Rybnicka górniczka z kopalnią pomysłów
Marzyła o szkole artystycznej, ale wybrała górniczą zawodówkę. – To nie była łatwa decyzja, ale miałam pięcioro rodzeństwa i rodziców po prostu nie było stać na moje marzenia. A w tamtych czasach górnictwo oznaczało spokój i stabilizację – mówi Danuta Hanak, która od 41 lat pracuje w kopalni Chwałowice. Jest jedną z 225 zatrudnionych tutaj kobiet, które pracują m.in. na przeróbce, w lampowni, laboratorium, magazynie czy kontroli jakości węgla. I też będą świętować Barbórkę.

Jak co roku, 4 grudnia o 8.15, chwałowicka brać górnicza zbierze się na nabożeństwie w kopalnianej cechowni. Tym razem będzie tu inaczej.
– Ratownicy górniczy zamontowali już elementy wysokiej na ponad 3 metry obudowy górniczego chodnika. Do środka wstawimy świętą Barbarę z Rymera, z tyłu stanie drewniany szyb, który będzie podświetlony, a całość ozdobi zielono-czarna flaga, więc powinno być ładnie. Na Święta Bożego Narodzenia ustawimy tu choinki i duże lampiony. Zamówiłam już figurkę Dzieciątka – planuje Danuta Hanak, pomysłodawczyni zmian, które nie ominęły też Izby Tradycji Górnictwa KWK Chwałowice.

– Już w Barbórkę, nowym, zaimprowizowanym górniczym korytarzem, będzie można przejść do trzeciego pomieszczenia, w którym staną gabloty z odznaczeniami i zdjęciami – zdradza rybniczanka, która dwa lata temu dzięki dyrekcji, górnikom i ich rodzinom stworzyła tę izbę na jubileusz 120-lecia kopalni Chwałowice. To właśnie z tym zakładem związała całe swoje zawodowe życie.
Meblościanka, lampa i dżinsy
– Praca na przeróbce zawsze była dla kobiet ogromnym wyzwaniem, a płaca nigdy nie była współmierna do wysiłku i panujących tu warunków – ocenia. To właśnie tam w czerwcu 1984 roku rozpoczęła pracę 18-letnia Danka, absolwentka klasy mechanik maszyn i urządzeń przeróbczych Zawodowej Szkoły Górniczej. Była pierwszą i jedyną górniczką w rodzinie, a do szkoły trafiła, bo w ósmej klasie podstawówki od pracowników kopalni usłyszała, że warto.
– Po trzech latach nauki w zawodówce dostałam propozycję pracy na kopalni Chwałowice. Kiedy podpisałam umowę z aneksem, że nie zwolnię się przez trzy lata, dostałam bezzwrotną pożyczkę w wysokości 15 ówczesnych milionów złotych. Kupiłam za to meblościankę, stojącą lampę i radio, które wciąż gra – wspomina rybniczanka.
Ale praca na przeróbce, czyli w zakładzie przeróbki mechanicznej węgla nazywanym też płuczką, gdzie wciąż dominują kobiety, doprowadzała ją do łez. – Dostałam do ręki grackę, czyli narzędzie, którego miałam użyć, gdyby doszło do zatkania węgla sypiącego się na jadącą taśmę. No i oczywiście z moim „szczęściem”, coś jednak się zatkało i zaczęło przesypywać. Wszystko stanęło, dyspozytornia włączyła alarm, wszyscy krzyczeli, a węgiel był wszędzie, tylko nie na taśmie, więc to, co się wysypało musiałam załadować łopatą, a potem jeszcze wszystko umyć – wspomina jeden z pierwszych dni na przeróbce. Ale trudnych zdarzeń było więcej, a pracy nie ułatwiał panujący tam huk, wszechobecny brud, kurz i wilgoć. Po kolejnej zakończonej łzami szychcie, oznajmiła mamie: „Już tam nie wrócę”! Wróciła i przepracowała jeszcze pół roku. Potem trafiła do biura planistki, a stamtąd do kopalnianego magazynu, gdzie pracowała 19 lat.
– Tam poznałam męża, pracownika wentylacji, który mnie wypatrzył i skusił ciasteczkami (śmiech). To była jedna z najlepszych rzeczy, jaka mnie spotkała – przyznaje.
Pobrali się po roku, a dziś na Chwałowicach pracują też jej dwaj synowie i synowa. – Starszy jest nadsztygarem, a jego żona pracuje w laboratorium, młodszy jest geodetą, ale serwisuje maszyny, a mój mąż od stycznia będzie już emerytem – opowiada górniczka, która z kopalnianego magazynu trafiła jeszcze do zaopatrzenia, a ostatecznie do płac, w których pracuje do dziś. Właśnie policzyła „barbórki” pracownikom kopalni.
– Kiedy poszłam do zawodówki nie czułam dumy. Zrobiłam co należało, co było dobre dla mojej rodziny i dla mnie. Za pierwszą wypłatę kupiłam sobie dżinsy, na które rodziców nie było stać – wspomina.
Dziś już jest z siebie dumna. Ma powody!
Izba, gwarki i salamandra
– Nieraz słyszałam, że to koniec górnictwa – mówi górniczka, która pracowała już w strukturach Gwarectwa Węglowego, Rybnickiej Spółki Węglowej, Kompanii Węglowej, Centrum Wydobywczego Południe...
– Zawsze próbowaliśmy, i wciąż próbujemy przekształcać to nasze górnictwo, mając oczywiście na uwadze dobro załogi. Jestem też wiceprezesem w starych związkach zawodowych, tych pierwszych, najstarszych na chwałowickiej kopalni – mówi Danuta Hanak.
Zawsze miała naturę społecznika – była radną Rybnickiej Rady Kobiet i przewodniczącą rady dzielnicy, jest członkiem rady parafialnej Starego Kościoła, a w wolnych chwilach szydełkuje, rekompensując sobie marzenia z młodości, gdy chciała zająć się makramą. Od 10 lat działa też w rybnickim Oddziale Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Górnictwa, zrzeszającym pracowników kopalń i emerytów. To właśnie tam powstał pomysł Izby Tradycji Górnictwa KWK Chwałowice.
– Na kopalni jestem jak taki spinacz – spinam organizację najróżniejszych pomysłów. Tak też było z izbą, w której zebrałam cenne dla górniczych rodzin pamiątki: mundury, odznaczenia i zdjęcia. Mam w zbiorach metalowe znaczki w różnych kształtach, symbolizujące zmiany, na których pracowali górnicy, a które dziś zastąpiły dyskietki, mam też dokumenty, mapy oraz kufle. W tym roku odbędzie się tu 47 karczma piwna – wylicza Danuta Hanak, która od pięciu lat angażuje się w ich organizację.
– Na gwarkach nie może być kobiet, ale pomagam wybierać kufle, tak by się nie powtarzały, co po tylu edycjach jest już dość trudne – mówi rybniczanka. Ale dla niej nie ma rzeczy trudnych, dlatego wspólnie z jastrzębskim Carbonarium planuje w 2027 roku organizację Europejskich Dni Górników i Hutników, które poznała w Bańskiej Szczawnicy na Słowacji. – Na trzydniowe międzynarodowe święto górników i hutników jeździmy co roku. Uczestniczymy też w widowiskowym pochodzie Salamandry – kiedyś jaszczurka wskazała tam pokłady złota, a dziś ulicami miasta idzie historyczny przemarsz przedstawicieli wielu zawodów – opowiada Danuta Hanak i już planuje rybnicką prezentację na kolejnych Dniach Salamandry. Cała Danka!