Kolejny atak psów w dzielnicy Kamień. Ucierpiała alpaka z „Zagrody 3 siostry”
Przedwczoraj doszło do kolejnego ataku psów w typie amstaffa w dzielnicy Kamień. Jak poinformowała Fundacja Pet Patrol Rybnik, tym razem pogryziona została alpaka z Zagrody 3 siostry. To już kolejny incydent w tej okolicy – w kwietniu zwierzęta wtargnęły na teren Zagrody i zagryzły gąsiora, a pod koniec sierpnia zaatakowały spacerującego psa i jego właścicielkę w pobliżu ul. Jodłowej.
Zdarzenie miało miejsce 9 września. Właścicielka zagrody usłyszała hałas na wybiegu, a chwilę później zobaczyła psa wybiegającego z posesji i ranną alpakę. Telefonicznie zgłosiła sprawę policji, jednak według jej relacji dyżurny poinformował, że „i tak nic z tego nie będzie”, ponieważ nie była świadkiem samego momentu ataku i zasugerował, aby takie incydenty zgłaszać osobiście w komisariacie. Obecnie w systemie policji nie figuruje żadne zgłoszenie dotyczące tego zdarzenia.

W tej okolicy już wcześniej dochodziło do podobnych incydentów. Pod koniec sierpnia amstaffy zaatakowały spacerującego na smyczy psa oraz jego właścicielkę. W trakcie szarpaniny ugryziona została także wolontariuszka fundacji, która próbowała pomóc. Cała sytuacja rozegrała się przy ulicy Jodłowej, w bezpośrednim sąsiedztwie ośrodka MOSiR, gdzie w tym samym czasie odbywała się coroczna wystawa psów rasowych. Po tym zdarzeniu właściciel agresywnych psów został ukarany mandatem.

Pet Patrol zwraca uwagę, że psy były wielokrotnie widywane poza posesją, a ataki stwarzają realne zagrożenie nie tylko dla zwierząt, ale również dla ludzi.
– Pytamy wprost: czy organy ścigania czekają na to, aż ofiarą stanie się człowiek? Dziecko, które codziennie trenuje na MOSiR-ze w okolicach tej posesji skąd uciekają psy? Bo pogryzione zwierzęta już są. Pogryziony człowiek już był. Co jeszcze musi się wydarzyć? – napisali przedstawiciele fundacji na swoim profilu społecznościowym.
Zdaniem fundacji sytuacja wymaga zdecydowanej reakcji służb. Psy powinny zostać odebrane właścicielowi i trafić pod opiekę osób, które zapewnią im odpowiednie warunki. Ich zachowanie – jak dodają wolontariusze – powinien ocenić doświadczony behawiorysta.
– Odebranie tych psów byłoby dobre zarówno dla ludzi, jak i dla samych zwierząt. Patrząc realistycznie, kolejne ucieczki mogą skończyć się tragicznie – może zostać ranny człowiek, nie daj Boże dziecko, a zwierzęta w konsekwencji stracą życie. Teraz wciąż mają szansę: po odebraniu i ocenie przez behawiorystę mogą trafić pod opiekę doświadczonych osób, które zapewnią im bezpieczeństwo i odpowiedzialną opiekę. Wtedy psy będą mogły żyć spokojnie, a jednocześnie nie będą stwarzać zagrożenia dla innych. Gdyby jednak nic się nie zmieniło, konsekwencje mogą być dramatyczne – podsumowuje Izabela Kozieł, prezes fundacji Pet Patrol Rybnik.