To dzięki niemu rybnickie przedszkolaki grają w szachy
12 stycznia Piotr Bobrowski wybitny działacz i wielki propagator szachów, zwłaszcza wśród najmłodszych rybniczan, obchodził swoje 82. urodziny. Pięć dni później, w minioną sobotę w Klubie Kultury „Harcówka” na Ligocie odbył się jego benefis, w czasie którego przypomniano jego zasługi i wyróżniono go medalem Mikołaja z Rybnika, przyznawanym przez władze naszego miasta osobom szczególnie zasłużonym dla rybnickiej edukacji
.
Zanim jednak zaczął się sam benefis w Harcówce odbyła się symultana szachowa na 29 szachownic. Arcymistrzowska para Monika Soćko, czyli córka Piotra Bobrowskiego, i jej mąż Bartosz Soćko zagrali z 29 bardzo młodziutkimi szachistami z rybnickich przedszkoli. Był w tym gronie utalentowany Rybniczanin 5-letni Jakub Grzegorzyca, który w ubiegłym roku, jako czterolatek zdobył brązowy medal mistrzostw Polski do lat 6.
Szachy i małolaty
To, że w połowie lat 80. w rybnickich przedszkolach zaczęto uczyć maluchy gry w szachy, dzięki czemu bardzo wcześnie rozpoczęły się kariery wielu późniejszych szachistów to jedna z historycznych zasług Piotra Bobrowskiego. Najpierw w roku 1983 chcąc uczyć swoje córki Monikę i Beatę gry w szachy, w Przedszkolu nr 5 w dzielnicy Północ w czasie regularnych zajęć uczył gry w szachy całą grupę przedszkolaków. Po 6 miesiącach nauki z 24 maluchów aż 16 poprawnie już grało w szachy, a w drugim półroczu wzięły one udział w pięciu turniejach dla dzieci w Rybniku i w ówczesnej Czechosłowacji. Władze oświatowe Rybnika dostrzegły ten fenomen i dały się przekonać Piotrowi Bobrowskiemu. W kolejnym roku, w kolejnych trzech przedszkolach dzieci uczyły się szachów. Bobrowski opracował nawet i wydał własnym sumptem książeczkę do tej nauki, dzięki czemu zajęcia te mogły prowadzić również nauczycielki nauczania początkowego, studenci i szachiści-emeryci. W latach 1983 – 2021 w rybnickich przedszkolach nauczyło się grać w szachy około 11 tys. dzieci. Niektóre z nich wiele lat później zostały wybitnymi szachistami. Tytuł arcymistrzyni zdobyła najpierw w 1995 roku córka pana Piotra Monika, a 15 lat później młodsza o 9 lat Karina Szczepkowska (obecnie Cyfka). Arcymistrzami zostali z kolei Bartłomiej Heberla i Marcin Krzyżanowski.
Szachy bez ułatwień
Przygoda Moniki Soćko (z domu Bobrowskiej) z szachami rozpoczęła się oczywiście w domu rodzinnym.
- Z tatą zaczęłam grać w szachy przed piątym rokiem życia. To on mnie nauczył reguł gry i był zdziwiony, że tak szybko połknęłam bakcyla i, że tak dobrze sobie radzę. Gdy wracał z pracy czekałam już na niego, by rozegrać partię szachów. Oczywiście długo z nim przegrywałam, bo tata nigdy nie dawał mi żadnych forów i nigdy nie dawał mi wygrać. Miałam chyba dziesięć, a może trochę więcej lat, gdy wygrałam z nim po raz pierwszy. Wygrałam, bo byłam lepsza. Wcześniejszymi kolejnymi porażkami się nie przejmowałam, bo wiedziałam, że to coś zupełnie naturalnego. Nigdy też nie czułam żadnej presji ze strony ojca czy rodziców, co dzisiaj zdarza się chyba dość często. Szachy zawsze były dla mnie przyjemnością. Rodzice do niczego mnie nie zmuszali, za to pomagali mi wspierali mnie, i to ich wielkie wsparcie zawsze czułam. Dzisiaj z tatą grywam rzadko, ale jak już gramy, też nie daję mu żadnych forów, więc tata ma małe szanse na wygraną - powiedziała nam Monika Soćko.
Córka Piotra Bobrowskiego jest najbardziej utytułowaną polską szachistką. W szachach klasycznych osiem razy zdobyła tytuł mistrzyni Polski, a wszystkich tytułów mistrzyni Polski (również drużynowych oraz w szachach szybkich i błyskawicznych) ma na swoim koncie 21. Jako jedyna Polka zdobyła nie tylko międzynarodowy tytuł arcymistrzyni, ale również arcykistrza, do czego potrzebny jest znacznie wyższy ranking punktowy.
Benefis z klasyczną nutą
Sam benefis rozpoczął się od minirecitalu muzyki klasycznej w wykonaniu profesorów sztuk muzycznych Akademii Muzycznej w Katowicach, czyli skrzypka Adama Musialskiego i pianisty, rybniczanina Jacka Glenca, znanego przede wszystkim ze swych dokonań kompozytorskich. Co ciekawe Glenc, jest jednym z wychowanków Piotra Bobrowskiego i zapalonym szachistą, mającym za sobą krótką zawodniczą karierę.
W głównej części wieczoru benefisant odbierał od zaproszonych gości życzenia, słowa uznania i różnego rodzaju upominki.
- Chcę podziękować za wszystkie te lata, kiedy poświęcał Pan swój czas, pewnie nie raz kosztem rodziny, by wychować młode pokolenie i nauczyć młodych ludzi grać w szachy, by wychować mistrzów i arcymistrzów – mówił poseł Marek Krząkała, który stanął na czele komitetu honorowego benefisu, zorganizowanego w Harcówce przez Międzyprzedszkolny Uczniowski Klub Szachowy „Smerfy” Rybnik oraz Okręg Śląski Związku Nauczycielstwa Polskiego, który wespół z Piotrem Bobrowskim zorganizował wiele turniejów szachowych różnej rangi.
- Piotr Bobrowski to człowiek, który zobaczył w szachach coś znacznie więcej niż grę. Zobaczył w nich narzędzie wychowania, szkołę myślenia, lekcję cierpliwości, odpowiedzialności i szacunku dla drugiego człowieka. Zobaczył w nich język, którym można rozmawiać z dzieckiem, nawet tym najmłodszym. Kto inny pomyślałby, że kilkuletnie dzieci zamiast obawiać się skomplikowanych reguł gry, pokochają królową, skoczka i pionka. Kto inny miałby odwagę, by powiedzieć: spróbujmy, i doprowadzić do realizacji tego pomysłu. Wszystko wskazuje na to, że Rybnik był pierwszym miastem w Polsce i w Europie, w którym ta idea została wcielona w życie, a jej autorem, inicjatorem i niestrudzonym ambasadorem był właśnie pan Piotr – mówił jego imiennik senator Piotr Masłowski.
Wiceprezydent Rybnika Wojciech Kiljańczyk wręczył Piotrowi Bobrowskiemu Medal Mikołaja z Rybnika, wyróżnienie przyznawane przez władze naszego miasta osobom szczególnie zasłużonym dla rybnickiego szkolnictwa.
- „Nauczcie dzieci grać w szachy, a o ich przyszłość możecie być spokojni” – to powiedzenie, które Państwo na pewno znacie, a w którym zawiera się cała historia dokonań pana Piotra w Rybniku. Historia dzieci, które dzięki niemu nauczyły się grać w szachy i, o których przyszłość możemy być spokojni – powiedział wiceprezydent Wojciech Kiljańczyk.

Życzenia i gratulacje złożyli też m.in. przedstawiciele Rady Miasta Rybnika - jej przewodniczący Krzysztof Szafraniec i radny Andrzej Sączek, poseł Roman Fritz, przedstawiciel ZNP Kazimierz Piekarz i prezes Miejskiego Klubu Szachowego Paweł Króliczek.
Pierwszy turniej arcymistrza
Wśród zaproszonych gości była m.in. Wiesława Duda, matka najlepszego obecnie polskiego szachisty Jana-Krzysztofa Dudy, która wręczyła Piotrowi Bobrowskiemu drewniane szachy z autografem swojego syna. W 2004 rok mój syn jako 6-latek tu, w Rybniku wziął udział w Międzynarodowych Mistrzostwach Polski Przedszkolaków. To był jego pierwszy poważny turniej. Zajął w nim 11. miejsce, ale do domu wrócił z medalem za uczestnictwo z biało-czerwoną wstążką. Pamiętam, że ta wstążka w naszych narodowych barwach bardzo mnie poruszyła. Patrząc na karierę mojego syna aż strach pomyśleć, co by było gdyby nie było Pana Piotra? A że miał też poczucie humoru od początku nazywał mojego syna „Janem Dudą graczem” – powiedziała nam Wiesława Duda.

Szachowa rehabilitacja
Jak wspomina urodzony w Rudzie Śląskiej Piotr Bobrowski, w szachy zaczął grać w szkole podstawowej za sprawą nauczyciela matematyki.
– Ówczesny inspektorat oświaty w Katowicach organizował w tamtych latach w Pałacu Młodzieży olimpiady szachowe, udział w których był obligatoryjny. Każda podstawówka musiała wystawić 6-osobową drużynę – czterech chłopców i dwie dziewczyny. W mojej szkole zadanie to powierzono nauczycielowi matematyki, który bardzo sprawnie uczył nas gry w szachy w czasie lekcji matematyki. Nasza drużyna przeszła eliminacje powiatowe i pojechaliśmy na finał wojewódzki właśnie do Pałacu Młodzieży. Dobrze w nim wypadłem i szachy mi się spodobały, ale wtedy najważniejsza była dla mnie piłka nożna. Grałem w II-ligowym klubie z Rudy Śląskiej Wawelu Wirek. Dużo później dostałem nawet powołanie do kadry na mistrzostwa świata juniorów, udział w których był moim wielkim marzeniem. Niestety na miesiąc przed mistrzostwami w meczu z II-ligowym Górnikiem w Pszowie obrońca tak mnie sfaulował, że karetka odwiozła mnie do szpitala w Rydułtowach. Lekarz gdy tylko spojrzał na mój staw skokowy powiedział, że źle to wygląda. Okazało się, że mam zerwane wiązadła, na mistrzostwa nie pojechałem. W czasie dłużącej się rehabilitacji wróciłem do szachów. Poszedłem nawet do prezesa klubu z propozycją powołania do życia sekcji szachowej. Zarząd klubu wyraził zgodę i w Wawelu Wirek powstała sekcja szachowa, w której się udzielałem w czasie nauki w liceum i studiów na Politechnice Śląskiej w Gliwicach. Na IV roku podpisałem umowę stypendialną z rybnickim Peberowem i tym sposobem po zakończeniu studiów w 1969 roku trafiłem do Rybnika – wspomina Piotr Bobrowski.
Do piłki nożnej wracał okazjonalnie, grając w zakładowej drużynie na popularnych w PRL-u różnego rodzaju spartakiadach. Miał już 28 lat, gdy jeden ze śląskich klubów zaproponował mu ”kontrakt” z fikcyjnym de facto etatem na kopalni, co wtedy było powszechnie praktykowane. – Byłem wtedy szefem oddziału Peberowu w Rydułtowach, w którym pracowało 300 ludzi. Po kolejnej spartakiadzie w sekretariacie oddziału zjawił się trener, który pytał o piłkarza Bobrowskiego. – On tu jest szefem! – odpowiedziała sekretarka. Z propozycji klubu nie skorzystał, wiedząc już, że jego kontuzja kostki lubi się odnawiać.
W Rybniku za sprawą szachów związał się z wielosekcyjnym klubem ROW-em Rybnik. Grał, szkolił młodzież i organizował turnieje, a z czasem został kierownikiem sekcji. Z kolei po rozpadzie wielosekcyjnego ROW-u, stanął na czele Miejskiego Klubu Szachowego Rybnik, który powołał do życia na bazie działającej wcześniej sekcji.
Dzisiaj na zasłużonej emeryturze gra w szachy dość często, przy okazji sporo podróżując. Organizuje też duże międzynarodowe turnieje dla seniorów z państw Grupy Wyszehradzkiej (Polska, Czechy, Słowacja i Węgry). – Zdarza się, że w takim turnieju w kategorii powyżej 80 lat startuje nawet 40 szachistów. Na tym m.in. polega piękno szachów, że można w nie grać do końca życia – podkreśla Piotr Bobrowski.
Szachowa piosenka
Dwa pola na przód, jeden w boczek
uczył mnie dziadek, tak jeździ skoczek.
Wieża po prostej mknie jak ta lala
chyba że pionek jej nie pozwala.Goniec zaś na to zerka w zadumie
też chciałby prosto, ale nie umie.
To słowa szachowej piosenki, których autor Zenon Lamża również wziął udział w benefisie, w czasie którego wspominał swoją przygodę z szachami m.in. organizowane przez Piotra Bobrowskiego obozy dla dzieci, w czasie których jako student był opiekunem małych szachistów.
Szachowy benefis Piotra Bobrowskiego
W sobotę 17 stycznia w Klubie Kultury "Harcówca" w rybnickiej ligocie odbył się benefis Piotra Bobrowskiego - szachisty, sędziego szachowego, ale przede wszystkim niestrudzonego propagatora szachów, dzięki któremu gry w szachy zaczęto uczyć w rybnickich przedszkolach.



