Andrzej Holona, rybnicki stolarz, któremu ufają znani architekci. Inwestuje dzięki funduszom europejskim

06.05.2026 Biznes

Gdyby nie zmieniały się mody, jego mebli sprzed dekad nie trzeba by było wymieniać na nowe. Andrzej Holona otworzył przy ul. Okulickiego w Rybniku swój warsztat stolarski 30 lat temu. Teraz inwestuje dzięki funduszom europejskim.

Andrzej Holona, stolarz z Rybnika. Zdj. Aleksander Król

Zaczynał pan dokładnie 30 lat temu, w 1996 roku. Większość miała jeszcze w mieszkaniach charakterystyczne meblościanki z czasów PRL-u… Co wtedy robiliście?

Wspólnie z ojcem, który pracował na kopalni, wybudowaliśmy, piętrowy warsztat, ale wkrótce okazało się, że roboty jest tyle, że zatrudniałem pracowników i musiałem dokupić działkę od sąsiada, by postawić większą halę. Poza schodami, drzwiami robiło się wtedy dużo boazerii. W latach 90-tych była bardzo popularna. Ale nasza boazeria była naprawdę porządna w okleinie naturalnej. Zawsze robimy tylko porządne rzeczy, na lata. Niedawno byłem u klienta, gdzie 17 lat temu zrobiliśmy schody i prawie nie widać na nich śladów zużycia! Teraz wracają do nas starzy klienci, bo na przykład ich dzieci budują dom, albo po prostu po kilkunastu latach chcą coś zmienić, bo mody się zmieniają.

Jak zmieniały się mody na przestrzeni 30 lat?

Wcześniej robiło się więcej w drewnie. Np. całe kuchnie były drewniane. W latach 90. mieć coś takiego w domu było szalonym prestiżem. Jakieś 15, 18 lat temu to już zaczęło zamierać. Choć zdarzają się jeszcze takie realizacje - w zeszłym roku robiliśmy taką kuchnię, bo klient lubi taki styl. To są meble z duszą. Nowoczesne produkty są fajne, praktyczne, lecz w stylowym wnętrzu atmosfera jest inna. Byłem z żoną niedawno w pałacu w Mosznej, Niesamowite wnętrza. Mam olbrzymi szacunek do stolarzy, którzy dziesiątki lat temu robili tak wspaniałe rzeczy. Upajamy się tym, co było kiedyś, bo to jest cudne, przetrwało dziesiątki lat. Po nas nie zostanie takie „wow”. Dziś patrzy się na ekonomię, robi się prostsze, tańsze, ale nadal bardzo solidne rzeczy.

Dziś nie zbudowano by już takiej bazyliki w Rybniku…

Tak, teraz cokolwiek się buduje, czy to kościół, czy dom – patrzy się na to by przede wszystkim było funkcjonalnie i nie aż tak koszmarnie drogo.

Wasze realizacje też nie są najtańsze, współpracujecie z uznanymi śląskimi architektami, m.in. Marleną Wolnik z Rybnika …

Tak, od zawsze nie idziemy na ilość, tylko na jakość. Mamy grupę klientów, którzy ją cenią i wiedzą, że jesteśmy solidną i uczciwą firmą. Zawsze dogrywamy wszystko z innymi wykonawcami na budowie, co jest rzadkością, bo zwykle każdy fachowiec myśli tylko o sobie, a potem klient zostaje z problemami.
Współpracujemy z architektami m.in. wspomnianą Marleną Wolnik, Robertem Koniecznym, czyli światową półką architektów.
W ich projektach myśl jest spójna od początku - od fundamentu, aż po sam kawałek dachu. Z tymi projektantami rozmawia się o detalu.
Z Robertem i Marleną współpracujemy od czasu, gdy skończyli studia. Rzucają temat i wiedzą, że my go zrobimy. Pracowaliśmy m.in. przy „Arce” Roberta Koniecznego, czyli charakterystycznym domu w Brennej, za który dostał nagrodę i domu pod Wrocławiem, uznanego za najpiękniejszy na świecie. Specjalizujemy się w niecodziennych wyzwaniach. Jednocześnie około 40 proc. realizacji to zlecenia od „Kowalskiego”.

Stolarz inwestuje z funduszami europejskimi

Zdobyliście dofinansowanie w ramach Programu Fundusze Europejskie. Na co?

Chcemy rozwijać nasze autorskie technologie. Jest ich kilkanaście. Mamy swój patent m.in. na drzwi ukryte w ścianie. Pierwsze zrobiliśmy już w 2004 dla klientki, która miała wizję drzwi bez widocznych futryn i podobno widziała takie we Włoszech. Wydawało się niemożliwe. Pomyślałem, zrobiłem projekty i uznałem, że jednak jest to wykonalne. Obecnie jako nieliczni takie drzwi robimy na drewnianych futrynach, ale też na aluminiowych opracowanych wg. mojego pomysłu i m.in. na rozwój tej technologii złożyliśmy wniosek o fundusze unijne. Nasze futryny mogą być tynkowane nawet zwykłym tynkiem piaskowo cementowym, który wraca do łask. Ponieważ stawiam na precyzyjne wykonawstwo niestandardowych produktów czy wystroju wnętrz, kupimy sporo nowego, bardzo precyzyjnego sprzętu, w tym elektronarzędzi, które bardzo pomogą nam w pracy. Otrzymaliśmy maksymalne dofinansowanie 85 proc. Bez niego trudno byłoby tak bardzo odmłodzić i powiększyć park maszynowy. Np. maszyny sterowane sensorycznie, specjalne wózki do manipulacji materiałem. To co robimy jest możliwe m.in. dlatego, że mam zaufanych, oddanych pracowników, którzy pracują ze mną ponad 20 lat. Obecnie rzadko spotyka się tak doświadczoną i zgraną załogę.

A przyszłość branży? Wszędzie wchodzi sztuczna inteligencja…

Nie widzę żadnego zagrożenia dla najwyższej klasy fachowców z branż rzemieślniczych. Program komputerowy ułatwi przygotowanie do produkcji, ale nie porozmawia z klientem. Tylko człowiek jest w stanie wyczuć co tak naprawdę klient potrzebuje i to zrobi.
Najlepsze to spotkać swojego klienta po latach i przywitać się z uśmiechem…

Rozmawiał Aleksander Król

ZAKŁAD STOLARSKI HOLONA ANDRZEJ HOLONA
Fundusze Europejskie dla Śląskiego 2021 – 2027
Wsparcie MŚP na rzecz transformacji
Wnioskowane dofinansowanie: 357 113,05
Koszt Całkowity: 516 763,59

Redaktor Naczelny
Aleksander Król

Zobacz także

Michał Garbacz naprawia auta od ćwierć wieku. Inwestuje z Unią by naprawiać elektryki
Michał Garbacz naprawia auta od ćwierć wieku. Inwestuje z Unią by naprawiać elektryki

Michał Garbacz naprawia auta od ćwierć wieku. Inwestuje z Unią by naprawiać elektryki

Jan Olbrycht: "Prowokacyjnie mówię, że mam nadzieję, że kiedyś Polska nie będzie brała pieniędzy z Unii. Bo będziemy tak bogaci"
Jan Olbrycht: "Prowokacyjnie mówię, że mam nadzieję, że kiedyś Polska nie będzie brała pieniędzy z Unii. Bo będziemy tak bogaci"

Jan Olbrycht: "Prowokacyjnie mówię, że mam nadzieję, że kiedyś Polska nie będzie brała pieniędzy z Unii. Bo będziemy tak bogaci"