75-lecie Tygla. Joanna Kryszczyszyn wspomina...
Wczoraj Zespół Szkół Technicznych w Rybniku świętował 75-lecie istnienia. Mury szkoły-jubilatki opuściło dotąd 21865 absolwentów. Jak swoje szkolne lata wspominają niektórzy z nich?

Joanna Kryszczyszyn (z domu Legutko), klasa technik górnik ekonomista (1977-1981), była wiceprezydent miasta, dziś w Fundacji na rzecz onokoligii "Rakowi STOP".
Technikum Górnicze na kierunku ekonomicznym ukończyłam w 1981 roku, a właściwie to ukończyłam, jak głosi moje świadectwo dojrzałości, Zespół Szkół Zawodowych Ministerstwa Górnictwa. Do szkoły tej, która zawsze cieszyła się dużą renomą dostawali się tylko uczniowie z bardzo dobrym świadectwem ukończenia szkoły podstawowej. Ta renoma nie była przypadkowa - świetne grono pedagogiczne, jakość nauczania i oczywiście tak ważna na Śląsku górnicza otoczka wyjątkowości tego zawodu i dobrych zarobków, wpływała na tłumy uczniów chcących kształcić się w murach Tygla. A mnie przyciągnęła tutaj nie tylko perspektywa zawodu, ale też górniczy klub sportowy i jego szeroka oferta dyscyplin sportowych.
Fascynowało mnie i nadal fascynuje pływanie, a tylko tam mogłam na basenie, obecnej „Yntce”, pod okiem trenera Pojdy doskonalić swą pasję.
Moją szkołę wspominam jako fantastyczny czas nauki i wspierające grono, z wychowawczynią panią Jordan oraz paniami: Polok, Durdzińską, Sobierajską czy Kosok. Może należę do wyjątków, ale matematyka z panią Jolantą Kosok była dla mnie wyjątkowa i wspominam ją z sentymentem, a wiedza zdobyta na tych lekcjach pozwoliła mi studiować na uczelniach wyższych, nie mając kompleksu ukończenia szkoły bez rozszerzonej matematyki.
Z moją klasą czasem "wkręcaliśmy" nauczycieli, szczególnie gdy zajęcia odbywały się w segmencie po politechnice, gdzie nie było jeszcze komunikacji pomiędzy budynkiem głównym, i sygnalizacji dzwonków, ale w sali były głośniki, tzw. "kukuruźniki", gdzie umieszczaliśmy budzik, który po 25 minutach dzwonił i zdezorientowany nauczyciel opuszczał salę lekcyjną udając się do budynku głównego, a my mieliśmy najdłuższe przerwy w historii szkoły.
W moich czasach dziennik był papierowy i zabawne były wpisywane przez nauczycieli uwagi, jak choćby wpis nauczyciela WF-u: „Uczeń… nie nosi majtek na w-f”.
Ta szkoła dała mi cudowny czas - realizacji pasji i zawierania przyjaźni na całe życie. Szkoła - kuźnia talentów, umiejętności społecznych i wkraczania w dorosłe życie bez kompleksów - i tylko szkoda, że ten czas człowiek docenia dopiero po latach, i że nie można „dwa razy wejść do tej samej rzeki”.