Pożegnaliśmy Jerzego Gryta

09.06.2026 Miasto

W sobotnie przedpołudnie w Rybniku-Popielowie najbliżsi, krewni, znajomi oraz koledzy z toru i kibice żużla pożegnali śp. Jerzego Gryta. Początek czerwca nie jest szczęśliwy dla rybnickiego żużla. 2 czerwca minęło 20 lat od tragicznej śmierci Łukasza Romanka, a dzień później w wieku 83 lat zmarł Jerzy Gryt, jeden z najlepszych zawodników w historii rybnickiego żużla.

 Rok 1976. Druzyna ROW-u Rybnik na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu. Jerzy Gryt (nr 3) siedzi w środku na motocyklu Zdj. Archiwum prywatne

Rodzice nie zgodzili się, by nastoletni Jurek został adeptem żużlowej szkółki, więc został nim dopiero, gdy skończył 18 lat i mógł już sam decydować o swoim losie. Choć treningi rozpoczął stosunkowo późno z powodzeniem współtworzył później złotą rybnicką drużynę, z którą w latach 1965-72 zdobył m.in. sześć tytułów drużynowych mistrzów Polski.
W 1971 roku na rybnickim torze Jerzy Gryt wywalczył tytuł indywidualnego mistrza Polski, zostawiając w pokonanym polu mistrzów świata w jeździe parami – Opolanina Jerzego Szczakiela i klubowego kolegę Andrzeja Wyglendę, którzy trzy miesiące wcześniej na stadionie przy Gliwickiej z kompletem zwycięstw i punktów wygrali drugi dopiero w historii finał mistrzostw świata par, odnosząc jeden z największych sukcesów w historii polskiego żużla. Gryt był jednym z czterech wychowanków rybnickiego klubu, którzy ten indywidualny tytuł zdobyli. Sztuki tej dokonał też Antoni Woryna, dwukrotnie Stanisław Tkocz i aż czterokrotnie rybnicki rekordzista Andrzej Wyglenda. Swój ostatni tytuł Wyglenda wywalczył w 1973 roku na rybnickim stadionie. Na drugim stopniu podium stanął wtedy Jerzy Gryt.

Maj 1996 roku. Trener Jerzy Gryt z grupą młodyh wychowanków RKM-u Rybnik, którzy właśnie zdali egzamin na licencję "Ż"; od lewej Marcin Furgoł, Wojciech Węgrzyn, Artur Tyman, Bogusław Ficner, Marcin Kiermaszek i Piotr Padowski Zdj. Wacław Troszka

Trener czasu przełomów

Po zakończeniu kariery był trenerem, zajmując się szkoleniem adeptów czarnego sportu i prowadzeniem drużyny ligowej, z którą w roku 1990 roku zdobył srebro drużynowych mistrzostw Polski, ostatni ligowy medal w historii rybnickiego żużla. Srebro rybniczanie prowadzeni przez Gryta wywalczyli też w roku 1988, a w roku 1989 zdobyli medal brązowy. W polskim żużlu, tak jak w całym kraju był to czas przełomów, dogorywał PRL, a państwową w zdecydowanej większości gospodarkę zastępowała gospodarka wolnorynkowa; postępowała prywatyzacja. Kończyło się finansowanie zawodowego właściwie sportu przez duże zakłady pracy, a na Górnym Śląsku głównie przez górnictwo. Kluby z konieczności zaczynały w coraz większym stopniu korzystać ze wsparcia prywatnych sponsorów, z czym wiązały się nowe wyzwania i problemy. Kolejną nowością było pojawienie się w klubowych drużynach zawodników zagranicznych i było to kolejne wyzwanie dla ówczesnych trenerów. W przypadku ROW-u Rybnik stało się to w roku 1991, gdy dzięki kontaktom Piotra Pysznego, ostatniego wychowanka klubu z ul. Gliwickiej, który był prawdziwym liderem rybnickiej drużyny, jej zawodnikami zostali dwaj Anglicy Martin Dugard i nieco młodszy Dean Barker.

7 kwietnia 1991 rok Bydgoszcz. Trener Jerzy Gryt i drużyna ROW-u Rybnik przed historycznym pierwszym meczem z zagranicznymi zawodnikami w składzie. Od lewej; stoją: Martin Dugard, Eugeniusz Skupień, Mirosław Korbel, Antoni Skupień i Dean Barker; klęczą: Eugeniusz Tudzież, Krzysztof Fliegert i Adam Pawliczek Zdj. Wacław Troszka


Zawodnicy, których Jerzy Gryt uczył żużla wspominają, że uczył ich też szacunku dla rywali i tłumaczył, jak duże znaczenie ma w sporcie przestrzeganie zasad fair play.
Sukcesy i dokonania Jerzego Gryta na żużlowych torach są udokumentowane. Zupełnie inaczej wygląda sprawa z jego naturą, charakterem i życiem rodzinnym. Ze wspomnień jego najbliższych wiemy, że rodzina była dla niego zawsze najważniejsza. Był tak po prostu dobrym człowiekiem, dobrym mężem, ojcem i dziadkiem. Najszczęśliwszy był, jak wspominano w czasie mszy pogrzebowej w kościele parafialnym w Rybniku-Popielowie, gdy cała rodzina spotykała się przy wigilijnym stole.

Jerzy Gryt przez całą swoją karierę reprezentował barwy swojego macierzystego klubu Górnika, a potem ROW-u Rybnik Zdj. Archiwum prywatne

W pogrzebie śp. Jerzego Gryta wzięli udział m.in. koledzy z toru Andrzej Wyglenda i Jerzy Wilim.

- Jurek był bardzo koleżeński, na torze i poza nim również. Często jeździliśmy w parze; ja przy krawężniku, a Jurek po dużym, bliżej bandy. To były zupełnie inne czasy i zupełnie inny żużel. Byliśmy zgraną drużyną i zdobywaliśmy tytuły mistrzów Polski – powiedział nam Jerzy Wilim.

W pogrzebie wzięli też udział zawodnicy drużyny, która z trenerem Grytem zdobyła ostatnie w historii rybnickiego żużla medale drużynowych mistrzostw Polski, m.in.: Antoni Skupień, Mirosław Korbel, Adam Pawliczek i Dariusz Fliegert.

- To był rok 1988, w którym zdobyliśmy srebrny medal, pierwszy z tych trzech ostatnich medali mistrzostw Polski. W lipcu jechaliśmy na mecz do Tarnowa klubowym autobusem, ale ten się zepsuł przed Tarnowem i na stadion musieliśmy dojechać PKS-em. Na szczęście nasze motocykle wiozła osobna ciężarówka. Mecz udało nam się wygrać, a do Rybnika wracaliśmy drugim autobusem, podstawionym po meczu. Jerzy Gryt zaprosił wtedy całą drużynę do siebie do domu, na świętowanie tego bardzo ważnego dla nas zwycięstwa. Trener Gryt często robił nam też różne kawały – wspomina Adam Pawliczek.


Mirosław Korbel, najbardziej utytułowany podopieczny Jerzego Gryta, wspomina, że trener udzielał mu też cennych rad dotyczących życia, ale też pracy na kopalni.

 

– Trenera Gryta wspominam bardzo dobrze. Zawsze powtarzał mi, bym pamiętał z czego żyję, zwracając uwagę, że kiedyś przestanę przecież jeździć na żużlu. Miał na myśli moją pracę na kopalni. Byłem młody, niedoświadczony, więc on był moim mentorem. Oczywiście był też moim trenerem i jego rady dotyczące już jazdy na torze bardzo mi pomogły. Potrafił się też zdenerwować; kiedyś usłyszałem od niego po biegu, że jechałem jak „staro rzić” – opowiedział nam Mirosław Korbel, który w 1990 roku zdobył Złoty Kask i wywalczył tytuł indywidualnego mistrza Polski.

Następca…

Synowie Jerzego Gryta nie zostali żużlowcami, ale po Antonim Worynie, może on być drugim w historii żużlowcem z Rybnika, który już w tym lepszym świecie, doczeka się startu w żużlowej drużynie z Rybnika swojego w wnuka. Na razie 17-letni Oliwier, syn zapalonego motorowodniaka Dariusza Gryta jest adeptem żużlowej szkółki ROW-u Rybnik i zapewne już wkrótce przystąpi do egzaminu na żużlową licencję.

Wnuk i syn znakomitego żużlowca, czyli Oliwier i Dariusz Grytowie Zdj. Wacław Troszka

Trumnę z ciałem śp. Jerzego Gryta złożono na cmentarzu parafialnym w dzielnicy Popielów. Zgodnie z tradycją, złożeniu jej do grobu towarzyszył warkot żużlowych motocykli, które odpalili młodzi reprezentanci ROW-u Rybnik Wiktor Klecha i Franciszek Szczyrba. Młodzi kibice rybnickiego żużla zapalili z kolei zielono-czarne flary.

Pogrzeb śp. Jerzego Gryta odbył się w jego kościele parafialnym w Rybniku-Popielowie Zdj. Wacław Troszka

Dziennikarz
Wacław Troszka