„Sztrykowanie” w trójwymiarze
Wielkanocne zajączki, kurki i jajka w nowoczesnym wydaniu, a do tego eleganckie, minimalistyczne podstawki. Różowe, zielone, a może żółte? To wszystko wydrukuje – a raczej „usztrykuje” – dla Rybniczan rodzina z Nowin, tworząca zespół Sztryk. Adriana, Paulinę i Dominika oraz ich kolorowe, trójwymiarowe wydruki spotkacie na Jarmarku Wielkanocnym w czwartek (26.03) i niedzielę (29.03).
Adrian bakcyla połknął jeszcze na studiach. Na uczelni pojawiła się drukarka 3D, ale niewielu chciało się nią zajmować. On – wręcz przeciwnie. Jako jeden z nielicznych studentów automatyki i robotyki zaczął zgłębiać tajniki ówczesnej nowinki. Przez kolejne lata trójwymiarowy druk pozostawał raczej ciekawostką, aż do trzydziestych urodzin. Wtedy rodzina i przyjaciele złożyli się na jego pierwszą, domową drukarkę. Prezent wymarzony i trafiony, choć okazał się... wymagający.
– Więcej było przy niej pracy niż satysfakcji z drukowania. Ale właśnie dzięki tej drukarce bardzo dużo się nauczyłem – wspomina Adrian, który w rodzinnym zespole pełni funkcję „dyrektora technicznego”.
Godziny spędzone na kalibracji i naprawach sprawiły, że poznał technologię od podszewki.
– Dziś chyba nie ma rzeczy, która w drukarce 3D by mnie zaskoczyła – przyznaje.
![]()
Na szczęście wysłużoną drukarkę wkrótce zastąpiła nowa. Adrian wziął udział w konkursie dla pasjonatów druku 3D i zaprojektował półkę na płyty winylowe – praktyczną, bo sam jest fanem czarnych krążków. Nagrodą był bon, który przeznaczył na zakup nowego sprzętu.
– To był już „Mercedes” wśród drukarek. Nagle okazało się, że drukowanie może być przyjemne – mówi.
Architektka przy sztrykarce
Jakość wydruków, precyzja i nowe możliwości sprawiły, że Paulina – żona Adriana i z wykształcenia architektka – sama usiadła do komputera i zaczęła projektować. Tak powstał Sztryk. Nazwa nie jest przypadkowa.
– To ukłon w stronę śląskiej tożsamości i językowa zabawa. Kiedyś na drukowanie mówiło się „sztrykowanie”, a pierwsze drukarki igłowe często nazywano „sztrykarkami” – tłumaczy Paulina.
Szczególnie dumna jest z autorskich projektów, takich jak „Cila”, która kształtem przypomina kobiecą twarz. W wersji makro „Cila” służy jako elegancka podstawka pod biżuterię, a w wersji mikro staje się breloczkiem.

Dla Pauliny kluczowa jest nie tylko forma, ale i materiał. Sztryk korzysta z tworzywa pochodzącego z recyklingu, z domieszką kleiku kukurydzianego.
– Naszym celem jest odczarowanie plastiku. Chcemy pokazać, że z przetworzonego materiału można stworzyć coś fajnego, praktycznego i estetycznego – wyjaśnia.
Polowanie na zające
Skoro jest produkcja i design, potrzebny jest też marketing. Tę część wziął na siebie Dominik – brat Pauliny i najmłodszy członek zespołu. To on wpadł na pomysł, by wyjść z wirtualnego świata na ulice Rybnika. W ubiegłym roku, przed Wielkanocą, zorganizował akcję promocyjną, która stała się lokalnym viralem.
– Wydrukowaliśmy partię zajączków i ukryliśmy je w różnych punktach miasta. Kto znalazł niespodziankę, oznaczył nas w mediach społecznościowych, dostawał kolejnego gratisa – mówi Dominik, uczeń technikum ekonomicznego.

Kolorowe zające z pewnością zagoszczą na ich stoisku w czasie jarmarku, ale… rozglądajcie się uważnie podczas spacerów. Może się okazać, że znów uciekły na miasto!
Zobacz także
Czas na przedświąteczne zakupy! Rozpoczął się jarmark wielkanocny w Rybniku