Rybniczanka tworzy modę wysokich lotów
Przedwczoraj wróciła z Narity w Japonii, jutro leci do Miami w USA. – Nie potrafię zbyt długo usiedzieć w jednym miejscu – przyznaje Paula Lyp-Kot. Dlatego od ponad 10 lat pracuje jako stewardesa, ale oprócz podróży Rybniczanka ma też inną wielką pasję – przerabia kurtki jeansowe, które noszą kobiety w różnych częściach świata.
Ta pierwsza trafiła do joginki z Gran Canarii. – To bardzo charyzmatyczna osoba i chciałam dać jej coś wyjątkowego w podziękowaniu za niesamowite zajęcia jogi, a moja kurtka bardzo się jej spodobała… – mówi Paula.

Nic dziwnego, pewnie każda z nas chciałaby mieć coś tak oryginalnego w swojej szafie. A wszystko zaczęło się niespełna 3 lata temu, gdy Paula wpadła na pomysł wykorzystania swojej pasji do ubrań.
– Szukałam czegoś, co łączyłoby wygodę, absolutną wolność, rockowy i kowbojski pazur z nowoczesnym miejskim błyskiem i elegancją. Inspiruje mnie absolutnie wszystko, od feerii barw na indyjskich targach, przez kalifornijską wolność, szum oceanu i surferski klimat, po magię pustynnych festiwali, dziką naturę i hipnotyzującą muzykę. Wszystkie te podróżnicze kadry i emocje przekładam potem na jeans, a moje kurtki tworzę dla kobiet z charakterem, wolnych ptaków, które nie boją się wyróżnić z tłumu i poprzez ubiór opowiadają własną historię – mówi Rybniczanka, która modowe inspiracje znajduje w podróżach.
Życie na walizkach
Ogłoszenie o naborze stewardes znaleźli jej rodzice. – To oni od dziecka pokazywali świat mnie i mojej siostrze. Dzięki nim wysłałam CV i zostałam zaproszona na rekrutację do Warszawy, gdzie pojechaliśmy razem, przy okazji robiąc sobie wycieczkę po stolicy – wspomina absolwentka IV LO w Chwałowicach. Jeszcze w trakcie studiów polonistycznych na UŚ w Rybniku w ramach Erasmusa wyjechała na rok do Lipska. – Zawsze lubiłam podróże – mówi. Z czasem zmieniła barwy przewoźnika, ale nie zawód – dzięki czemu zobaczyła najdalsze zakątki świata. Ma już wylatanych około 6500 godzin – na krótkich, średnich i długich rejsach. Te ostatnie lubi najbardziej, bo na miejscu ma czas na zwiedzanie.
.jpg?1785658886069)
Rejs do Ameryki
Praca na pokładzie wymaga profesjonalizmu i nienagannego wyglądu. – Jesteśmy wizytówką firmy, więc dbałość o każdy szczegół wizerunku to podstawa – tłumaczy Rybniczanka, która w swój pierwszy rejs poleciała do Nicei z piłkarskimi kibicami na mecz Euro. W pracy najbardziej lubi jej różnorodność i ciągły kontakt z ludźmi. Oprócz klasycznych turbulencji nad oceanem loty mijają jej spokojnie i bezpiecznie. – Tak więc jeżeli latać, to tylko ze mną! (śmiech). Oczywiście pasażerowie bywają różni, ale zawsze staram się wczuć w ich położenie, dlatego w tej profesji niezwykle ważna jest empatia – podkreśla Paula. Najbardziej lubi rejsy do Los Angeles i Nowego Jorku.
– Ameryka skradła moje serce. Zauroczyły mnie m.in. jej niezmierzone przestrzenie, parki narodowe oraz oczywiście ludzie. Ten kalifornijski vibe czy poczucie wolności są dla mnie ogromną inspiracją przy tworzeniu kurtek – opowiada.
Od lumpeksu po markę Indigo Birdy
Zawsze interesowała się modą, a szycia uczyła się, podglądając swoje babcie. – Zawsze też fascynowały mnie oryginalne rzeczy z drugiej ręki. Z Martyną, koleżanką z liceum, wyszukiwałyśmy odzieżowe perełki w rybnickich lumpeksach, które potem przerabiałam razem z babcią – mówi.
.jpg?1785659169780)
Dziś szyje już sama, ale z zakupów w second handach nie zrezygnowała.
– Idea upcyklingu w modzie jest podstawą całego mojego przedsięwzięcia – wyszukuję kurtki w vintage shopach najczęściej w Stanach, bo zależy mi na dobrej jakości jeansie, który przetrwa moje metamorfozy: wybielanie, farbowanie, ozdabianie i będzie jeszcze służyć klientce przez lata, a kurtki Levi’s są nie do zdarcia – opowiada.
Daje im drugie życie, ozdabia cekinami, koralikami i barwnymi aplikacjami. Część elementów wyszywa ręcznie, dba o detale i dokładne wykończenie. Sprowadza też piękne tkaniny z zagranicy i często przywozi materiały ze swoich podróży.
– W moich kolorowych kurtkach często widać powiew egzotyki. Kilka naszywek przywiozłam z Rijadu w Arabii Saudyjskiej, sporo z Indii, bo lubię tamtą kulturę, piękne zdobne szaty z ich tradycyjnych ubrań. Moje kurtki są casualowe, ale jednocześnie ekstrawaganckie – mówi Rybniczanka, która najbardziej lubi styl boho.
.jpg?1785659285436)
Przerobiła już blisko 100 kurtek i kilka jeansowych kamizelek, a w głowie ma już pomysły na spodenki.
Zdarza się, że kobiety zatrzymują ją na ulicy, pytając, skąd ma taką fajną rzecz, a w samym Los Angeles sprzedała pięć kurtek. – Zawsze raduje mi się serce, gdy ktoś docenia moją pracę i włożone serce – mówi Paula.
Tworzy też pod indywidualne zamówienia i marzy o sklepie stacjonarnym, bo póki co jej projekty można kupić na stronie indigobirdy.com albo przez Instagram Indigo Birdy.
– Nazwa mojej firmy pochodzi od wyjątkowego barwnika, którym oryginalnie farbowano jeans oraz ptaka, który jest dla mnie uosobieniem absolutnej wolności i podróży. To idealnie spina całą moją filozofię.
Moje kurtki powstają z jeansu vintage, więc każda z nich ma już swoją historię, ale najbardziej fascynuje mnie to, co wydarzy się z nimi później. Moim marzeniem jest, aby dziewczyny zabierały je ze sobą w przeróżne zakątki świata, ale też – a może przede wszystkim – żeby te kurtki żyły razem z nimi tu i teraz, na co dzień. Nie trzeba więc czekać na podróż życia czy wielkie wyjście na czerwony dywan, żeby je nosić. Chcę, żeby towarzyszyły kobietom w każdej fajnej chwili, w normalnym życiu, stając się częścią ich własnych, niezapomnianych wspomnień – mówi Paula.
I tylko żałuje, że nie może zabierać maszyny do szycia do samolotu.
.jpg?1785659629802)
Wakacje marzeń
Często podróżuje prywatnie z mężem czy rodzicami, bo jej bliscy mogą korzystać ze zniżkowych biletów lotniczych. – Mąż lubi latać pod moimi skrzydłami – mówi Paula. Na pewno wrócą do Australii, którą pokochali podczas ubiegłorocznej podróży. A jakie miejsca najbardziej poleca na urlop?
– Zawsze Kalifornię, a fanom Azji – Tajlandię, Wietnam, Filipiny, ale też Taszkent czy choćby Baku, piękną stolicę Azerbejdżanu. Naprawdę jest w czym wybierać na krótkie i długie wypady poza Polskę, a w przestworzach zawsze podróżuje się bezpiecznie – mówi Rybniczanka, która swoje tegoroczne wakacje planuje zimą na Seszelach i Mauritiusie.
– Kiedy u nas robi się plucha, szukamy z mężem słońca w ciepłych krajach, a w czasie wakacji w Polsce czerpiemy jak najwięcej z polskiego lata – mówi Paula, która regularnie odwiedza też rodzinny Rybnik.
.jpg?1785659790307)
– Tutaj tempo życia zwalnia, co bardzo doceniam, żyjąc na co dzień w zabieganej Warszawie. Dobrze się tu czuję, odpoczywam i napawam się tą niesamowitą zielenią. Bardzo lubię tu wracać – mówi Paula Lyp-Kot.
.jpg?1785660110456)