Maj na talerzu i w apteczce

08.05.2026 Nasz wywiad działa

– Zielarstwo to dla mnie bardzo praktyczna część życia: to, co ląduje na talerzu, w kubku herbaty czy domowej apteczce – mówi Bożena Mrozek z Rybnika, znana jako „Mama Zielarka”, mama Oliwki i nauczycielka. Na swoich warsztatach odkurza stare, babcine receptury i uczy uważnego patrzenia pod nogi, przekonując, że najcenniejsze dary natury rosną tuż obok nas. Nam wyjaśnia, dlaczego to właśnie w maju warto wyjść na spacer w poszukiwaniu mniszka, pokrzywy czy kurdybanka.

Zamiłowanie do ziół wyniosła Pani z domu?

Moja historia z ziołami zaczęła się bardzo naturalnie, od obserwowania babci – rodowitej Ślązaczki, dla której zbieranie roślin było częścią codzienności. Jako dziecko nie zastanawiałam się nad tym, po prostu szłyśmy na łąkę, czy do lasu, a w domu powstawały z tego syropy i napary. Po latach, już jako dorosła osoba i mama, wróciłam do tej wiedzy świadomie. Odkąd zostałam rodzicem, życie w zgodzie z naturą stało się dla mnie jeszcze ważniejsze.

Stąd „Mama zielarka”?

Tak. Będąc na urlopie wychowawczym zastanawiałam się, jak połączyć pracę zawodową z macierzyństwem. Postanowiłam wrócić do tego, co zawsze było mi bliskie – do ziół. Zrozumiałam, że mogę być mamą i jednocześnie robić coś wartościowego: zbierać, przetwarzać i wykorzystywać zioła w codziennym życiu, edukować innych, a przy okazji wychowywać swoje dziecko w bliskości natury. Dziś Oliwka chodzi ze mną na spacery i już sama rozpoznaje pierwsze rośliny. To dla nasz wspólny czas bez telefonów i pośpiechu.

A ja lubię włóczyć się po łąkach: przystanąć przy zapachu kwitnącej mirabelki, wypatrywać pierwszych fiołków, sprawdzić, czy podbiał już zakwitł tam, gdzie zawsze. Z takich spacerów wracam zazwyczaj z naręczem zieleniny i głową pełną pomysłów.

Czy do rozpoczęcia przygody z zielarstwem potrzebujemy specjalistycznego sprzętu?

Wcale! I to jest w tym najpiękniejsze. Nasze mamy i babcie korzystały z tego, co miały w kuchni i dokładnie tak samo możemy robić dziś. Na początek wystarczy garnek, słoik, sitko, lejek, coś do mieszania. Do suszenia ziół potrzebne jest suche, przewiewne miejsce. A do przygotowania naparów, syropów czy octów używamy tego, co mamy pod ręką. Najważniejsza jest uważność i chęć poznania roślin.

– Maj to idealny moment, by zacząć zbierać zioła – przekonuje Bożena Mrozek. Zdj. Wacław Troszka

Wiele osób boi się zbierania ziół na własną rękę z obawy przed pomyłką.

Ziół, podobnie jak grzybów, trzeba się nauczyć. Zacznijmy od kilku charakterystycznych roślin: pokrzywy, która nas parzy, więc trudno ją pomylić, stokrotki czy mniszka lekarskiego, którego na Śląsku nazywamy „mlyczem”. Warto jednak wiedzieć, że mniszek z którego robimy popularny miodek, bywa czasem mylony z innymi, podobnymi roślinami np. mleczem, pępawą czy jastrzębcem. Mniszek lekarski ma bezlistną łodygę z jednym kwiatem, a mlecz polny – rozgałęzioną łodygę z liśćmi. Używajmy wszystkich zmysłów: patrzmy, dotykajmy, wąchajmy, a w razie wątpliwości – po prostu nie zbierajmy. Najlepiej na taki spacer wybrać się z kimś doświadczonym, kto pokaże nam roślinę w jej naturalnym środowisku.

Dobrze też wiedzieć, że każda jej część ma swoją porę zbioru – liście zbieramy zwykle wiosną, kwiaty w czasie kwitnienia, a korzenie jesienią. Przy tym wszystkim kluczowy jest umiar. Zgodnie z zasadą: „naturą się częstujemy, a nie dewastujemy”, zawsze zostawiam coś dla przyrody i dla innych. Nigdy nie zbieram wszystkiego z jednego miejsca, żeby rośliny mogły się spokojnie odrodzić.

Czy w uprzemysłowionym Rybniku można bezpiecznie zbierać zioła?

Tak, trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać. Najlepiej wybierać tereny naturalne: obrzeża lasów, łąki, mniej uczęszczane ścieżki, miejsca poza centrum miasta. Im bardziej dziko i spokojnie, tym lepiej. Unikam poboczy dróg, terenów przemysłowych i pól uprawnych, gdzie mogą być stosowane opryski. Polecam wybrać się na ziołowy spacer do Stodół, Kamienia czy w okolice Jankowic.

Mamy maj – w zielarskim kalendarzu to chyba szczególny moment?

Zdecydowanie. Na Śląsku mówiło się, że w maju „łąka daje najwięcej”. Młoda pokrzywa jest teraz najcenniejsza – działa wzmacniająco i oczyszczająco. Poza herbatą można z niej zrobić prostą i bardzo wartościową, choć nieco zapomnianą zupę. Świetnie sprawdza się w pesto, koktajlach, jako dodatek do jajecznicy czy twarożku. Wystarczy ją sparzyć wrzątkiem i traktować jak szpinak. Podobnie jest z pędami chmielu, za które w Niemczech płaci się ogromne sumy w marketach, a u nas rosną na płotach. Można je przyrządzić jak szparagi – krótko sparzyć i podać z masłem. Warto też zwrócić uwagę na bluszczyk kurdybanek, czyli nasz śląski „kondrotek” – ma pieprzny posmak i świetnie pasuje do twarogu czy zup. Do koszyka można dorzucić też przytulię, krwawnik czy kwiaty czarnego bzu. No i bez lilak, który nie tylko pięknie zdobi ogrody, ale ma też swoje właściwości. Można przygotować z niego tzw. herbatkę utlenianą. Wystarczy delikatnie porolować kwiaty, ułożyć je ciasno w słoiku, zakręcić i odstawić w ciepłe, nasłonecznione miejsce na kilka dni. Po tym czasie kwiaty zmieniają kolor i zapach – wtedy dokładnie je suszymy. Napar ma delikatny, karmelowy aromat.”

Czy zioła pomogą na trawienie po majówkowym grillowaniu?

Nasze babcie po biesiadach zawsze serwowały napary z mięty, kopru włoskiego, kminku czy majeranku – to sprawdzone sposoby na trawienie. Jednak zioła mogą być czymś więcej niż tylko ratunkiem dla żołądka. Podczas majówki świetnie sprawdzą się jako baza marynat, maseł czy świeżych sałatek. Warto spojrzeć na nie inaczej: nie tylko przez pryzmat przyprawy, ale jak na pełnoprawny składnik, który wnosi do kuchni smak, świeżość i zdrowie.

Dlatego rozejrzyjmy się uważnie wokół siebie. To, czego nasz organizm akurat potrzebuje, często rośnie tuż obok, nawet w szczelinach między płytkami chodnika. Uwierzmy naszym babciom, które wychodziły za miedzę po pokrzywę i czerpały z tego, co było pod ręką. Zbieranie ziół to świetny sposób na „przewietrzenie głowy” – to sztuka uważności, która wycisza i pozwala odpocząć od codziennego pędu. Maj to idealny moment, by zacząć.

Z ziół można przygotować wiele smacznych i zdrowych potraw. Poniżej znajdziecie kilka przepisów Pani Bożeny. Zdj. Wacław Troszka.

 Zupa krem z pokrzywy „od starki”

Dawniej nasze babcie gotowały z tego, co dawała natura, a pokrzywa była jedną z najcenniejszych roślin w ich spiżarni. Ta zupa to prawdziwa esencja wiosny– działa wzmacniająco i oczyszczająco na cały organizm.

Składniki: młoda pokrzywa (wcześniej sparzona wrzątkiem), ziemniaki, cebula, czosnek, bulion oraz opcjonalnie odrobina śmietanki.

Przygotowanie:

  1. Posiekaj cebulę oraz czosnek i podsmaż je delikatnie w garnku.

  2. Dodaj pokrojone w kostkę ziemniaki i zalej całość bulionem.

  3. Gdy ziemniaki będą miękkie, dorzuć liście pokrzywy.

  4. Całość zblenduj na gładki krem.

2. Pasta twarogowa z kurdybankiem

Bluszczyk kurdybanek, zwany również kondrotkiem, to zioło, które kiedyś gościło w każdej polskiej kuchni, a dziś bywa niesłusznie zapominane. Warto do niego wrócić, ponieważ jest doskonałym „starterem” dla żołądka – wspiera trawienie i wzmacnia organizm. W połączeniu z białym serem tworzy smaczne, lekkie śniadanie.

Składniki: świeży twaróg, pęczek świeżego kurdybanku, szczypiorek, sól, opcjonalnie ząbek czosnku oraz jogurt lub śmietana do uzyskania odpowiedniej konsystencji.

Przygotowanie:

  1. Zioła drobno posiekaj.

  2. Wymieszaj je starannie z twarogiem i jogurtem.

  3. Dopraw do smaku solą i przeciśniętym przez praskę czosnkiem.

3. Lemoniada z kwiatów czarnego bzu

Bez czarny rosnący przy domu był niegdyś uważany za prawdziwy skarb – wierzono nawet, że odstrasza gryzonie. Nasze babcie przygotowywały z niego gęste syropy na zimę, ale można z niego zrobić również orzeźwiającą lemoniadę. To naturalna alternatywa dla słodzonych napojów, która nie tylko odświeża, ale i wspiera naszą odporność.

Składniki: świeżo zebrane kwiaty czarnego bzu, cytryna, miód lub cukier do smaku oraz schłodzona, przegotowana woda.

Przygotowanie:

  1. Kwiaty oczyść i zalej wodą w dużym dzbanku.

  2. Dodaj plastry cytryny oraz miód lub cukier.

  3. Odstaw napój na kilka godzin (a najlepiej na dwa, trzy dni w chłodne miejsce), aby smaki się przegryzły.

4. Masło z darami łąki

Kolorowe masło ziołowe to jeden z łatwiejszych sposobów na przemycenie do diety ziół. Jest idealnym dodatkiem do pieczywa lub dań z grilla, którym nadaje lekkości.

Składniki: kostka miękkiego masła, szczypiorek, natka pietruszki oraz dzikie zioła według uznania (kurdybanek, czosnaczek lub czosnek niedźwiedzi). Do dekoracji przygotuj kwiaty mniszka, forsycji lub fiołki.

Przygotowanie:

  1. Wszystkie zioła drobno posiekaj.

  2. Wymieszaj je dokładnie z miękkim masłem i szczyptą soli.

  3. Uformuj masło w rulon lub przełóż do ozdobnych foremek bądź słoiczka.

  4. Schłódź w lodówce przed podaniem, dekorując na koniec świeżymi kwiatami.

dziennikarz
Dominika Rauk