Janusz Koper dożeglował do emerytury
– Dziękuję za ponad 20 lat pracy, tyle trwało moje przysłowiowe pięć minut w Urzędzie Miasta Rybnika. Mam ogromną satysfakcję, że kilka solidnych śladów na ziemi rybnickiej zostawiam – mówił 5 czerwca na forum Rady Miasta Rybnika Janusz Koper, były wiceprezydent Rybnika, który z końcem maja przestał pełnić funkcję zastępcy prezydenta Rybnika, a w lipcu przechodzi na emeryturę.

Jak to się stało, że w tym 2003 roku zastępca prezydenta Żor został zastępcą prezydenta Rybnika?
W tamtych czasach miasta i gminy jeszcze blisko ze sobą współpracowały, wymieniając się doświadczeniami i pomysłami. Gdy w 2002 roku, jeszcze przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, okazało się, że Rybnik otrzyma przedakcesyjne dofinansowanie na budowę kanalizacji, prezydent Rybnika Adam Fudali zaproponował mi, bym został jego zastępcą i poprowadził tę inwestycję. W regionie byłem wtedy jedynym samorządowcem, który mógł się pochwalić wybudowaniem odcinka kanalizacji, dłuższego niż jedna ulica, bo w latach 90. przebudowaliśmy w Żorach kanalizację naszej starówki. Miałem też już doświadczenie z pracy w Państwowej Agencji Budowy i Eksploatacji Autostrad, gdzie zarządzałem dużymi inwestycjami. Jesienią 2002 roku odbywały się wybory samorządowe, w których ubiegałem się o urząd prezydenta Żor. Umówiliśmy się, że jeżeli ich nie wygram, rozpocznę pracę w rybnickim magistracie. Tak też się stało, tyle że zostałem ostatecznie nie wiceprezydentem, ale pełnomocnikiem prezydenta Rybnika ds. inwestycji; dzięki czemu mogłem nadal być radnym w Żorach. Budowa kanalizacji w 17 rybnickich dzielnicach była inwestycją epokową – ogromne zadanie, ogromne pieniądze i ogromna odpowiedzialność, a do tego językiem obowiązującym w tym projekcie był angielski. Wiedziałem, że dla Rybnika to będzie skok cywilizacyjny. Wybudowaliśmy blisko 600 km kanalizacji, a przy okazji poprawiliśmy stan blisko 300 km dróg. Według pierwotnych założeń jezdnia drogi miała być naprawiana tylko w miejscu przekopu. Udało mi się jednak przekonać przedstawicieli ówczesnej Komisji Europejskiej, nadzorujących tę inwestycję, żeby kłaść nowy asfalt na całej szerokości jezdni. Najlepiej byłoby zrobić na całej szerokości jezdni nową jej podbudowę, ale to nam się już nie udało.
Gdy pojawił się Pan w rybnickim magistracie był Pan już doświadczonym samorządowcem, byłym wiceprezydentem Żor. A jak wyglądały początki Pana samorządowej działalności?
W 1989 roku gdy w Żorach, tak jak praktycznie w całym kraju zawiązał się Komitet Obywatelski „Solidarności” znalazłem się w jego zarządzie. Podobnie jak w Rybniku, to była cała ekipa osób, które chciały się włączyć w przemiany ustrojowe zachodzące w całym kraju. W Polsce ruszyły wtedy prace nad projektem ustawy o samorządzie terytorialnym, w które też się zaangażowałem. W Polsce po II wojnie światowej samorządu nie było, więc nikt nie wiedział, jak powinien on być zorganizowany i jak miałby funkcjonować. Pamiętam, jak czytaliśmy drukowane w tzw. drugim obiegu broszurki opisujące jak funkcjonuje samorząd lokalny we Francji, w Niemczech i w innych krajach Europy Zachodniej. Miałem okazję spotkać się z twórcami ustawy samorządowej m.in. prof. Jerzym Kuleszą i Jerzym Stępniem. Sejm uchwalił ja w marcu 1990 roku, a 27 maja 1990 roku odbyły się pierwsze wybory samorządowe, w których wybrano mnie w Żorach na radnego. Dwa tygodnie później zostałem wiceprezydentem. Prezydentem Żor został Jan Huzarewicz, a w 1992 roiku zastąpił go Zygmunt Łukaszczyk, który wcześniej, podobnie jak ja był wiceprezydentem.
Reforma samorządowa była jednym z głównych elementów przewrotu ustrojowego. Jak ja Pan ocenia po latach?
Z wielu reform, które wtedy przeprowadzono ta samorządowa przyniosła chyba najlepsze efekty, bo mamy piękny kraj i bardzo zadbane nasze małe ojczyzny. Nawet jeśli tu i ówdzie zdarzają się czasem jakieś afery to w sumie, w skali 3600 polskich gmin jest ich niewiele. W ostatnich latach sporo się zmieniło, bo wiele osób pracę w samorządzie traktuje jako szczebel kariery. Nie podoba mi się, że polityka ogólnokrajowa i partie polityczne weszły do samorządów i one funkcjonują poprzez tę politykę. Pewnie było to nieuniknione, ale jednak te pierwsze kadencje, gdy w samorządach gminnych rządziły lokalne ugrupowanie zainteresowane wyłącznie tym, co dzieje się tu i teraz były dla samorządów najlepsze.
No właśnie wspomniał Pan o polityce. Pewnie wiele osób zastanawia się, czy będzie pan w przyszłości kandydował do Sejmu lub Senatu?
Niczego takiego nie planuję. Zresztą nie należę do żadnej partii, nigdy nie należałem i nie zamierzam do żadnej wstąpić.
Pracował Pan jednak jako bezpartyjny fachowiec w strukturach rządowych…?
Tak i to w strukturach kilku rządów. Gdy byłem dyrektorem Agencji Budowy i Eksploatacji Autostrad to najpierw rządził rząd premiera Jerzego Buzka (AWS + Unia Wolności), a potem Leszka Millera (SLD). Później na zastępcę dyrektora Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad powołał mnie w listopadzie 2006 roku rząd PiS-u, Samoobrony i LPR-u, którego premierem był Jarosław Kaczyński. W październiku 2007 roku wybory parlamentarne wygrała Platforma Obywatelka i w styczniu roku 2008 premier Donald Tusk powołał mnie na Ddyrektora Generalnego Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. To zabawne, ale za rządów PiS-u traktowano mnie jako człowieka PO, a gdy za rządów PO w 2008 roku odwołano mnie ze stanowiska dyrektora generalnego, niektórzy mówili, że pozbyto się PiS-owca.
Inwestycją, która łączy dwie prezydentury, czyli Adama Fudalego i Piotra Kuczery, była budowa drogi regionalnej Racibórz – Pszczyna. Pierwszy tę inwestycję przygotował, a drugi zrealizował.
W latach 90. Rybnik miał fatalne drogi. Nie było obwodnicy i cały transport ciężki odbywał się nieomal przez centrum miasta. O wybudowanie południowej obwodnicy Rybnika, drogi regionalnej Racibórz – Pszczyna zabiegaliśmy w naszym subregionie już w 1999 roku, gdy wszystkie gminy i powiaty od Raciborza po Pszczynę podpisały porozumienie, w którym domagały się wybudowania tej drogi. Do tematu wróciliśmy dziesięć lat później, gdy wróciłem do urzędu po blisko dwuletnim okresie pracy w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Przekonałem Adama Fudalego, byśmy zaczęli projektować rybnicki odcinek tej drogi, bo wiedziałem, że jeśli pojawią się jakieś unijne fundusze na drogi, to dostaną je ci, którzy mają gotowe projekty. Rozpoczęliśmy więc projektowanie, które było trudne i trwało kilka lat. Już po zmianie władzy, gdy prezydentem został Piotr Kuczera, otwarto skarbonkę z unijnymi dotacjami. Okazało się wtedy, że mało kto ma gotowe projekty. Myśmy mieli i dostaliśmy dużą unijną dotację.

Jest Pan doświadczonym żeglarzem w stopniu kapitana, a przecież w Żorach nie ma dużych akwenów. Skąd ta pasja?
Ze Śląska nad morze jest najdalej i dlatego jesteśmy regionem, w którym jest najwięcej kapitanów. Za sprawą rodzinnych tradycji zostałem harcerzem. Byłem już drużynowym i uczyłem się w liceum, gdy w 1975 roku władze Żor zaproponowały mi powołanie harcerskiej drużyny wodnej. Wspomagali nas wodniacy z Rybnika, m.in. Marian Uherek, który później też działał w samorządzie. To było nieco inne harcerstwo, które mnie i moim przyjaciołom bardzo się spodobało, zwłaszcza że w tym czasie w Polsce próbowano zmienić ZHP w Harcerską Służbę Polsce Socjalistycznej na wzór radzieckich pionierów. Żeglarstwo – zwłaszcza to morskie – wciąga, więc gdy go już zakosztowałem, stało się ono moją życiową pasją. Żeglarstwo to piękna rzecz, uczy szybkiego podejmowania dobrych decyzji, bo jak na morzu podejmiesz złą decyzję, to idziesz na dno. Uczy też odpowiedzialności i zarządzania grupą osób. W żeglarstwie wszystko jest proste; jest akcja i reakcja. Efekty swojej decyzji widzisz od razu, a w samorządzie niekoniecznie. Niektóre projekty, które przygotowywaliśmy miesiącami, trafiały do szuflady lub do kosza, bo z jakichś powodów nie mogły być zrealizowane. Żeglarstwo pozwala też wyczyścić głowę i odpocząć od codziennych stresów.
Na początku lat 90 w naszym województwie byli wodniacy i harcerze zajmowali rzekomo sporo eksponowanych stanowisk…?
Tak faktycznie było. Pierwszym wojewodą katowickim po ustrojowym przełomie był Wojciech Czech, pierwszy drużynowy rybnickiej 6. Harcerskiej Drużyny Żeglarskiej, a wicewojewodą mój przyjaciel Eugeniusz Wróbel, który również był drużynowym „Szóstki”. W urzędzie wojewódzkim byli wodniacy, m.in. Andrzej Szczeponek, byli też dyrektorami departamentów. Wodniakiem był też wspominany już Zygmunt Łukaszczyk, były prezydent Żor i były wojewoda śląski. My wodniacy traktowaliśmy tę naszą działalność po harcersku – jak służbę. To nie był pomysł na karierę zawodową czy, broń Boże, polityczną. Chcieliśmy zrobić coś, by Polakom, naszym mieszkańcom, żyło się lepiej. Brzmi to górnolotnie, ale takie przyświecały nam ideały. Ja wyniosłem je z domu i z harcerstwa.

Emerytura niesie ze sobą nowe wyzwania…?
Muszę się przede wszystkim przyzwyczaić do tego, że mam sporo wolnego czasu chociaż otrzymałem już kilka zawodowych propozycji. Przez całą zawodową karierę nigdy nie pracowałem na osiem godzin, a często pracowałem na dwa, a nawet trzy etaty. Pierwszą pracę podjąłem w jednej z rybnickich firm, ale, że zarabiałem tam marnie, po pracy, by trochę dorobić naprawiałem ludziom samochody. Gdy urodził nam się syn potrzeby były większe, wyuczyłem się więc nowego zawodu – mechanizator rolnictwa, i rozpocząłem pracę w żorskiej Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej. Swoją drogą przez te wszystkie lata zdobyłem sporo różnego rodzaju uprawnień i dzisiaj mógłbym z powodzeniem wykonywać chyba z 30 zawodów. Z RSP trafiłem najpierw do... mojej własnej firmy transportowej, potem do Urzędu Miasta w Żorach, a po 10 latach do Agencji Budowy i Eksploatacji Autostrad. W każdym z wymienionych miejsc pracowało się dłużej niż 8 godzin. W samorządzie też zawsze były jakieś dodatkowe zajęcia np. jako wiceprezydent Żor zakładałem Międzygminny Związek Komunikacyjny, który na początku zrzeszał 23 gminy. Takich zadań i działalności było dużo więcej. Rozmawiał Wacław Troszka

Janusz Koper, z wykształcenia magister inżynier transportu, jest najdłużej urzędującym zastępcą prezydenta miasta w historii rybnickiego samorządu. Należał do grona najbliższych współpracowników prezydentów Rybnika – Adama Fudalego, a potem Piotra Kuczery. Gdy w 2003 roku rozpoczynał pracę w rybnickim magistracie, był już doświadczonym samorządowcem, byłym wiceprezydentem Żor i specjalistą od inwestycji infrastrukturalnych.
W czasie czerwcowej sesji absolutoryjnej rada miasta na wniosek prezydenta Rybnika Piotr Kuczery jednogłośnie uhonorowała Janusza Kopera rybnickim medalem wdzięczności „Beneficii Grata Civitas Rybnik”. Jest dziewiątą osobą, która takie wyróżnienie otrzymała. W czasie swojego pożegnalnego wystąpienia Janusz Koper dziękując wszystkim współpracownikom przypomniał też najważniejsze inwestycje infrastrukturalne, które w czasie ponad 20 lat pracy w magistracie realizował. Był odpowiedzialny za realizację dziesiątek miejskich inwestycji, a koordynował też dwie największe – w czasie prezydentury Adama Fudalego budowę kanalizacji sanitarnej w 17 rybnickich dzielnicach, a za czasów Piotra Kuczery budowę rybnickiego odcinka drogi regionalnej Racibórz - Pszczyna.Na stanowisku zastępcy prezydenta miasta Janusza Kopera zastąpił Mariusz Śpiewok, pracujący w rybnickim magistracie od lipca ubiegłego roku jako pełnomocnik prezydenta Rybnika ds. inwestycji i dróg.