Laura Pawela i jej Serce z węgla
Choć stereotypowo Śląsk jest postrzegany jako miejsce brudne, zasnute smogiem i pokryte sadzą, to jednak jest piękny, zielony i interesujący – mówi nam dr Laura Pawela, której wystawę można oglądać w Galerii Sztuki „Rzeczna”.

„Serce z węgla” – to tytuł wystawy Pani prac w Galerii Sztuki „Rzeczna”. Co nam ma powiedzieć?
Można rozumieć to wprost, bo jedna z pokazywanych w galerii prac jest rzeźbą serca wykonanego z bryły węgla. Oczywiście można dojrzeć też ten metaforyczny sens – urodziłam się w Rybniku, pod śląską hałdą w Niedobczycach. I zawsze ten Śląsk mnie inspirował. Mam serce z węgla, ono bije właśnie tutaj, na Śląsku.
Czy sztuka powinna dziś bardziej pielęgnować śląskie tradycje czy raczej spróbować budować nową tożsamość Ślązaków w zmieniającym się świecie?
To bardzo trudne pytanie. Odpowiadając na nie bez większego namysłu, powiem, że sztuka współczesna powinna jednak przetwarzać wiadomości, kulturowe znaleziska. Oczywiście, inspiracja historią jest ciekawa i ważna, ale ja nieustannie moją śląskość staram się przerobić w swoich pracach na coś bardziej uniwersalnego, coś, co trafi do wszystkich.
Zwiedzając wystawę, każdy poczuje coś innego, a Pani jaką refleksję chciałaby, by wywołała ta wystawa?
Gdy zaczęłam pracować nad wystawą w Galerii Sztuki „Rzeczna”, to moim głównym celem było pokazanie tutejszej publiczności tego, że Śląsk może być super inspirujący – co oczywiście tutejsi artyści wiedzą – ale chciałam pokazać to z perspektywy osoby, która tutaj nie mieszka już od 30 lat, ale ciągle tu wraca i się tym miastem i regionem inspiruje. Chciałam też pokazać, że choć Śląsk stereotypowo jest postrzegany jako miejsce brudne, zasnute smogiem i pokryte sadzą, to jednak jest piękny, zielony i interesujący. Piękno nie zawsze musi być rozumiane w sposób tradycyjny. Moje prace artystyczne często są inspirowane brudem, sadzą, węglem, hałdą, rzeczami, które w percepcji zwykłego człowieka wydają się czymś odpychającym. Tym także można się inspirować.
Rożowy Horyzont
Na zdjęciu promującym Pani wystawę są śląskie hałdy a nad nimi różowe niebo, co kojarzy mi się z „Różowym Horyzontem”, Pani filmem który miał nawiązywać do niezrealizowanego scenariusza Kazimierza Kutza o Ślązakach, którzy w Teksasie założyli pierwszą polską osadę w USA. Dlaczego ten film nie powstał?
Zawsze się śmieję, że nad tym niepowstałym filmem Kutza „Różowy Horyzont”, wisi jakaś klątwa. Miałam z Kazimierzem Kutzem bardzo ciepłą relację i świetnie nam się rozmawiało. On zawsze mówił: „kurczę, no nie wyszło, nie udało się, ale niech pani robi, może pani się uda”. Ale mi się również nie udało. Głównie ze względu na brak dofinansowania. Zresztą nie jestem ostatnią osobą, która przepracowuje temat „Różowego Horyzontu”, bo jeden dosyć znany aktor, pochodzący ze Śląska (nie chcę podawać nazwiska, bo nie wiem, czy by sobie życzył) pisał scenariusz na temat „Panny Marii”, czyli pierwszej śląskiej osady w Teksasie. Odbyłam bardzo długą podróż po Stanach Zjednoczonych, byłam wszędzie, mam wszystko udokumentowane i część tych materiałów wykorzystałam w swoim dokumencie interaktywnym „New Spirit”. Niestety na nim się skończyło, bardzo żałuję, ale film „Różowy Horyzont”, mojego autorstwa, nie powstał.
Skoro ma Pani zebrany materiał, za sobą pewnie wiele spotkań z potomkami pierwszych Ślązaków w Ameryce, to może jeszcze Pani wróci do tego tematu?
Trudno powiedzieć. Teraz pochłania mnie już coś zupełnie innego. Właśnie pracuję nad skończeniem swojego debiutu filmowego opartego na materiałach archiwalnych z Wytwórni Filmów Oświatowych, gdzie pojawia się film z lat 60. „Obywatele”. I teraz uwaga – to są materiały filmowe oświatowe, które pokazują Rybnik, w którym dzieci ze szkoły na Smolnej, postanowiły wybudować sobie salę gimnastyczną. By tego dokonać, uczniowie zbierali złom, który sprzedawali, i zawierali różne komitywy z różnymi firmami. Udało im się tę salę wybudować. Jak przyjechałam do Rybnika, poszłam sprawdzić, czy ta sala stoi nadal na Smolnej. I jest, choć wygląda dziś trochę inaczej, bo przez lata dokonano różnych prac. Mój film „Dwa Światy” nie dotyczy jednak Śląska, jest inspirowany powieścią Juliusza Verne’a „500 milionów Begumy”. Jest zbudowany tylko i wyłącznie z materiałów archiwalnych i kilkukrotnie jest tam wykorzystany fragment filmu o rybnickiej młodzieży. Premiera planowana jest na 2027 rok.
Nowy film nawiązuje jakoś do wcześniejszego Pani projektu „Frames” z nieudanymi klatkami z archiwów telewizyjnych?
Nie, to był inny projekt. Przez wiele lat, pracując w TVP Kultura, miałam dostęp do materiałów archiwalnych. Jestem montażystką filmową, a moje oko przywykło do wyłapywania błędów na taśmie, których zwykle się nie zauważa. Często jest to jakaś rysa, pęknięcie na taśmie, porysowanie, albo pleśń. Stworzyłam z tego prywatne archiwum zniszczonych klatek.
Często podejmowała Pani temat technologii świata cyfrowego. Ta technologia dzisiaj bardziej nas zbliża, czy oddala?
Technologia nas oddala. Jestem o tym przekonana. Teraz się już tym nie zajmuję, ale zawsze się śmieję, że projekt, którym debiutowałam, o nazwie Rellaura, polegał na wysyłaniu małych ikonek – informacji na dawne telefony z zielonym wyświetlaczem, był czymś w rodzaju proto-Facebooka. Technologia nas na pewno nie zbliża.
A sztuczna inteligencja jest zagrożeniem dla sztuki? Można poprosić czat, by wygenerował obraz…
Jeśli chodzi o wytwarzanie sztuki sztuczna inteligencja nie daje rady i nie chodzi nawet o to, że stwarza rzeczy kiczowate. Artyści mają własne spojrzenie, indywidualne podejście. To ich wyróżnia, to jest niepowtarzalne. Oczywiście, że sztuczna inteligencja jest pomocna w pewnych obszarach, ale nie wyobrażam sobie, by tworzyła sztukę. Zrobiłam kiedyś nawet taki eksperyment – dając AI zadanie: „stwórz rzeźbę Laury Paweli” – i nic z tego nie wyszło. Dlatego jestem zupełnie spokojna. Gest, dotknięcie człowieka, myśl – będą zawsze istotne.
Dziś niektórzy z polskich polityków podważają wartość sztuki współczesnej i państwa pracy. Co Pani na to?
Polecam wszystkim politykom spróbować nie być politykami, tylko artystami. I wtedy dowiedzieliby się jaki trudny to jest zawód.