił po ślonsku, dlatego szukał tłumacza, a moje akcje w Teatrze Śląskim podskoczyły po spektaklu „Tkocze”, zrealizowanym na podstawie mojego tłumaczenia. Spotkaliśmy się więc w kwietniu zeszłego roku i Talarczyk zaproponował mi żebym na początek przetłumaczył dla niego kilka fragmentów, w tym ten najbardziej znany monolog – wspominał Mirosław Syniawa, który ostatecznie podjął się tłumaczenia, a pracując nad śląską wersją „Hamleta” sięgnął aż do 21 różnych przekładów, by mieć materiał porównawczy – 12 polskich, 3 czeskich, 3 niemieckich i 3 rosyjskich.

Tłumacząc „Hamleta” Syniawa odczuwał presję czasu, inaczej było ze śląskim przekładem „Kordiana”, który również okazał się sporym wyzwaniem. – Tekst jest obszerny, rymowany i trzeba było tak balansować, żeby nie ześlizgnąć się w parodię. Ale miałem na to więcej czasu, inaczej niż w przypadku "Hamleta", więc dla Talarczyka pracowałem pod presją, ale jeżech mu wdzięczny za tę jego wiarę, że ślonskigo "Hamleta" uda się jednak zrobić. I ta wiara udzielała się wszystkim pracującym przy tym spektaklu – podkreśla Syniawa, chemik z wykształcenia, poliglota i tłumacz z zamiłowania, który opowiadał też o skończonym przekładzie Hrabala, którego nie może wydać oraz o planach kolejnych tłumaczeń – być może sięgnie po innego czeskiego pisarza, Karola Czapka.

Podczas spotkania, które poprowadziła dr Karolina Pospiszil, Syniawa mówił też o języku śląskim w kontekście weta prezydenta, o drzewie genealogicznym, włoskich korzeniach i swojej twórczości, również poezji, którą pisze wyłącznie po śląsku.
– W prozie więcej do powiedzenia ma świadomość i pewna kontrola. Natomiast pisząc poezyjo, człowiek nawiązuje bliższy kontakt ze swoją podświadomością, a moja podświadomość ukształtowała się zdecydowanie jednojęzycznie. Jo nawet jak śnia, to śnia po ślonsku – godoł bohater spotkania.

W spotkaniu wzięli też udział inni twórcy śląskiej literatury – Stanisław Neblik i Bogdan Dzierżawa, a Syniawa godoł o czym marzy:
- Za 100 lat, jak ktoś będzie pisoł historia literatury ślonskij, żeby moje nazwisko znalazło się we wstępie, w przypisie. Żeby po mnie powstały takie dzieła i żeby tworzyli tak wybitni ślonscy pisarze, żeby dla mnie zostało tylko miejsce gdzieś tam w przypisie – podsumował Mirosław Syniawa.
Zobacz także
Karin Lednická w rybnickiej bibliotece opowiadała o mieście, którego już nie ma