Żużlowcy wrócili do drugiej ekstraligi!
Jak było do przewidzenia, cudu w Gorzowie nie było. Rybnicka drużyna przegrała mecz rewanżowy z Gezet STALĄ Gorzów 36:54 i pożegnała się z PGE Ekstraligą. Los rybnickich Rekinów był już przesądzony już po pierwszym spotkaniu tego dwumeczu ostatniej szansy. 5 września Innpro ROW przegrał na swoim torze ze Stalą 39:51 i wiadomo już było, że w rewanżu na torze rywala słabo spisująca się w PGE Ekstralidze drużyna z Rybnika nie zdoła już odwrócić losów dwumeczu.

W Gorzowie żużlowcy Innpro ROW-u Rybnik wygrali indywidualnie 4 wyścigi (R. Tungate, G. Chugunov i 2 razy M. Drabik), a drużynowo tylko 2. Najwięcej punktów dla rybnickiego zespołu - 12 już tradycyjnie zdobył Maksym Drabik (2,3,2,3,2).
Tak naprawdę z ekstraligą żegna się rybnicki klub i kibice rybnickiego żużla, bo drużyna, która wczoraj wystąpiła w Gorzowie już praktycznie nie istnieje, bo od kilku już sezonów zespoły ROW-u Rybnika na kolejne sezony to „projekty jednoroczne”.
Nowa rybnicka tradycja
Mam więc do czynienia nie tylko z powtórką z roku 2020, gdy po wcześniejszym awansie ROW Rybnik pojeździł w ekstralidze tylko jeden sezon, ale wręcz z regułą czy może nową rybnicką tradycją, bo w XXI wieku po każdym wywalczonym awansie do ekstraligi drużyna wracała z powrotem ligę niżej już po jednym sezonie jazdy w elicie. Kiedyś spadała do I ligi, a teraz dzięki nomenklaturowo-marketingowym zabiegom władz ekstraligi już tylko do drugiej, gorszej ekstraligi.
Na dogłębną analizę przyczyn tej porażki przyjdzie jeszcze czas, ale nie ulega wątpliwości, że są one złożone. Bo z jednej strony realia ekonomiczno-organizacyjne ekstraligi, które kolejne drużyny awansujące do grona 8 najlepszych drużyn w kraju stawiają w bardzo trudnej sytuacji kadrowej, a z drugiej polityka kadrowa rybnickiego klubu zarządzanego jednoosobowo przez prezesa Krzysztofa Mrozka i sposób funkcjonowania tego klubu. Na to wszystko nakłada się jeszcze prawdziwe zdziczenie obyczajów, jeśli chodzi kontraktowanie zawodników na kolejny sezon. Przed rokiem Innpro ROW Rybnik awansował do ekstraligi już bez swojego lidera, a w tym o utrzymanie w tej ekstralidze walczyli m.in. zawodnicy, których w przyszłym roku nawet w przypadku utrzymania, na pewno byśmy w tym zespole nie zobaczyli, więc to utrzymanie się ROW-u w ekstralidze nie było im do niczego potrzebne. Swoją drogą to chyba największy paradoks naszego ligowe żużla, że gdy zespoły, głównie te słabsze, rozgrywają najważniejsze mecze sezonu, spora część jeżdżących w nich żużlowców jest już praktycznie zawodnikami innych klubów. Niestety w wielu przypadkach drużyna to już tylko szyld albo etykietka. Pod wieloma względami nasz współczesny żużel to już bardziej cyrk i biznes niż sport. Ot taka polska specjalność w imię najlepszej żużlowej ligi świata, co podkreśla się na każdym kroku.
Drużyna przypadkowych dżentelmenów
W ubiegłym roku, po wywalczeniu awansu prezes Mrozek mógł zakontraktować na rozsądnych warunkach finansowych już tylko tych zawodników, których zakontraktował, a potencjał ich był taki jaki był. W drużynie znalazło się dwóch byłych, ale już wiekowych mistrzów świata w tym 48-letni trzykrotny mistrz świata Nicki Pedersen. W pierwszych meczach sezonu m.in. w wygranym pojedynku na rybnickim torze ze Stalą Gorzów (13 kwietnia) Pedersen zdobył jeszcze 11 pkt, ale w decydujących meczach fazy play-off z Falubazem i Stalą Gorzów nie był już w stanie wywalczyć przynajmniej 10 pkt. Pozostali zawodnicy z wyjątkiem kapitana zespołu Maksyma Drabika też jeździli bardzo przeciętnie.
O prawdziwej klapie można mówić w przypadku obowiązkowego tercetu zawodników młodych - dwóch juniorów + zawodnik U24 (Kacper Pludra). Przed rokiem, w czasie pamiętnego finałowego rewanżu w Bydgoszczy rybniccy juniorzy spisali się na medal, mieli swój duży udział w wywalczeniu awansu i kibice mieli nadzieję, że całkiem doświadczeni 20-latkowie będą solidnie punktować w ekstralidze. Tak się jednak nie stało. Nasi wychowankowie wypadli blado, a wypożyczony z Unii Leszno Maksym Borowiak wystąpił tylko w 7 meczach, bo potem złamał nogę i do końca rozgrywek nie wrócił na tor. Juniorzy to ta część drużyny, za którą w największym stopniu odpowiada klub, a w tym względzie ROW nie ma się niestety czym chwalić. W rozgrywkach i turniejach młodzieżowych ligowi juniorzy ROW-u też nic nie zwojowali. Drużynie nie pomógł też Kacper Pludra, który w 51 wyścigach zdobył ledwie 39 pkt (+10 bonusów).

Co dalej?
Bolesny spadek z PGE Ekstraligi stał się faktem. Bolesny, bo na dobrą sprawę na kolejny sezon w naszym rybnickim klubie nie mamy zawodników. W przyszłym roku Paweł Trześniewski i Kacper Tkocz pojadą ostatni juniorski sezon. No i trzeba zmierzyć się z realiami i zadać trudne pytanie, czy ich obecność w ligowej drużynie będzie miała jeszcze sens? Jednym z nielicznych atutów prezesa Krzysztofa Mrozka są finanse klubu i brak zadłużenie, o czym niektóre kluby mogą tylko pomarzyć. Spekuluje się, że być może rybnicki klub z racji owych finansów po raz kolejny w swojej historii otrzyma zaproszenie do ekstraligi. Pytanie tylko jakim składem miałby w niej pojechać, bo wygląda na to, że gdyby ROW jednak pozostał w ekstralidze to mielibyśmy do czynienia z kolejną kadrową katastrofą.
Piękna historia i trudna współczesność
W komentarzach kibiców często czytam, że miejsce ROW-u Rybnik jest w ekstralidze. To niestety pusty slogan, bo w sporcie, a trochę mimo wszystko jeszcze go w żużlu zostało, nikt nie rozdaje medali za zasługi sprzed lat. Rybnicka drużyna, ta prawdziwa, owszem zdobyła kiedyś 12 tytułów mistrzów Polski, ale to już historia bo było to jeszcze w czasach Polski Ludowej. Dzisiejsze realia to coś zupełnie innego, a w nich tzw. rybnicki żużel radzi sobie kiepsko. W tegorocznej ekstralidze jeździły tylko dwie drużyny, które w XXI wieku nie zdobyły medalu drużynowych mistrzostw Polski – z Grudziądza i z Rybnika. Ostatni medal mistrzostw Polski wychowanek ROW-u zdobył w 1990 roku, był nim Mirosław Korbel, który w Lublinie zdobył srebrny medal indywidualnych mistrzostw Polski wygrywając z m.in. z Tomaszem Gollobem. Później były już tylko sukcesy na arenie juniorskiej, których w Rybniku nie umieliśmy przełożyć na dorosły żużel. Więc może czarny sport to wcale nie jest „rybnicka specjalność”?

Zniecierpliwieni kibice
Przepełniony stadion 13 kwietnia, w czasie meczu inaugurującego ekstraligowy sezon świadczy o tym, że w Rybniku solidny ekstraligowy zespół oglądałaby kilkutysięczna publiczność. No ale takowego brak.
Zniecierpliwieni kibice zamierzają w najbliższy czwartek, 25 września, przemaszerować z rynku pod urząd miasta, w którym co prawda nie będzie przebywającego na urlopie prezydenta Rybnika, ale będzie trwać sesja rady miasta. Zapewne dojdzie do przekazania radnym jakiejś petycji, a może tylko kilku postulatów dotyczących żużlowego ROW-u Rybnik.