Tomasz Polok, rysownik z joystickiem
Kiedy gepard ma szansę stać się postacią w grze komputerowej? Gdy narysuje go ktoś, kto ma dość wyobraźni i umiejętności, by nadać mu kobiecą sylwetkę, ubrać w futurystyczny kostium i uzbroić. Ktoś taki jak Tomasz Polok, projektant graficzny, ilustrator i tzw. concept artysta, który brał udział w pracach przy „World War 3”, „RoboCop: Rogue City” i „Ultra Mega Cats”. – Projekt pierwszej gry, przy której pracowałem, trwał 6 lat – mówi Tomasz Polok, miłośnik japońskich piór, anime i… „Króla Lwa”.
Oczywiście, że jest graczem. – Inaczej się nie da (śmiech). Jestem fanem serii „Diablo”, dziś to już klasyka – mówi Tomasz Polok. Oczywiście, że grając, ocenia i docenia swoich kolegów po fachu, bo wie, jak wymagająca jest to praca. Ale też satysfakcjonująca.
– Lubię cały ten proces powstawania gry – to naprawdę niesamowite uczucie, kiedy moja wizja zmienia się w gotowy produkt – mówi.

Od czeladnika do rysownika
Przyznaje, że nigdy nie był pilnym uczniem. Tata chciał, by skończył zawodówkę. – Uczyłem się zawodu mechanika samochodowego, mam nawet tytuł czeladnika i patrząc z perspektywy, to było fajne doświadczenie, ale do tego zawodu trzeba mieć serce, a ja chciałem iść swoją artystyczną drogą – wspomina. Zdał maturę, a rysunku uczył się pod okiem rybnickiej artystki Marii Budny-Malczewskiej.
– Spodziewałem się czegoś zupełnie innego, a pani Maria dała mi dużą swobodę twórczą. Miała do mnie sporo cierpliwości, wiedziałem, że mam w niej duże oparcie i mogę z nią porozmawiać o wszystkim, również o relacjach z dziewczyną. To był początek mojej drogi, która wciąż trwa, bo cały czas się rozwijam i doskonalę swój warsztat – mówi absolwent katowickiej ASP.
Już na studiach zdecydował, że chce się związać z branżą rozrywkową. Zaczynał jako rysownik w gliwickim studio Farm 51 i to tam poznał, czym tak naprawdę jest świat gier komputerowych. Dziś pracuje w dużym katowickim Anshar Studios, gdzie specjalizuje się w projektowaniu postaci i środowisk, storyboardów czy interfejsów użytkownika.
Trzecia wojna światowa
Pierwszą grą, nad którą pracował, była taktyczna wieloosobowa strzelanka „World War 3”, przypominająca kultowe „Battlefield” czy „Call of Duty”.
– To było bardzo ciekawe doświadczenie również dlatego, że przy tej okazji współpracowaliśmy z wojskiem, oficerami GROM-u czy terytorialsami. No i udało się nam zrobić całkiem fajną grę – przyznaje.
Pracował też przy grze „Ultra Mega Cats”, w której gracze wcielają się w uzbrojone koty, m.in. te projekty pokazał na wystawie „Punkt zbiegu” w Galerii Sztuki "Rzeczna".

– Lubię postacie związane ze zwierzętami. Żeby dobrze narysować geparda czy jaguara muszę je najpierw poznać, ale to dotyczy wszystkiego, z czym pracuję: samochodu, maszyny, broni czy ludzi. Mogę narysować wszystko, ale zawsze wiąże się to z jakimś wyzwaniem – mówi. O grze, nad którą właśnie pracuje, nie może wiele powiedzieć, pewnie zagramy w nią za rok, może później.
– Nad dużą grą można pracować nawet 8-10 lat. Czasami, to klient ma własny pomysł na grę, czasami wymyślamy całość od podstaw. Dziś produkcje gier mogą sięgać nawet kilkuset milionów dolarów, a inwestorzy przychodzą z różnych części świata, od Ameryki po Azję – mówi.
Okazuje się jednak, że branża gier w Polsce przeżywa właśnie spory kryzys. – Trudno się przebić z nową grą, a czasy COVID-u, gdy branża przeżywała boom, a firmy zatrudniały sporo osób, minęły. Teraz tendencja jest odwrotna, więc branża na tym cierpi – zauważa Tomasz Polok.
Uczeń mistrza Hana
Może kiedyś wróci do malowania, na razie wystarcza mu rysunek – jest fanem japońskich piór do kaligrafii oraz nieżyjącego już artysty Kim Jung Gi.
– Absolutnie uwielbiam jego rysunki wykonane na wielkich przestrzeniach właśnie takim japońskim pędzelkiem. Dążę do osiągnięcia podobnej perfekcji i łatwości tworzenia, dlatego uczę się rysować i budować rysunkową bibliotekę w swojej głowie – mówi.

Inspiruje się fantastyką i science fiction, czerpie z „Gwiezdnych wojen” czy „Warhammer 40,000”. – Często jak gąbka wsiąkam w różne światy, które chętnie rysuję, a czasami po prostu siadam z synem i na jego prośbę rysuję jakiś fajny samochód – opowiada tata-rysownik, który z synem ogląda też filmy animowane. Zachwyca się nie tylko „Księgą dżungli”.
– „Król Lew” to absolutny majstersztyk, jeśli chodzi o animację, o to, jak narysowano ruch zwierząt i poprowadzono oko widza – mówi z uznaniem.
Może kiedyś dane mu będzie pracować przy filmie animowanym, a może poprowadzi własną szkołę rysunku, podobną do tej, którą skończył.
– Dziś to się zmienia, ale kiedy studiowałem na ASP, brakowało mi specjalistów od filmów, animacji czy gier komputerowych. Dlatego skończyłem szkołę Petera Hana, rysownika i wykładowcy z Los Angeles, nauczyciela tzw. dynamic sketchingu, którego cenię za podejście do detalu oraz do ucznia i jego umiejętności. Chciałbym pracować z innymi w taki właśnie sposób – planuje Tomasz Polok.
Zobacz także