Maria Budny - Malczewska: „Nie ja im dałam talent”

21.02.2026 Nasz wywiad działa

Nim poszli w świat, uczyli się rysunku u Marii Budny-Malczewskiej. Teraz spotkali się w „Punkcie zbiegu”, by w Galerii Sztuki „Rzeczna” zaprezentować swoje talenty.
- Już w szkole średniej byli nieprzeciętnie zdolni i bardzo zdeterminowani… – opowiada Maria Budny-Malczewska, artystka z Rybnika.

zdj. Wacław TroszkaNa wystawie „Punkt zbiegu” w Galerii Sztuki „Rzeczna” można zobaczyć m.in. prace architektki, która zaprojektowała drapacze chmur tłumiące hałas w Hongkongu, ilustratora projektującego całe światy w grach komputerowych, projektanta mebli… To wszystko pani uczniowie. Czuję się Pani trochę tak, jakby „rozdawała” talenty?
To fantastyczne móc obserwować, jak uczniowie rozwijają się w systemie mojego uczenia, krok po kroku od zrozumienia trzeciego wymiaru, zrozumienia przestrzeni do wielkich sukcesów w bardzo różnych dziedzinach. Ale nie ja im dałam talent. Może jedynie wskazałam kierunek, dałam małą wskazówkę, na co młody człowiek powinien zwrócić uwagę. Przekazywałam uczniom to wszystko, czego sama uczyłam się dopiero na studiach, bo wcześniej nikt tego ode mnie nie wymagał. W liceum nie wiedziałam, co to jest perspektywa dwuzbiegowa, z której powodu potem na Wydziale Architektury Wnętrz we Wrocławiu połowę studentów wyleciało. Bardzo mało ludzi rozumie trzeci wymiar, a przecież wszystko ma trzy wymiary: od igły po statki kosmiczne i człowieka. Dlatego zrozumienie tych zagadnień jest absolutnie konieczne w sztuce, architekturze, projektowaniu. Nieprzypadkowo jeden z rybnickich tatuażystów robi karierę w Europie, bo kiedyś przyszedł do mnie z prośbą: „Pani Mario, chcę zrozumieć perspektywę i trzeci wymiar, bo interesują mnie tatuaże, które będą sprawiały wrażenie trójwymiarowych”.
Lata temu, gdy Bogdan Szymura poprosił mnie, bym przejęła trochę jego uczennic, wymyśliłam swój program uczenia, oparty na moim architektonicznym wykształceniu: kompozycja, proporcje, perspektywa i materia – te cztery punkty są dla mnie do dzisiaj „modlitwą”. I powinny być dla każdego artysty. Oprócz tego jeszcze jedna zasada jest potrzebna artyście: „bądź zawsze sobą”.

Czy bardziej cieszy Panią własny skończony obraz, czy moment, gdy ktoś nowy bierze pędzel czy ołówek do ręki i zaczyna tworzyć?
Jedno i drugie. Własna twórczość także wciąż mnie cieszy. Jeśli sztuka może być arteterapią, to dla mnie taką jest. Nawet gdy mówię, że już „dość” i nie wezmę pędzla do ręki, bo właśnie skończyłam serię 14 obrazów, to za tydzień czegoś już mi brakuje. Człowiek ma w sobie potrzebę tworzenia. A praca z młodymi ludźmi to swego rodzaju życiowy napęd. To naprawdę niesamowita energia, której życzę każdemu emerytowi [śmiech].
Z drugiej strony wydaje mi się, że dla tych młodych ludzi, których przez kilkanaście lat uczyłam i przygotowywałam do egzaminów z rysunku i malarstwa na akademię, m.in. w galerii udostępnionej mi w teatrze przez Mariana Raka, jestem wciąż ważną osobą.

Świadczy o tym choćby fakt, że na wernisaż w Galerii „Rzeczna” jedna z osób przyleciała z Gujany Francuskiej?
Tak, jest jakaś więź między nami. Moi uczniowie wciąż mnie odwiedzają, dzwonią. I wcale nie musimy rozmawiać o sztuce. Dlatego pomysł wspólnej wystawy bardzo im się spodobał. A wymyśliłam ten projekt będąc u córki w Dubaju, gdzie od 11 lat mieszka. Zastanawiałam się, co pokazać w Galerii Sztuki „Rzeczna”, na czym zależało mi z powodów sentymentalnych – bo przez 30 lat z prezydentami Rybnika rozmawiałam o tym, by powstała w mieście profesjonalna galeria. A ponieważ sporo było głosów – „dlaczego nie ma tam naszych artystów?”, w Dubaju mnie olśniło.
Pomyślałam, że zaproponuję prace moich byłych uczniów i zaczęłam sobie ich wypisywać na kartce. Zadzwoniłam najpierw do Przemka Słowika (projektant mebli), powiedziałam o wspólnej wystawie, a on od razu: „Wchodzę w to”. Napisałam do Zuzi (Zuzanna Murzyn – wykładowczyni na politechnice na kierunku inżynieria budowlana w Gujanie Francuskiej), a ona zaraz przyleciała do Rybnika na kawę. Potem Weronika Hluchnik (plakacistka i ilustratorka) i kolejne osoby… Nasz pomysł spodobał się kierowniczce galerii Ninie Gibie. Zebraliśmy się i różne nasze dokonania w „Punkcie zbiegu”. Jestem dumna, że jestem wśród tak wartościowych i utalentowanych osób. Wszyscy oni byli nieprzeciętnie zdolni już w średniej szkole, a przychodząc na moje lekcje pokazali, co już potrafią i byli bardzo zdeterminowani do tego, co chcą robić.


A przez ten surrealistyczny duży dyptyk z wystawy co chciała Pani nam powiedzieć?
To ostatnie moje obrazy, które zaczęłam malować rok temu, po pierwszym spotkaniu naszej grupy artystów, gdy zdecydowaliśmy, że podejmiemy trud wspólnej wystawy. Gdy wymyślili ten tytuł, namalowałam kobietę w Punkcie Zbiegu. Doskonale widać tam perspektywę dwuzbiegową. Na krześle leży pomarańcza, która może być symbolem szczęścia, dobrobytu, kreatywności i sukcesu, a w połączeniu z kolorem zielonym – nadzieją i żółtym – energią, niech ten obraz będzie dobrym zwiastunem dla tych młodych, którzy już osiągnęli wiele, ale wciąż są na początku swojej pięknej drogi. Dla nich to namalowałam, specjalnie na tę wystawę. Jesteś pierwszą osobą, której to mówię, nikt o to wcześniej nie zapytał. Nawet młodzi nie pytali, tylko cieszyli się z naszego Punktu Zbiegu.

Rozmawiał Aleksander Król

 W wystawie „Punkt zbiegu” udział biorą: Maria Budny-Malczewska, Weronika Hluchnik, Dominika Mazur, Zuzanna Murzyn, Joanna Pawlas, Tomasz Polok, Przemysław Słowik

Redaktor Naczelny
Aleksander Król