Rybniczanka zabierze saksofon do Bostonu

03.05.2026 Ochojec

Kiedy ciemny pokój rozświetliło światło ekranu telefonu, nie wiedziała jeszcze, że to moment, który zapamięta na długo. – Wydawało mi się, że śnię – mówi Julianna Wieczorek o e-mailu z muzycznej uczelni Berklee w Bostonie. Potem był wybuch radości i pobudka rodziców i brata, usprawiedliwiona, przecież nie codziennie zostaje się studentką i stypendystką bodaj najlepszej akademii muzycznej świata. Wieloletnia ciężka praca, determinacja i talent przyniosły wymarzone efekty i we wrześniu Rybniczanka rozpocznie studia w Walencji, a potem za oceanem. Najpierw jednak czeka ją matura i majowy koncert w Teatrze Ziemi Rybnickiej.

Julianna Wieczorek. Zdj. Wacław Troszka

Do matury podchodzi bez stresu, dziś to już formalność. – Kiedy dostałam się na studia, ciśnienie ze mnie zeszło. Poza tym Frycz doskonale przygotowuje do matury, więc nie mam powodów do obaw – przekonuje Julianna Wieczorek, która z sentymentem będzie wspominać szkołę i swoją klasę.

– Zawsze chciałam się uczyć we Fryczu. Podstawówkę kończyłam ze średnią 6,0 i wybrałam profil biologiczno-chemiczno-matematyczny. Poznałam tutaj bardzo inteligentnych i ambitnych ludzi, dla których jeszcze raz poszłabym do tego liceum – mówi.

Pływaczka z saksofonem

Na zdjęciu z dzieciństwa Julianka siedzi przy starym pianinie w domu dziadka. – Moi rodzice nie są muzykami, ale muzyka zawsze była obecna w naszym życiu. Mama pięknie śpiewa, a tata puszczał nam różne utwory, od Wodeckiego i Rodowicz przez Guns N’ Roses i the Beatles po jazz. Rodzice zabierali też mnie i brata Maksia m.in. na koncerty Silesian Jazz Meeting – wspomina. To im zawdzięcza różnorodny rozwój – miała 3,5 roku, gdy trafiła do sekcji pływackiej, ale to jej nie przeszkodziło. Wygrywała kolejne zawody, została nawet pływacką mistrzynią Rybnika, ale trenowała też dżudo, jeździła konno, chodziła na zajęcia tańca i rysunku oraz oczywiście do szkoły muzycznej Szafranków. – Na egzaminach wstępnych byłam zawiedziona, że nie ma tu klasy perkusji, padło więc na saksofon, choć nie znałam wtedy żadnej kobiety grającej na saksofonie – wspomina. 

- Saksofon jest uniwersalny i daje możliwości eksperymentowania – mówi Rybniczanka. Zdj. Wacław Troszka

Dziś wie już, że to był świetny wybór, a pasja, z jaką opowiada o grze, tylko to potwierdza.

– To chyba jedyny instrument, który jest w stanie idealnie „odwzorować” ludzki głos. Saksofon jest uniwersalny i daje możliwości eksperymentowania, a znając pewne triki, mogę zmieniać barwę dźwięku na bardziej matową i ciemną, albo na lekką i ekspresyjną, w zależności od charakteru utworu – mówi uczennica Artura Motyki, która kończy właśnie naukę w rybnickiej PSM II stopnia.

Gra na saksofonie daje jej dużo radości, ale to też godziny ćwiczeń i ogrom wyrzeczeń. Nic dziwnego, że w końcu musiała wybierać: pływanie czy szkoła muzyczna. – Rodzice bardzo mnie motywowali i przekonywali, że nie mogę zmarnować talentu muzycznego, a moja ciężka praca kiedyś zaowocuje – mówi Julianna. I mieli rację.

Z Ochojca do Bostonu

Po prostu usiadła i wyszukała w sieci 10 najlepszych muzycznych uczelni świata.

– Kiedy zdałam sobie sprawę, że muzyka daje mi najwięcej radości, zaczęłam szukać drogi, która pozwoliłby mi robić zawodowo to, co lubię, ale na najwyższym możliwym poziomie. W rankingu najlepszych uczelni muzycznych świata, według jednej z amerykańskich gazet, na drugim miejscu, po bardzo klasycznej Juilliard School, znalazł się Berklee College of Music. Uczelnia daje większe możliwości tworzenia czegoś własnego i oferuje ciekawe kierunki, w tym produkcję muzyczną, staże w wytwórniach muzycznych, szansę poznania specyfiki pracy menedżera czy specjalisty prawa muzycznego, więc Berklee to dla mnie idealna droga – mówi Julianna.

Postanowiła więc aplikować na tę uczelnię, mimo że to wieloetapowa i niełatwa dla osób spoza USA procedura. Musiała m.in. napisać esej, dołączyć listy polecające, wykazać się muzycznymi osiągnięciami, przedstawić świadectwa szkolne i zdać dodatkowy egzamin językowy, bo amerykańska Berklee nie respektuje brytyjskiego certyfikatu CAE, jaki posiada Rybniczanka.

– Kiedy zdałam sobie sprawę, że muzyka daje mi najwięcej radości, zaczęłam szukać drogi, która pozwoliłby mi robić zawodowo to, co lubię, ale na najwyższym możliwym poziomie - mówi Julianna. Zdj. Wacław Troszka

Po zaliczeniu pierwszego etapu rekrutacji Julianna pojechała do Londynu na egzamin z instrumentu.

– Zagrałam jeden utwór, klasyczny, ale z hiszpańskim akcentem „Pequeña Czarda”, który zaskoczył egzaminatorów. Zdecydowałam się na niego, bo pozwala mi pokazać wszystko to, czego nauczyłam się w czasie 11 lat w szkole muzycznej, a nawet coś więcej, pewne nieoczywiste „smaczki” – tłumaczy.

Wykona go również 27 maja w Teatrze Ziemi Rybnickiej, podczas koncertu „Wielkie dzieła, młodzi wykonawcy”, a w Londynie musiała się jeszcze wykazać m.in. improwizacją czy graniem a vista. – Ze sporej księgi wybrano fragment muzyki klasycznej i poproszono, bym zagrała go, ale w bardziej swingowo-bluesowym rytmie – opowiada. Egzamin zakończyła rozmowa, w której była pytana o swoją przygodę z saksofonem, szkołę muzyczną czy występy na scenie. A potem przyszedł e-mail, wcześniej niż zapowiadano, i co najważniejsze zawierał informację o stypendium – na pierwszy rok nauki Julianna dostała 22 tys. dolarów.

Walencja na dobry początek

Wybrała program „First Year Abroad” w Walencji, na który dostało się tylko ok. 5 proc. aplikujących. Po roku poleci do Bostonu, gdzie w macierzystej Berklee spędzi trzy lata.

– W sercu jazzowego świata, więc jestem bardzo podekscytowana – dodaje.

Ale zanim to, 15 września rozpocznie naukę w tętniącej artystycznym życiem hiszpańskiej Walencji, w nowoczesnym kampusie Berklee, gdzie będzie miała do dyspozycji m.in. najlepszy sprzęt do produkcji i tworzenia muzyki.

- Uczelnia Berklee to dla mnie idealna droga – mówi Julianna. Zdj. Wacław Troszka

– Zależy mi na tym, żeby do maksimum wykorzystać potencjał tej uczelni i możliwości, jakie się przede mną otwierają. Na razie nie muszę wybierać kierunku kształcenia, ale oczywiście myślę o przyszłości. Chciałabym w jakimś stopniu zostać zapamiętana w branży muzycznej, może pracować w dobrej wytwórni muzycznej, a może tworzyć coś z innymi muzykami, występować z gwiazdami, a może dostać Grammy, bo absolwenci i wykładowcy Berklee zdobyli ich najwięcej w branży – ponad 300. Już raz postawiłam sobie wydawałoby się nierealny cel, a jednak udało mi się go osiągnąć, więc wszystko jest możliwe! – mówi Julianna Wieczorek. Zapamiętajmy to nazwisko!

Dziennikarz
Sabina Horzela-Piskula

Zobacz także

Koncert absolwentów rybnickiej Szkoły Szafranków
Koncert absolwentów rybnickiej Szkoły Szafranków

Koncert absolwentów rybnickiej Szkoły Szafranków

Romana Kuczera: Wciąż marzymy o sali koncertowej
Romana Kuczera: Wciąż marzymy o sali koncertowej

Romana Kuczera: Wciąż marzymy o sali koncertowej