Pierwsza „wyprzedaż garażowa” w Rybniku za nami
Książki, ubrania, zabawki, rowery, dekoracje do domu – te i wiele innych rzeczy można było dziś kupić na rybnickim targowisku podczas pierwszej „wyprzedaży garażowej”. Mimo niepogody, przedmioty szybko znajdowały nowych właścicieli, a wystawcy są zadowoleni z debiutu i już czekają na kolejną edycję.
Na miejskim targowisku przy ul. Hallera mieszkańcy Rybnika po raz pierwszy mogli wystawić swoje skarby ze strychów, piwnic i garaży. Choć poranek przywitał wystawców deszczem, większość rozłożyła swoje stoiska i cierpliwie czekała na kupujących. Ci, którzy przyszli, mogli liczyć na okazje – niektóre przedmioty kosztowały zaledwie kilka złotych.
Pomysłodawcą akcji był rybniczanin Arkadiusz Stec.
– Napisałem maila do urzędu, bo nie lubię wyrzucać rzeczy, które wciąż mogą się komuś przydać. Nie chodzi o zarobek, tylko o to, żeby za symboliczne kwoty znaleźć rzeczom nowy dom – tłumaczy.
– Ta akcja zmotywowała mnie, żeby wreszcie przejrzeć strych, piwnicę i garaż. Okazało się, że mam mnóstwo rzeczy, niektóre wręcz nowe, więc je przywiozłem. W pół godziny sprzedałem połowę. Może nie jestem najlepszym handlarzem, bo oddałem za 20 zł torebkę wartą kilkaset, ale mam świetny kontakt z ludźmi i staram się tu również rozmawiać np. o pasjach. Miałem sporo aparatów fotograficznych– prawie wszystkie znalazły nowych właścicieli, został tylko jeden. A przy okazji poznaję tutaj fajnych ludzi – dodaje.

Na sąsiednich stoiskach można było znaleźć prawdziwe perełki. Pan Grzegorz z Zamysłowa przywiózł starą kuchenkę z lat 80., kilka rowerów, kosiarkę i stos książek.
– Kuchenka jeszcze działa i może się komuś przydać. Takie wyprzedaże to świetny pomysł – zamiast wyrzucać, można odsprzedać przedmioty i nie produkować nowych śmieci. To wcale nie wstyd kupować rzeczy z drugiej ręki – wręcz przeciwnie – przekonywał.

Pani Asia, mieszkanka dzielnicy Maroko-Nowiny, wystawiła puzzle, autka i książeczki po synu.
– Nie ma tłumów, ale udało się coś sprzedać. Widać, że wiele osób przyszło tylko zobaczyć jak to wygląda. Myślę, że następnym razem będzie nas więcej – mówiła.

Były też dekoracje, obrazy i mnóstwo drobiazgów, które w innym przypadku pewnie trafiłyby na śmietnik. Wśród kupujących pojawili się także mieszkańcy spoza Rybnika – pani Justyna ze Świerklan wróciła do domu z kilkoma książkami.
– Fajna sprawa, trafiłam na ogłoszenie w internecie zupełnie przypadkiem. Szkoda tylko, że nie było większej reklamy. Ale jeśli ktoś lubi książki, to naprawdę jest w czym wybierać – podkreślała.
Rybniczanie zgodnie przyznają, że czekają na kolejną wyprzedaż garażową.
– Mam nadzieję, że uda się zorganizować kolejną edycję, najlepiej raz na wiosnę i raz na jesień, kiedy robimy większe porządki w naszych domach – mówi Arkadiusz Stec.
Pierwsza „wyprzedaż garażowa” w Rybniku za nami
Książki, ubrania, zabawki, rowery, dekoracje do domu – te i wiele innych rzeczy można było dziś kupić na rybnickim targowisku podczas pierwszej „wyprzedaży garażowej”. Mimo niepogody, przedmioty szybko znajdowały nowych właścicieli, a wystawcy są zadowoleni z debiutu i już czekają na kolejną edycję.
Zobacz także
Rybnicka wyprzedaż garażowa wraca na stałe. W niedzielę kolejna okazja do „wietrzenia szaf”