Szejkowi z Dubaju spodobał się Pniowiec
Rybnickie zimowe Podniebne Obrazy Marcina Giby robią furorę od Australii po Stany Zjednoczone i Dubaj…

Twoje trzecie oko całe we łzach, ale dla Ciebie to raczej łzy szczęścia. Nagroda w USA, Dubaju, gigantyczny billboard ze zdjęciem na plaży w Sydney…
Tak, dla mnie to przede wszystkim wielka radość, że zdjęcia, które zrobiłem w Rybniku zostały dostrzeżone i nagrodzone w tak wielu konkursach na całym świecie. To potwierdza moją tezę, która mówi, że nie trzeba jechać na drugi koniec świata, żeby zrobić dobre zdjęcie. A w tych wszystkich konkursach rywalizowałem ze zdjęciami zrobionymi w najodleglejszych i najbardziej egzotycznych miejscach na Ziemi.

Czy Amerykanie, Australijczycy, mieszkańcy Bliskiego Wschodu? widzą to samo, patrząc na to zdjęcie? Co powinniśmy zobaczyć my?
Myślę, że wszyscy możemy zobaczyć potęgę natury, jej ulotność i nieprzewidywalność.
Zdjęcia, które zostały nagrodzone na tych konkursach, pochodzą z cyklu „Last winter”, w którym fotografowałem ulotne zjawiska powstające zimą na okolicznych zbiornikach wodnych. Pracując nad tym cyklem miałem poczucie, że zima, jaką pamiętam z dzieciństwa, czyli mroźna i biała, występuje coraz rzadziej. A śnieg w mieście staje się zjawiskiem krótkotrwałym, wręcz efemerycznym. Dlatego, gdy w końcu nadeszły odpowiednie warunki, to prawie codziennie wychodziłem latać, mając poczucie, że fotografuję ginące piękno. To było zeszłej zimy. Dzisiaj chyba muszę zweryfikować to myślenie, bo aktualnie jest odwrotnie – biało i mroźnie. Poza tym te formy, które stworzyła natura, są tak abstrakcyjne i nieoczywiste, że każdy z nas ma tutaj nieograniczone pole do ich interpretacji, wedle własnej wyobraźni.
Fotografia dronowa to bardziej sztuka latania czy sztuka widzenia, sztuka wrażliwości?
Moim zdaniem fotografia w ogóle, nie tylko dronowa, to przede wszystkim sztuka widzenia i wrażliwości. Obsługi drona można się dość szybko nauczyć. Ale to tylko sprzęt, a zdjęcia robi człowiek. Poza tym trzeba naprawdę dużo fotografować, poznawać charakterystykę różnych zjawisk naturalnych, śledzić ich przebieg itd. Dla mnie to metodyczna praca. Jak są warunki, to staram się latać codziennie, żeby być w odpowiednim czasie i miejscu. Te wszystkie niesamowite formy, które widać na moich zdjęciach, trwają bardzo krótko. Czasami jest to kwestia dosłownie kilku minut. Oczywiście odrobina szczęścia i intuicji, ale przede wszystkim systematyczna praca – zawsze popłaca.
Szejkowi i następcy tronu Dubaju, który ufundował nagrodę HIPA, spodobał się kawałek Rybnika. Gdzie dokładnie zrobiłeś to zdjęcie?
To zdjęcie powstało nad zalewem Pniowiec w Rybniku. To jedno z moich ulubionych miejsc, nie tylko do tworzenia Podniebnych Obrazów. O każdej porze roku ma swój urok. Natomiast muszę tu wspomnieć, że o nagrodzie decydowało międzynarodowe jury składające się z uznanych fotografów i artystów wizualnych z całego świata.
Czy Śląsk opowiada inną historię niż tę, którą znamy chodząc po ziemi?
Myślę, że ją wzbogaca o inną perspektywę. Mimo, że jesteśmy już coraz bardziej oswojeni z widokiem z lotu ptaka, to dalej ten punkt widzenia jest dla nas niecodzienny. Od kilku lat staram się odkrywać na nowo śląski pejzaż fotografując góry pokopalnianych odpadów z podniebnej perspektywy. Robię to w cyklu zdjęć „Silesian Creatures”, gdzie szukam symboli, kształtów i struktur stanowiących brakujące ogniwo w wizualnej reprezentacji regionu, kojarzonego głównie z industrią.

Latałeś w Dubaju? Które z miast – Rybnik czy Dubaj – wygląda ciekawiej z perspektywy top down?
Nie miałem niestety ze sobą drona w Dubaju, ale to futurystyczne miasto powstałe na pustyni robi wrażenie chyba z każdej perspektywy. Sam wyjazd był dość krótki, bo trwał tylko cztery dni, ale był w całości wypełniony aktywnościami związanymi z konkursem. Muszę też wspomnieć, że cała organizacja była dopięta na ostatni guziki i była perfekcyjna – nie spotkałem się z czymś takim jeszcze na żadnym konkursie. Jako zwycięzca zostałem zaproszony do Dubaju na koszt organizatora i już po tym, jak wsiadłem do samolotu, nie musiałem się o nic martwić. Natomiast sama ceremonia wręczenie nagród odbyła się w niesamowitym i oryginalnym budynku Muzeum Przyszłości. Po wszystkim miałem dosłownie jedno popołudnie, żeby zwiedzić Dubaj we własnym zakresie. Ale odpowiadając na Twoje pytanie – dla Rybniczanina takie miasto jak Dubaj, to coś tak odmiennego, że siłą rzeczy nawet z perspektywy spacerowicza może wyglądać ciekawiej.
Będziemy kiedyś latać do pracy osobowymi dronami? Chciałbyś?
Brzmi to kosmicznie, ale wiem, że takie rozwiązania są już testowane i może się okazać, że wejdą do użytku szybciej, niż nam się wydaje. Ja natomiast chyba bym się wstrzymał, bo dla mnie dron to wciąż tylko latająca elektronika, która bywa zawodna.
Rozmawiał Aleksander Król