Przepis na udane Koło Gospodyń Wiejskich
Trochę tradycji, spora porcja śmiechu, garść zapału i szczypta śląskiej robotności. Tak właśnie wygląda przepis „Boguszowianek” na udane Koło Gospodyń Wiejskich. Działają dopiero od półtora roku, ale już zdążyły stworzyć zgraną grupę kobiet, które wspólnie organizują warsztaty, kiermasze, wycieczki i aktywnie uczestniczą w życiu lokalnej społeczności.
Pomysł reaktywacji Koła Gospodyń Wiejskich w Boguszowicach Starych zrodził się w głowach kilku mieszkanek dzielnicy.
– Kiedyś na każdym podwórku coś się działo, ludzie znali się z imienia. Dziś nawet nie wiadomo, jak się nazywa sąsiad – mówią Danuta Juraszczyk i Magda Kusz, pomysłodawczynie i liderki koła. – Dlatego pomyślałyśmy: a może tak zebrać się, porozmawiać i zrobić coś wspólnie, jak za dawnych czasów?
Swój plan panie przedstawiły radnemu Łukaszowi Kłoskowi, a następnie nagłośniły w internecie, zachęcając do udziału w spotkaniu organizacyjnym. Odpowiedź przerosła najśmielsze oczekiwania – przyszło ponad 50 kobiet. Z czasem niektóre osoby się wycofały, ale wieść o kole szybko rozniosła się pocztą pantoflową.

Trzy filary sukcesu
Jak twierdzą Boguszowianki, do stworzenia prężnie działającego koła potrzebne są trzy elementy: dobry lider, miejsce do spotkań i zaangażowani członkowie. Wszystkie te warunki udało się spełnić. Liderką i motorem napędowym jest Danuta Juraszczyk. Sercem, czyli miejscem spotkań jest „Dom Przyjęć Gabriela Kusz” przy ul. Rajskiej. Szefowa lokalu, podobnie jak jej córki, należy do koła.
Trzecim, najważniejszym filarem, są same panie – pełne pasji, talentów i chęci do działania. Najmłodsza z nich ma 23 lata, najstarsza jest po siedemdziesiątce. Właśnie ta międzypokoleniowa wymiana doświadczeń jest jedną z największych wartości koła.
– To odskocznia od codzienności, ale też miejsce, gdzie uczymy się od siebie nawzajem. Młodsze od starszych, starsze od młodszych – mówią zgodnie.

Robotne i szporobliwe
Boguszowianki spotykają się raz w miesiącu, ale w międzyczasie organizują rozmaite akcje – od kiermaszów po warsztaty. Jeden z nich odbył się pod hasłem „Ślōnsko baba je robotno i szporobliwo”, bo – jak twierdzą – w śląskim domu nic się nie zmarnuje.
Zdarzyło im się poprowadzić w przedszkolu zajęcia z kiszenia kapusty, a innym razem wspólnie ugotować tradycyjny ślōnski ôbiôd dzięki uprzejmości OSP z Boguszowic. Spod ich rąk wychodzą słoiki pełne przetworów, aromatyczne nalewki, ręcznie robione kartki, stroiki, świece i mydełka. A kiedy trzeba, potrafią nawet wskrzesić zapomniane zwyczaje, jak choćby szkubanie pierza.
– Cztery jaśki my naszkubały! – chwalą się, pokazując efekty wspólnej pracy.

Panie mają też własne stroje – nowoczesne, ale z wyraźnym nawiązaniem do śląskiej tradycji: czerwone korale i kwieciste spódnice.
– Gdy pierwszy raz pokazałyśmy się w nich publicznie, reakcje były niesamowite. Ludzie mówili nam: „Wreszcie jesteście! Pokażcie się!” – opowiada Józefa Sobik.
Dożynki dawniej i dziś
Wrzesień to tradycyjnie czas święta plonów. Dla członkiń koła dożynki to okazja, by wrócić wspomnieniami do tego, jak pracowano i świętowano na wsi przed laty.
– Dawniej żniwa to był najważniejszy czas. Nie było soboty, nie było niedzieli. Cała rodzina szła pracować w pole. Tata i dziadek siekli zboże kosą, mama z babcią wiązały snopki, a na koniec grabiono pole, żeby zebrać każdy kłosek. Tak wielki był szacunek do pracy i jedzenia – wspomina Danuta Zakrzewska.

Choć rolnictwo wygląda dziś zupełnie inaczej, piękny zwyczaj dziękowania za plony jest w Rybniku wciąż kultywowany. Dlatego 7 września Boguszowianki po raz kolejny pojawią się w barwnym korowodzie dożynkowym, który przejedzie ulicami Boguszowic i Gotartowic. Na festynie w Ogrodzie Farskim nie zabraknie ich stoiska z domowymi smakołykami. Co więcej, tego samego dnia część pań pojedzie do Stanowic, by wziąć udział w Konkursie Kołocza Śląskiego.
– Chcemy, żeby było o nas głośno! – mówią ze śmiechem.
A z takim zapałem trudno wyobrazić sobie, że będzie inaczej.