Strona główna/Gazeta Rybnicka/Dzielnice Rybnika/Niewiadom/Rybnicka babcia australijskiego pisarza

Rybnicka babcia australijskiego pisarza

09.11.2025 Historia

– Żałuję, że kiedy mogłem, nie pytałem, a babcia o tym po prostu nie opowiadała. Teraz, kiedy miałbym tak wiele pytań, jest już za późno, ale osób w podobnej sytuacji jest pewnie wiele… – mówi Australijczyk Craig Schuftan, pisarz i producent radiowy, który po 15 latach spędzonych w Berlinie wraca do rodzinnej Australii. Zanim opuści Europę, chce jeszcze zobaczyć Rybnik – miasto, w którym kiedyś mieszkali jego pradziadkowie i urodziła się jego babcia Ruth, właśnie ta, którą dziś chciałby zapytać o tak wiele. Zapyta więc Małgorzatę Płoszaj, która towarzyszy mu w spacerze śladami jego żydowskich przodków. 

Craig i Małgosia na spacerze śladami żydowskich przodków Australijczyka. Zdj. (S)

Sympatyczny 51-latek przyjechał z Berlina pociągiem, na jeden dzień. To pewnie ostatnia okazja, by poznać miasto, w którym pobrali się jego pradziadkowie Irma Brauer i Ismar Translateur i gdzie w 1913 roku urodziła się ich córka, a jego babcia – Ruth.

– Kiedy mam coś do zrobienia, słyszę jej głos, który mówi, że każdą rzecz należy zrobić porządnie. Miała swoje zasady i zawsze dotrzymywała słowa. Nie rozumiałem jej dziwnych przyzwyczajeń i nawyków, sposobu, w jaki musiała mieć zaścielone łóżko czy przekąsek z ciemnego chleba, jakie serwowała podczas popołudniowej herbaty. Nigdy nie słyszałem, żeby mówiła po niemiecku, ale w jej domu wszystko było „po niemiecku”, bo ona sama była po prostu bardzo niemiecka, ale zrozumiałem to dopiero kiedy przeprowadziłem się do Niemiec. W mieszkaniu w Berlinie zobaczyłem typowy „oma schrank” – właśnie taki "szrank" miała moja babcia – opowiada Australijczyk, wspominając Ruth, która jako dziecko mieszkała z rodzicami i siostrą przy Sohrauerstrasse, dzisiejszej ul. Powstańców.

Po podziale Górnego Śląska, prawdopodobnie w 1922 roku, rodzina wyjechała do Opola, gdzie w 1934 roku zmarł Ismar, tata Ruth, a ona rok później wyszła za mąż za Heinza Schuftana. W 1938 roku, widząc, co dzieje się wokół, młodzi wspólnie z matką Ruth uciekli z Europy – popłynęli do Ameryki, a później Australii.

– Była niemiecką Żydówką, która musiała uciekać. Trudno mi sobie wyobrazić, przez co ona i moi przodkowie musieli przechodzić. Teraz, kiedy tu jestem, chyba jeszcze lepiej rozumiem, co musiała czuć młoda mężatka, opuszczając kontynent, zostawiając za sobą znane miejsca i przyjaciół. A Sydney, do którego trafiła, nie było tak kosmopolitycznym miastem, jakim jest dziś, więc tym bardziej musiało jej być trudno… To nie jest tak, że ja i moja młodsza siostra byliśmy złymi wnukami, które nie chciały słuchać jej wspomnień – ona po prostu nie mówiła o swojej przeszłości – opowiada nam Craig.

Z dzieciństwa zapamiętał jeszcze jedno zdarzenie: – Miałem 10, może 11 lat, kiedy w szkole mieliśmy przygotować projekt o historii swojej rodziny. Poprosiłem więc babcię o jakąś rodzinną pamiątkę, którą mógłbym pokazać, więc dała mi duży czarny skoroszyt przypominający album, ale nie było w nim zdjęć, tylko niemieckie marki Republiki Weimarskiej, które nie miały już większej wartości, ale były bardzo ładne. I niestety w drodze powrotnej zostawiłem skoroszyt w autobusie. Na szczęście udało się go odnaleźć – wspomina.

Ruth Schuftan z d. Translateur zmarła w 2006 roku, miała 93 lata. Jej wnuk spaceruje dziś po ulicach miasta, w którym spędziła dzieciństwo. Dzięki Małgosi Płoszaj poznaje miejsca związane ze swoimi przodkami, w tym kamienicę przy ul. Kościelnej, w której sklep prowadził jeden z Translateurów, brat jego pradziadka. Dowiaduje się też o krewnych z Anglii, USA i Izraela, o których nie wiedział. 

Rodzina Translateur. Irma, prababcia Craiga, siedzi w środku. Zdj. Arch.

– Małgosia jest niesamowita! Jest prawdziwą pasjonatką historii i miałem szczęście, że mogłem ją poznać. Sam też piszę książki o historii i wydaje mi się, że czuję ją w podobny sposób… Każda historia zaczyna się od ciekawości i małych rzeczy – mówi Craig Schuftan, autor trzech książek poświęconych muzyce, kulturze, filozofii i historii, producent w największej australijskiej stacji radiowej i autor popularnych w Australii radiowych programów dla młodzieży, a ostatnio producent wydarzeń muzycznych i edukacyjnych dla niemieckiej firmy Ableton.

Pasjonat muzyki, sztuki i filozofii, w szczególności filozofa Waltera Benjamina, mówi, że Rybnik mu się spodobał, bo klimatem i architekturą przypomina urokliwe nieduże niemieckie miasta. Polubił Śląsk, którego nie znał, i śląską kuchnię, której spróbował. – Pora wracać do domu… – mówi o powrocie do Australii. I cieszy się, że miał okazję zobaczyć miasto, które kiedyś było domem jego babci Ruth. 

Dziennikarz
Sabina Horzela-Piskula
do góry