Wicemistrzyni Polski w kolarstwie przełajowym „na lodzie”
17-letnia Emilia Bindacz, reprezentująca Grupę Kolarską „Viktoria” Rybnik, wywalczyła tytuł wicemistrzyni Polski juniorek podczas 89. Mistrzostw Polski w Kolarstwie Przełajowym. Tegoroczne zawody, rozegrane w Ełku, odbyły się w wyjątkowo wymagających zimowych warunkach.
Pierwsze kolarskie szlify zdobywała w szkole podstawowej w Rydułtowach, w tamtejszej „cykloklasie”. Początkowo trenowała w klubie „Feniks”, gdzie próbowano zarazić ją miłością do szosy, ale asfaltowe trasy nie skradły jej serca.
– Szosa mnie nie kręciła. W okolicy działała Viktoria Rybnik, oni jeździli głównie na rowerach górskich i to mi się spodobało – wspomina Emila Bindacz, która reprezentuje rybnicki klub od 4 lat.
Zanim nauczyła się dobrze jeździć na dwóch kółkach, jako dziecko przemierzyła trasę z Pragi do Wiednia – wtedy jeszcze jako pasażerka w przyczepce rowerowej. Dziś role się odwróciły: to tata towarzyszy jej na zawodach, pełniąc rolę klubowego mechanika i najwierniejszego kibica.

Wyścig na lodzie
Rywalizacja o medale Mistrzostw Polski w kolarstwie przełajowym toczyła się w weekend 9-11 stycznia. W całej Polsce panowały wtedy siarczyste mrozy, a w Ełku temperatura spadała nawet w okolice minus 12 stopni Celsjusza.
– To były bardzo ciekawe zawody. Na początku było dużo śniegu i grząskiego piasku, potem wszystko zaczęło zamarzać. Śnieg został rozjeżdżony i nawierzchnia zrobiła się twarda jak skała – opowiada Emilia Bindacz.
– Mało jest wyścigów w takich warunkach, więc byłam zaskoczona, że całkiem dobrze czułam się w śniegu. Niestety doskwierał mróz. Mimo dobrego ubioru, czułam jak zamarza mi twarz. Na ostatniej rundzie śnieg zlewał mi się z trasą, nie widziałam już dobrze, gdzie jadę – dodaje.
Dla zawodniczki Viktorii Rybnik warunki te okazały się jednak szczęśliwe.
– Moja strategia była prosta: jechać bezpiecznie. Ważne było, żeby po starcie wbić się w czołówkę i w miarę możliwości nie upadać za często – śmieje się wicemistrzyni.
I to się udało. Emilia zameldowała się na mecie jako druga z czasem 36:07, ustępując o 47 sekund jedynie Antoninie Kucharskiej reprezentującej KS Klif Chłapowo.
Sukces indywidualny poprzedził jednak pechowy start w rywalizacji drużynowej. Pierwszego dnia zawodów podczas wyścigu sztafet mieszanych, zespół w składzie: Leon Łodej, Anna Lewandowska, Bartosz Urbanek i Emilia Bindacz, celował w wysokie lokaty. Niestety, już na początku pierwszej zmiany Leon Łodej zerwał niefortunnie łańcuch. Mimo sporej straty czasowej drużyna walczyła do końca, zajmując ostatecznie 9. miejsce w sztafecie i 6. w klasyfikacji generalnej.

Na przełaj!
Początkowo starty w przełajach miały być tylko sposobem na zapełnienie luki w kalendarzu i podtrzymanie formy zimą przed sezonem letnim. Z czasem jednak specyfika tego sportu wciągnęła Emilię na dobre.
– Kolarstwo przełajowe jest ciekawe, czasem wręcz zabawne. Jest adrenalina, dzieje się tu więcej niż na szosie czy w MTB, a przede wszystkim… jest ślisko. Paradoksalnie jednak przełaje to chyba najbezpieczniejsza odmiana kolarstwa. Choć wywrotek jest tu najwięcej, to ląduje się w błocie, na trawie lub ziemi, więc zazwyczaj nic się nie dzieje. Wstajesz i jedziesz dalej. Na asfalcie czy w górach kraksy przy dużych prędkościach są o wiele groźniejsze – tłumaczy Emilia.
Teraz, gdy sezon przełajowy dobiegł końca, przyszedł czas na krótką regenerację. Nadchodzące ferie Emilia zamierza wykorzystać na odpoczynek od szkolnych obowiązków – w tym roku czeka ją egzamin maturalny – ale nie od sportu. Wicemistrzyni planuje spędzić ten czas aktywnie, szlifując formę przed powrotem na górskie trasy. Jeśli pogoda dopisze, będzie można ją spotkać na jej ulubionych trasach: wokół rybnickiego Zalewu, w lasach Kuźni Raciborskiej czy na Wiśniowcu.