100 kilometrów przez rybnickie ronda
Jubileuszowy 10. Ultramaraton 40 Rybnickich Rond, faktycznie było ich 45, przeszedł już do historii. W minioną sobotę 5 biegaczek i 42 biegaczy biegnąc od ronda do ronda pokonało trasę biegu, liczącą po raz pierwszy 100 km. Po raz pierwszy też bieg rybnickich rond miał swoich zwycięzców zostali nimi Rybniczanie Dorota Nguyen i Marcin Lampart.

W ultramaratonie wystartowało blisko 70 biegaczy. Taki był przyjęty przez organizatorów limit, wynikający ze względów finansowo-organizacyjnych. Ale biegaczy zgłosiło się blisko 100. By uniknąć losowania, które ze względu na zapisy tzw. ustawy hazardowej mogło ściągnąć na organizatorów zainteresowanie organów administracji skarbowej, urządzono w Galerii Rzeczna „prezentację listy startowej”. Osoby, które tam się zjawiły zapewniły sobie prawo startu.
Jubileuszowy bieg rybnickich rond bardzo różnił się od poprzednich dziewięciu, przede wszystkim dystansem. Wcześniej trasa liczyła około 70 km, a tym razem dokładnie 100 km, co było już bardzo poważnym biegowym wyzwaniem. Wcześniejsze edycje biegu miały charakter rekreacyjno-towarzysko-zabawowy i jego uczestnicy biegli na ogół w zwartej grupie. W sobotę tak nie było. Część uczestników biegła indywidualnie, część w mniejszych lub większych grupkach. Liderem jednej z takich grup był Jacek Reclik, na co dzień naczelnik wydziału technicznego w rybnickim urzędzie miasta.

– Biegliśmy razem w dziewiątkę. Fantastyczna ekipa. Razem po północy żeśmy wystartowali i razem dobiegliśmy do mety, a po drodze zdarzyło się wiele fantastycznych rzeczy. Poradziliśmy sobie też z kilkoma trudnymi sytuacjami, bo kogoś strzykało w kolanie, a ktoś inny po ciemku w coś kopnął i bolał go palec. Wzajemnie żeśmy się wspierali i motywowali. Skrzyknęliśmy się wcześniej na Facebooku. Wiedząc, że na pokonanie tych 100 km jest 18 godzin, zebrała się grupa biegaczy, którzy nie biegli po to żeby uzyskać jakiś czas albo coś komuś udowodnić, ale po to żeby się tym biegiem nacieszyć i dobrze się razem bawić – mówi Jacek Reclik.
W jego grupie 100-kilometrową trasę pokonali m.in. Maria i Adam Sliszowie, rodzice naszego piłkarskiego kadrowicza Bartosza Slisza. - Wspieraliśmy się nawzajem, ja męża, a mąż mnie; coś pięknego. No i wspierał nas nasz lider Jacek – powiedziała nam Maria Slisz

Odwrotna rywalizacja
Największą nowością jubileuszowego biegu była jednak możliwość udziału w sportowej rywalizacji. Zdecydowana większość biegaczy, tak jak we wcześniejszych edycjach ultramaratonu, wzięła w nim udział ze względów rekreacyjno-towarzyskich i dla samej przyjemności jaką sprawia im bieganie. Ale tym, którzy chcieli się pościgać dano taką możliwość choć formuła tej rywalizacji była dość wymyślna, a na pewno oryginalna. Czas pokonania trasy nie miał generalnie znaczenia, bo zdecydowano, że zwycięzcą biegu zostanie ten z biegaczy, który na mecie zamelduje się przed godziną 18 (koniec biegu), a wyruszył na jego trasę najpóźniej. Okazało się, że za sprawą tego patentu końcówka ultramaratonu była bardzo emocjonująca.
Start i meta oraz, półmetek biegu z dobrze zaopatrzonym bufetem, również na gorąco, znajdowały się na terenie Kampusu przy ul. Rudzkiej. Pierwsi biegacze ruszyli stamtąd na trasę zaraz po północy z piątku na sobotę. Kilka minut po północy ruszyła na trasę wspomniana już 9-osobowa grupa Jacka Reclika. Natomiast ostatni Łukasz Pikulski o 8:22. Ci biegacze, którzy ruszyli na trasę około godziny ósmej zamierzali oczywiście walczyć o zwycięstwo. Teoretycznie w najbardziej komfortowej sytuacji był ten, który wystartował ostatni, bo wiedział, że jeśli tylko zmieści się w limicie czasu (godz. 18) to wygra. Ale nie zmieścił się i nie wygrał.

Sympatia organizatorów była po stronie Rybniczanina Marcina Lamparta. Był jedynym uczestnikiem jubileuszowego ultramaratonu, który pobiegł we wszystkich jego edycjach od pierwszej po dziewiątą. W czerwcu będzie obchodzić swoje 50. urodziny. Z zawodu jest radcą prawnym; bieganiem z dużym zapałem zajmuje się od 14 lat. Na trasę wyruszył czwarty od końca, o godzinie 8:00, a na metę wbiegł o 17:58. A że za sprawą indywidualnych elektronicznych trakerów organizatorzy mogli śledzić na dużym ekranie bieg każdego z biegaczy, wiadomo było, że żaden z trzech, którzy wystartowali po nim już się w limicie czasu nie zmieści. Zresztą na trasie zostało ich tylko dwóch, bo Karol Frąckiewicz, który wystartował jako przedostatni skręcił na dziurze kostkę i zszedł z trasy. Ostatnie 20 sekund do godz.18 i do zwycięstwa Marcina Lamparta wszyscy w Kampusie, a przede wszystkim liczna grupa biegaczy, odliczali już głośno.

- Zakładałem, że pobiegnę nieco szybciej, ale na drugiej połówce musiałem bardzo pilnować „zegarka” żeby nie pomylić trasy. Od 80. kilometra oglądałem się za siebie wypatrując chłopaków, którzy wystartowali po mnie, ale nikogo się nie doczekałem. Na dobrą sprawę był to mój pierwszy bieg na takim dystansie. Kilka lat temu tak towarzysko pobiegłem z kolegą 100 km z Rybnika na Górę św. Anny. Generalnie biegam różne dystanse. Ten ultramaraton rond to świetna impreza; Krystian Stawarczyk z Piotrem Puchałą robią naprawdę fantastyczną robotę – powiedział nam na mecie zwycięzca jubileuszowego Ultramaratonu 40 Rybnickich Rond Marcin Lampart, na którego na mecie czekała żona z pociechami.
W Kamieniu w rejonie stawów rybnych zwycięzcę biegu zaatakował pies jednego z wędkarzy. Na szczęście skończyło się na rozdartej podkolanówce. Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło, bo mama Marcina, zwycięzcy tegorocznego ultramaratonu rond, Władysława Lampart, a właściwie pani inżynier Władysława Lampart na początku lat 90. była naczelniczką magistrackiego wydziału dróg i razem z ówczesnym prezydentem Rybnika Józefem Makoszem budowała pierwsze rybnickie ronda nieprzezroczyste, które ten podpatrzył we Francji.
Drugie miejsce w jubileuszowym półmaratonie zajął Jakub Barteczko, a trzecie Paweł Osetek, który od kilku już lat startuje w stroju filmowego superbohatera Kapitana Ameryka.
Rozładowane czołówki zwyciężczyni
Jakieś 25 minut przed godz.18 na metę w Kampusie wbiegła zwyciężczyni, znana rybnicka biegaczka Dorota Nguyen. Na podium stanęły wraz z nią: druga Anna Jędrzejowska-Dec i trzecia Maria Slisz.
- Wystartowałam o 1:07, zakładając, że dotrę do mety około godz. 17. Kryzysów miałam całą masę, za każdym razem gdy traker pokazywał, że pomyliłam trasę i musiałam się wracać. Początkowo biegłam z grupą, ale potem zwolniłam i połowę trasy przebiegłam sama. Nocą rozładowały mi się obie czołówki, na szczęście wtedy jeszcze biegłam z grupą i na leśnych ścieżkach, gdzie biec było chyba najtrudniej, dzięki czołówkom innych jakoś sobie poradziłam - powiedziała nam zmęczona, ale szczęśliwa Dorota Nguyen.
Podsumowując; dystans 100 km pokonało 5 kobiet i 42 mężczyzn. Gościem specjalnym ultramaratonu był Adrian Kostera, specjalizujący się w biegach bardzo długodystansowych, który ukończył m.in. dziesięciokrotnego Ironmana.

Miniultramaraton
O godz. 9, gdy wszyscy uczestnicy ultramaratonu byli już na trasie z Kampusu wybiegła grupa blisko 40 biegaczy, którą poprowadzili biegacz Dawid Malina i kabareciarz Mateusz Banaszkiewicz z Kabaretu Młodych Panów. W ramach „miniultramaratonu na luzie” pokonali oni 10-kilometrową trasę, na której znalazło się 11 rond. Przebiegli m.in. przez rynek i rybnicki deptak, gdzie odbywał się jarmark staroci i rękodzieła. Przed startem biegu Dawid Malina przyznał, że nigdy nie startował w biegu na 100 km. Kiedyś pokonał taki dystans, ale był to harcerski marszobieg na orientację z mapą w ręku. – 100 km? To dystans dla wariatów! – rzucił na koniec.
100 km na dwóch
W ultramaratonie rond wzięło też udział 9 duetów, które długi dystans podzieliły na dwóch. Taką połówkę ultramaratonu przebiegł m.in. Gliwiczanin Ryszard Wawrzak, który w ultramaratonie rond wystartował po raz siódmy.
- Ta pierwsza 50-ka była trudna, bo to było głównie bieganie w nocnych ciemnościach. Kolejnym utrudnieniem była trasa, prowadząca w 80 procentach duktami i ścieżkami leśnymi, które po piątkowych deszczach były momentami bardzo śliskie, o korzeniach nie wspominając. No i jak to w Rybniku biegło się góra, dół, góra, dół…- powiedział nam po swojej połówce Ryszard Wawrzak.
Gliwiczanin 31 lat przepracował jako górnik na kopalni, a obecnie jest przewodnikiem w Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu. Co roku w charakterystycznym uniformie sztygara i obowiązkowo w białym hełmie biegnie też w rybnickim, grudniowym Biegu Barbórkowym. Drugą 50-kę rybnickiego biegu przebiegł jego zmiennik Piotr „Buła” Błach.

Nagrody dla najlepszych duetów jubileuszowego ultramaratonu w poszczególnych kategoriach otrzymali: Sabina Kilian i Agata Mendla, Barbara Rataj i Jarosław Kilianoraz Mirosław Mazurek i Łukasz Tlołka.
Uśmiechy i łzy wzruszenia
- Najbardziej zadowoleni jesteśmy z faktu, że zdecydowana większość biegaczy mijała linię mety z uśmiechem na twarzy, a u niektórych można też było dostrzec łzy wzruszenia. Cieszy nas, że w tegorocznym ultramaratonie mogli pobiec i ci, którzy lubią biegać w grupie i ci, którzy wolą to robić indywidualnie oraz ci, którym zależało na uzyskaniu dobrego czasu. Wiele emocji wywołała rywalizacja o zwycięstwo, której wcześniej nigdy w naszym biegu nie było, i to też nas cieszy. Sporo rozwiązań się sprawdziło, ale jest też kilka rzeczy do poprawy. Dziękujemy za pomoc i wsparcie miastu, no i za udostępnienie Kampusu, który jest fantastycznym miejscem. Mamy nadzieję, że wrócim tutaj za rok – mówią organizatorzy Ultramaratonu 40 Rybnickich Rond Piotr Puchała i Krystian Stawarczyk.
Gdy pytamy o formułę przyszłorocznego ultramaratonu rybnickich rond, odpowiadają, że jeszcze nie wiedzą.
– Musimy najpierw zebrać opinie, głównie biegaczy i je dokładnie przeanalizować – mówi Piotr Puchała.
Jubileuszowy Ultramaraton 40 Rybnickich Rond
W sobotę 9 maja odbył się 10. Ultramaraton 40 Rybnickich Rond, w którym wzięło udział blisko 70 biegaczy. Pierwsi z nich na trasę wyruszyli zaraz po północy, a ostatni biegacz o godz. 8:22. Bieg zgodnie z planem zakończył się o godz. 18. Nieco wcześniej poznaliśmy jego zwycięzców.
