Adrenalina na trasie, drum’n’bass na rynku. Killasound Kru znów rozkręci Drop to the City!

12.09.2025 Nasz wywiad działa

Od niemal 20 lat łączą przyjaźń z pasją do muzyki, tworząc kolektyw, który stał się rozpoznawalną wizytówką rybnickiej sceny klubowej. Weterani drum’n’bassu – Krzysztof Franczewski (Protest), Sławek Szczechowiak (Hash) oraz Darek Stępniewski (Young b.) – ponownie staną za deckami podczas drugiej edycji Drop to the City. 13 września usłyszymy ich na „before party” na Wiśniowcu, a dzień później panowie rozkręcą imprezę na rynku podczas głównych zawodów. Towarzyszyć im będą DJ Hudson i DJ Stone Fingers, którzy wystąpią na scenach przy Teatrze Ziemi Rybnickiej i bazylice.

Jesteście z Rybnika, gracie tu od 20 lat. Czujecie się trochę jak muzyczni gospodarze tego miasta?

Protest: Muzyczni gospodarze to może za duże słowo, bo Rybnik ma wielu znakomitych artystów. Można jednak powiedzieć, że jesteśmy najprężniej działającym i chyba najbardziej rozpoznawalnym kolektywem grającym muzykę basową w naszym mieście.

Opowiedzcie o początkach – skąd wzięła się u was zajawka na muzykę, z której narodziło się Killasound Kru?

Protest: Wszystko zaczęło się na imprezie sylwestrowej w 2000 roku, gdzie po raz pierwszy miałem okazję zaprezentować swoją selekcję, wtedy jeszcze z pogranicza rapu i hip-hopu. Tak mi się spodobała interakcja z publicznością i możliwość wyrażania emocji przez muzykę, że po powrocie z balangi stwierdziłem: chcę to robić dalej. Zacząłem działać w nieistniejącym już klubie Medium, zbierałem doświadczenie, sprzęt i winyle. Moje imprezy cieszyły się sporą popularnością.

Hash: W tamtym czasie już się przyjaźniliśmy. Spędzaliśmy razem mnóstwo czasu, mimo, że Protest mieszka po drugiej stronie miasta, a ja i Young b. mieszkałem wtedy na Meksyku. Mieliśmy wspólne zainteresowania i jednym z nich była właśnie muzyka. Wyjazdy po płyty winylowe, weekendowe sesje w garażu Protesta i ogromna chęć poznawania nowości szybko przerodziły się w pasję. Ja szlifowałem miksowanie z Young B w domowym zaciszu. Dołączyłem do Protesta najpierw na mikrofonie, a w 2004 roku już za konsolą. Kiedy chwilę później dołączył do nas Young B, zaczęliśmy grać razem jako Killasound Kru i tak to się kręci do dziś.

Prawie 20 lat w jednym składzie to rzadkość. Co jest spoiwem, które trzyma Was razem?

Protest: Chyba to, że jesteśmy przyjaciółmi nie tylko na scenie. Czasem jesteśmy sobie bliżsi niż rodzina. Każdy z nas ma oczywiście swoje życie i swoje rodziny, ale zawsze możemy na siebie liczyć. Jesteśmy ze sobą szczerzy i po tylu latach znamy się na wylot, z naszymi zaletami i wadami. Mamy też do siebie dystans, bo bez tego można by zwariować!

Killasound Kru za deckami. Od lewej: Sławek Szczechowiak (Hash), Krzysztof Franczewski (Protest), Darek Stępniewski (Young b.). Zdj. Petr Chromec

Protest to podobno „głównodowodzący”. Jakie są wasze role w ekipie?

Hash: Protest to tata! A taty nie ruszysz (śmiech)! Protest od zawsze był i jest twarzą Killasound. Jako pierwszy z nas zapraszał, a także był zapraszany przez ludzi z zewnątrz szerząc dobre imię ekipy. To on dźwiga na swoich barkach organizację eventów. Naszym zadaniem jest głównie masowanie ludzi bassem. Kiedyś zdarzało mi się być nadwornym grafikiem, a od paru lat razem z Arkiem (RLZR) odpowiadam za scenografię w Sub-Clubie. Zawsze służymy radą odnośnie pomysłów na imprezę czy podpowiadamy staremu kogo można by do Rybnika zaprosić. Ale głównie to zamiatamy (śmiech).

Young B: Uważam, że moją główną rolą jest nie przeszkadzać (śmiech). A na poważnie, po prostu wspieram chłopaków w wielu aspektach – jestem obecny za deckami i szukam nowych twarzy na nasze imprezy.

Jak opisalibyście brzmienie Killasound dzisiaj? Pozostaliście wierni drum'n'bassowi, czy lubicie poeksperymentować?

Hash: Zdecydowanie króluje drum'n'bass! To muzyka o tak szerokim spektrum, że jest naszą niekończącą się miłością i filarem kolektywu. Ale Killasound to nie tylko d'n'b! Romansujemy też z dubstepem, grime’em czy breakbeatem. Protest czasem udziela się na koncertach hip-hopowych, a ja grywam techno, więc nie ma u nas miejsca na muzyczną nudę.

Jak wygląda Wasz proces twórczy – planujecie sety, czy na scenie idziecie na żywioł?

Hash: Każdy z nas ma inne podejście. Protest uwielbia żywioł i zaskakiwanie zarówno siebie, jak i publiki. Ja i Young B wolimy mieć przygotowany plan. Osobiście najlepiej się bawię, gdy set jest dopracowany w każdym detalu, co nie jest wcale takie łatwe. Natomiast gdy gramy wspólny „Killasound Showcase”, spotykamy się wcześniej, gramy razem i wymieniamy uwagi, żeby wszystko brzmiało jak najlepiej.

Jak przez te dwie dekady zmieniła się scena muzyki elektronicznej w Rybniku?

Protest: Na początku byliśmy pionierami w naszym mieście – publiczność dopiero uczyła się muzyki, którą im serwowaliśmy. Frekwencja była znacznie większa i czuć było wielki entuzjazm. Z czasem jednak nasi słuchacze założyli rodziny, wyjechali, a na rynek muzyczny miał coraz więcej do zaoferowania. Frekwencja zaczęła spadać, co ostatecznie doprowadziło do zamknięcia klubu Medium. Długo szukaliśmy nowego miejsca gdzie moglibyśmy swobodnie działać. Nie było to łatwe zadanie, bo nigdzie nie czuliśmy się jak u siebie, co ostatecznie popchnęło nas do stworzenia Sub-Clubu.

Co dla Was znaczy grać u siebie? Czy rybnicka publiczność różni się czymś od tej, dla której gracie w innych miastach w Polsce czy w Czechach?

Protest: W Rybniku mamy super ekipę, co potwierdzają nawet nasi goście. Ludzie, którzy odwiedzają Sub-Club, przychodzą tu z miłości do muzyki, entuzjastycznie na nią reagują i mają bliski kontakt z artystami. To tworzy niesamowitą energię. W innych miastach w Polsce bywa różnie, ale mamy kilka swoich ulubionych miejsc.

Z kolei w Czechach drum'n'bass jest niezwykle popularny, publika jest bardzo osłuchana i wyedukowana. Ten kraj wydał wielu bardzo dobrych producentów i organizuje najlepsze festiwale, gdzie gatunek ten wiedzie prym, więc granie tam to zawsze piękna przygoda.

Rybniczanie zagrali na pierwszej edycji Drop to the City. Zdj Petr Chromec

Na co dzień gracie w klubie, latem organizujecie plenerowy „Bassmusic Open Air”, a w zeszłym roku graliście na rynku na Drop to the City. Który z tych klimatów jest Wam najbliższy?

Protest: Granie w Sub-Clubie to jak granie w domu – wszystko jest zorganizowane tak, jak chcemy. Dźwięk, światło, rodzinna atmosfera. Nasze serce bije właśnie tam. „Bassmusic Open Air”, który organizujemy od 2013 roku na Grzybówce, to z kolei nasze największe plenerowe przedsięwzięcie, nagroda za cały sezon klubowy i jak to mówią stali bywalcy: „wisienka na torcie całego sezonu festiwalowego”. Wkładamy w to mnóstwo pracy, ale satysfakcja jest nie do opisania.

Granie na rynku podczas DTTC to zupełnie inna bajka. To wyzwanie, bo grasz w ciągu dnia dla ludzi, którzy często słyszą nas po raz pierwszy. Ale odbiór w zeszłym roku był fantastyczny i bawiliśmy się świetnie! To była najlepiej spędzona niedziela tamtego lata. Pogoda jak z bajki, świetnie zorganizowane zawody i super reakcja publiczności – cieszymy się, że możemy to powtórzyć, bo DTTC to naprawdę wyjątkowe widowisko. Jest to impreza otwarta dla każdego, a emocje, konkursy i świetny kontakt z publicznością składają się na kawał porządnego eventu. Jestem pewien, że może to zachęcić niejedną osobę do spróbowania tej dyscypliny. Dlatego należą się wielkie ukłony w stronę organizatorów.

Na zeszłorocznym DTTC grał też Twój syn, DJ Darksion. Jakie to uczucie widzieć kolejne pokolenie za deckami?

Hash: Niesamowite! Po pierwsze, duma. Występ przed publicznością to nic łatwego, a Wojtek radzi sobie z tym znakomicie. Po drugie, radość, że masz w domu kogoś, kto dzieli twoją pasję. Wymieniamy się muzycznymi odkryciami, dyskutujemy na temat danych artystów. Ale najlepsze jest patrzenie na to, ile radości mu to sprawia, jak zawzięcie ćwiczy w domu i co chwilę zaskakuje mnie, że przychodzę drugiego pokoju posłuchać co tu się właśnie wydarzyło. Mega fun!

Na trasie DTTC2 będą trzy strefy muzyczne. Was spotkamy na mecie. Szykujecie coś specjalnego?

Protest: Całodzienne granie daje nam możliwość zaprezentowania szerszej selekcji, co samo w sobie jest czymś specjalnym. Poza tym nieczęsto można usłyszeć takie dźwięki w niedzielę w centrum miasta. Jesteśmy bardzo podekscytowani! Z pewnością każda z grających ekip da z siebie sto procent, by zarazić swoimi brzmieniami nowych słuchaczy. Nasza muzyka jest na tyle energetyczna, że idealnie komponuje się z tym, co dzieje się na trasie i na pewno doda zawodnikom „kopa”. Dlatego bądźcie z nami na drugiej edycji DTTC! Wesprzyjcie zawodników i pokażcie organizatorom, że ich praca ma sens. Czekamy na Was pod sceną!

Tegoroczna edycja Drop to the City potrwa dwa dni. Zdj. materiały prasowe

Program Drop to the City 2

13 września – BEFORE PARTY DTTC na Wiśniowcu (godz. 15.00-20.00)

BMX – skatepark

  • 15.00 – Start zapisów na każdą kategorię
  • 15.45 – Treningi BMX JUNIOR (do 13 r.ż.)
  • 16.00 – Rozpoczęcie kategorii BMX JUNIOR
  • 16.45 – Treningi BMX AMATOR
  • 17.00 – Rozpoczęcie kategorii BMX AMATOR
  • 18.00 – Treningi BMX PRO
  • 18.15 – Rozpoczęcie kategorii BMX PRO
  • 19.15 – Zakończenie każdej z konkurencji i rozdanie nagród

MTB – tor rowerowy (formuła: Time Attack)

  • 15.00 – Biuro zawodów
  • 15.30 – Treningi (bez pomiaru)
  • 16.30 – Zawody (przejazd całą trasą)
  • 19.30 – Zakończenie zawodów i rozdanie nagród

Ponadto strefa sportowa i animacyjna dla małych i dużych, strefa gastronomiczna i chillout oraz muzyka elektroniczna na żywo (Killasound Kru).

14 września – DROP TO THE CITY 2 (godz. 10.00-16.00)

Zawody rowerowe city downhill – trasa prowadzi od bazyliki, przez ul. Wysoką, schody Teatru Ziemi Rybnickiej i Plac Wolności, dalej pasażem aż do wielkiego finału na rynku.

Dodatkowo strefa wystawiennicza, sportowa i animacyjna, muzyka na żywo (3 strefy muzyczne na trasie) oraz liczne konkursy i zabawy dla kibiców.

dziennikarz
Dominika Rauk