Strona główna/Aktualności/Sport/Niewiele brakowało a ROW Rybnik spadłby do II ligi

Niewiele brakowało a ROW Rybnik spadłby do II ligi

13.09.2022Sport

Drużyna ROW-u Rybnik utrzymała się w I lidze żużla, czyli na zapleczu ekstraligi, zajmując przedostatnie miejsce w tabeli.

Jeden z wyścigów meczu ROW kontra Polonia Bydgoszcz. Zdj. Wacław Troszka

Z 14 meczów rundy zasadniczej rybnickie „rekiny” wygrały cztery na swoim torze i zremisowały na wyjeździe z jej zwycięzcą POLONIĄ Bydgoszcz. ROW zainkasował też dwa punkty bonusowe za wygranie dwumeczów z beniaminkiem z niemieckiego Landshut i ze STARTEM Gniezno, który ostatecznie spadł do II ligi. Końcówka ligi była dla kibiców i sympatyków ROW-u emocjonująca, choć zapewne nie o takich emocjach marzyli u progu sezonu. Gdyby w przedostatnim, wyjazdowym meczu w bawarskim Landshut, przegranym z beniaminkiem ligi 38:52 drużyna
z Rybnika zdobyła o jeden punkt mniej, to nie zdobyłaby bonusu i wylądowałaby w tabeli na ostatnim miejscu, spadając ligę niżej.
W tym roku mija 90 lat od pierwszych wyścigów żużlowych w Rybniku. Skuteczną walkę o utrzymanie w de facto drugiej lidze trudno uznać za godne uczczenie tego jubileuszu, ale bogata w sukcesy zamierzchła już niestety, przeszłość rybnickigo żużla ma znikomy związek ze współczesnymi realiami tego sportu i funkcjonowaniem klubu w obecnym kształcie.

Drużyna debiutantów
Po raz pierwszy w tej 90-letniej historii seniorski skład drużyny tworzyli w tym roku wyłącznie debiutujący w niej wychowankowie innych klubów. Łącznikiem pomiędzy ubiegłorocznym i tegorocznym składem miał być jeżdżący w ROW-ie od 2019 roku Siergiej Łogaczow, ale po napaści Rosji na Ukrainę i wykluczeniu Rosjan z polskich drużyn w ROW-ie poza juniorami jeździli wyłącznie zawodnicy, którzy trafili do naszego zespołu po raz pierwszy w karierze.
Młodzi, 17-letni wychowankowie klubu Kacper Tkocz i Paweł Trześniewski tworzyli formację juniorską o niewielkiej jeszcze sile rażenia. Dość powiedzieć, że rybnicki duet nie wygrał w lidze ani jednego wyścigu młodzieżowców (drugi bieg każdego meczu). Owszem, słaba skuteczność w tym wieku jest czymś względnie naturalnym, ale trudno też nie zauważyć, że najskuteczniejszym juniorem całej ligi w rundzie zasadniczej był również 17-letni Wiktor Przyjemski z Polonii Bydgoszcz, zajmujący piąte miejsce na liście rankingowej zawodników I ligi.
Co ciekawe, najwyżej sklasyfikowanym zawodnikiem ROW-u na owej liście jest 11. Duńczyk Andres Lyager. No właśnie, potencjał seniorskiej części drużyny wydawał się, po wypożyczeniu z Ostrowa Wlkp. Nikolaia Klindta, całkiem spory. Niestety bolączką tego kolektywu okazała się jazda w kratkę.
Pytany o słaby wynik drużyny, prezes Krzysztof Mrozek wspomina m.in. nieudane starania o wypożyczenie Fina Timo Lahtiego, który z Łodzi trafił nie do Rybnika, ale do Gdańska i wjechał z tym zespołem do play-offów. ROW z wypożyczonym Klindtem walczył o utrzymanie. - Problemem naszego zespołu była przedziwna rotacja. W każdym praktycznie meczu jeden lub dwóch zawodników jechało słabo, by w następnym punktować już na swoim poziomie, ale wtedy problemem była z kolei słaba postawa innego zawodnika. Rozmawiałem z wieloma trenerami i nikt nie potrafił mi wytłumaczyć przyczyn takiego stanu rzeczy - mówi Krzysztof Mrozek. Przywołuje też kontrowersyjną decyzję arbitra, który przy podwójnym prowadzeniu pary ROW-u przerwał ostatni bieg meczu w Gnieźnie, by wykluczyć Grzegorza Zengotę za tzw. mikroruch przed startem wyścigu, czym przesądził o minimalnej porażce „rekinów”. - Juniorzy jechali słabo, ale w większości przypadków rywalizowali ze starszymi, bardziej doświadczonymi juniorami innych zespołów. Wierzę w nich i jestem pewien, że z meczu na mecz będą jeździć coraz lepiej - mówi Mrozek. Zapewnia, że i Kacper Tkocz, i Paweł Trześniewski zostaną w Rybniku, bo mają podpisane umowy do 21. roku życia. Dla zwiększenia konkurencji o miejsce w składzie prezes zamierza jednak sprowadzić do Rybnika juniora z innego klubu.

Prezes ROW-u Rybnik Krzysztof Mrozek jest krytykowany przez część sympatyków rybnickiego żużla, ale raczej mało prawdopodobne, by w najbliższym czasie stery klubu przejął ktoś inny. Zdj. Wacław Troszka

Zapowiedzi
- Wszyscy zawodnicy z tegorocznego składu chcą nadal jeździć w Rybniku. Rozmowy są dalece zaawansowane. Planuję kilkoma korektami wzmocnić ten zespół, by powalczyć o górną część tabeli - mówi prezes. Część kibiców zarzuca mu, że takie deklaracje słyszy co roku. - Dla mnie najważniejszym kryterium są finanse klubu. Nie skompletuję składu, na który nas nie stać. Nie doprowadzę tego klubu do ruiny, a o to bardzo łatwo - komentuje prezes. Wiadomo już, że drużynę w dalszym ciągu będzie prowadził trener Antoni Skupień, który w sierpniu zakończył wieloletnią współpracę z miniżużlowymi Rybkami Rybnik.

Ubyło kibiców
Trudno nie zauważyć znaczącego spadku liczby widzów na trybunach. Nie ma narzędzi pozwalających precyzyjnie ustalić i wyliczyć przyczyny takiego stanu rzeczy, ale dwie najważniejsze to bez wątpienia wyniki drużyny i cena biletów. Wyniki już znamy, spójrzmy na bilety, a głównie na ich cenę. Najtańszy bilet normalny (na amfiteatr) kosztował 40 zł. To sporo, zwłaszcza że mecze były transmitowane w otwartych kanałach TV, gdzie kibic mógł dodatkowo zobaczyć powtórki i wywiady z zawodnikami oraz usłyszeć komentarze ekspertów. Kolejny problem to organizowanie meczów latem na życzenie telewizji o zbyt wczesnej porze, w pełnym słońcu.
Faktem jest, że ROW nigdy nie spróbował ściągnąć na ligę większej liczby widzów tanimi biletami. - Frekwencja na stadionie jest przede wszystkim pochodną wyników drużyny. Mamy dużą inflację, wszystko zdrożało, a wpływy z biletów są istotnym składnikiem budżetu klubu. Wiem, że sporo widzów odbiera nam telewizja, dlatego uważam, że kluby powinny otrzymywać od stacji transmitującej mecze znacznie większe kwoty. Terminarz ligi też mógłby być bardziej przyjazny dla domowych budżetów. W maju gdy są komunie i część kibiców ma spore wydatki mieliśmy w Rybniku aż trzy mecze. Są rzeczy, na które nie mam wpływu - mówi Mrozek.

Budżetowa wyliczanka
Po ostatnim meczu sezonu radny Łukasz Kłosek podsumował na swoim Facebooku kwoty, które żużlowy klub otrzymał z miejskiej kasy w ciągu ostatnich dziesięciu lat; to 21 mln zł. - Każdy mieszkaniec dał w tym czasie z miejskiej kasy ok. 160 zł. W bieżącym roku wychodzi 12 zł na głowę. Jako kibice i mieszkańcy powinniśmy chyba wymagać czegoś więcej niż euforii po uratowaniu się przed spadkiem do II ligi, a na pewno lepszej atmosfery wokół klubu i żużla w naszym mieście - napisał Łukasz Kłosek.
- Pan radny nie wziął pod uwagę faktu, że to kwota brutto, od której trzeba odjąć 23-procentowy VAT. Przypomnę też, że na przestrzeni kilku lat musieliśmy jako klub zwrócić do urzędu miasta około 600 tys. zł. Chciałbym też podkreślić, że od ponad dziesięciu lat dotacji z budżetu miasta klub nie musi przeznaczać wyłącznie na szkolenie młodzieży.
Na ostateczne podsumowanie jeszcze za wcześnie, ale nasz tegoroczny budżet klubu zamknie się w kwocie 4,5 mln zł. Pozostałe kluby z naszej ligi mają budżety duże wyższe. Wszyscy chcielibyśmy mieć w Rybniku ekstraligę, ale trzeba spojrzeć właśnie na finanse klubów. Od pewnego czasu niektóre kluby, zwłaszcza ze wschodniej części naszego kraju, są mocno wspierane przez spółki skarbu państwa. Kluby korzystają też nie tylko z miejskich dotacji, ale również ze wsparcia spółek komunalnych, co w Rybniku nie ma miejsca. Od czasów prezydenta Adama Fudalego żużel zawsze mógł liczyć na pieniądze z miasta. Kwoty były raz większe, raz mniejsze, ale to wsparcie było pewne i na szczęście tak jest nadal. Ze sponsorami bywa bardzo różnie, czasem kończy się na szumnych deklaracjach - komentuje Krzysztof Mrozek.

Tegoroczna drużyna ROW-u Rybnik. Dziś jeszcze nie wiadomo, ile z niej zostanie na przyszły sezon. Zdj. Wacław Troszka

Kandydat na następcę
Od dłuższego czasu w mediach, również społecznościowych, pisze się o osobie Jarosława Podleśnego, rybniczanina prowadzącego działalność gospodarczą w Niemczech, który publicznie zdeklarował chęć przejęcia sterów żużlowego klubu. Odpowiadając na jego pismo, rada nadzorcza spółki akcyjnej ROW Rybnik poinformowała go jednak, że nie prowadzi naboru na stanowisko prezesa klubu. - Są dwie możliwe ścieżki przejęcia klubu. Pierwsza to wygranie konkursu na stanowisko prezesa i druga - wykupienie pakietu kontrolnego akcji. Rewolta, którą wymyśliły sobie osoby podpuszczające od jakiegoś czasu kibiców jest formalnie niemożliwa - komentuje Krzysztof Mrozek, który nie uważa Podleśnego za poważnego kandydata na swojego następcę.

Przeciwnicy prezesa
Prezes Mrozek ma całkiem liczne grono zagorzałych przeciwników, którzy w mediach społecznościowych domagają się jego odejścia i krytykują na potęgę. Co ciekawe, taka sytuacja odpowiada części zawodników.
- Zawodnicy sobie tę sytuację faktycznie chwalą, bo wszystkie pomyje spływają na mnie, a oni mają święty spokój. W przeszłości mieliśmy już sytuację, że zawodnik był hejtowany i wszyscy wiemy, jak się to skończyło. Ja jestem gruboskórny i krytyka anonimowych internautów mnie nie rusza - mówi Mrozek. W polskim żużlu trwa już okres transferowy. W mediach pojawiają się dziesiątki niesprawdzonych informacji lub tych niewartych uwagi. Skład ROW-u na przyszłoroczny sezon poznamy, gdy zostaną podpisane kontrakty. - Po doświadczeniach związanych ze sprawą Grigorija Łaguty powiedziałem, że w żużlu nic mnie już nie zaskoczy. Ale nie miałem racji. Dzisiaj już bym tak nie powiedział. Ktoś mądry stwierdził, że tam, gdzie zaczyna się żużel, kończy się logika. Jestem na to przygotowany i mogę się z tym zmierzyć - mówi prezes Krzysztof Mrozek.

Wacław Troszka

do góry