Strona główna/Aktualności/Miasto/18 lat w Unii. Przyzwyczailiśmy się, że wszystko mamy

18 lat w Unii. Przyzwyczailiśmy się, że wszystko mamy

01.04.2022Miasto

Rozmowa z prezydentem Rybnika Piotrem Kuczerą

Piotr Kuczera, prezydent Rybnika

1 maja będziemy świętować pełnoletność Polski w Unii Europejskiej. Jak wyglądałby dziś Rybnik, gdybyśmy przez 18 lat nie byli w Unii?

 Pieniądze unijne to „drugi budżet” miasta, jeśli chodzi o inwestycje. Mówiąc wprost, mielibyśmy w Rybniku o połowę mniej in westycji i byłyby one o wiele mniej zaawansowane, bo Unia dała nam pewne know-how. Gdy 18 lat temu wstępowaliśmy do Unii Europejskiej, poziom cywilizacyjny Polski i „zapóźnienia okresu PRL” były widoczne gołym okiem.
 Dziś przyzwyczailiśmy się do tego, że wszystko mamy, i wydaje nam się, że tak było zawsze. Łatwo wskazać nowe drogi, odbudowane budynki, rewitalizacje, termomodernizację, nieco trudniej pokazać inteligentne systemy sterowania i informatyczne, a jeszcze trudniej wartości miękkie, jak wizyty studyjne, wymiany kulturowe czy edukacyjne. Tego nie da się przeliczyć na pieniądze.
 Korzystamy z wielu rzeczy, jak chociażby odebranych obecnie Rosji systemów płatniczych, całego bogactwa firm i usług, nawet nie zastanawiając się nad tym, dlaczego mamy taką możliwość. Jadąc do Czech, nie myślimy, jakim dobrodziejstwem jest strefa Schengen i swobodny przepływ towarów i usług. Przekraczanie granic państw Unii jest dla nas czymś niezauważalnym i oczywistym. Kolejnym dobrodziejstwem związanym z członkostwem jest kwestia związana z funkcjonowaniem małych wspólnot, czyli samorządów, które były pomyślane jako samodzielne twory z samodzielnym finansowaniem. Samorządy już na etapie przedakcesyjnym uczyły się zdobywać środki unijne i otworzyły na współpracę na różnych poziomach, także poziomie wymiany młodzieżowej. Po 18 latach mamy całe pokolenie, które w Unii już się urodziło, wychowało, funkcjonowało i dla którego Europa jest światem otwartym. Pewna refleksja przychodzi dopiero w takich momentach, jak wojna w Ukrainie.

  Dziś się boimy, dlatego nagle wszyscy są za Unią Europejską…

 Tak, a wcześniej często można było słyszeć pytanie - jak nie Unia, to co? Jeszcze dwa miesiące temu odpowiedź „wschód” i „Rosja” nie raziła eurosceptyków. Mówili, że Bruksela to druga Moskwa. Dopiero teraz przekonali się, jakie standardy obowiązują w Rosji Putina. Wielu „trolli” próbowało dyskredytować Unię. Dziś wiemy, że współpraca, solidaryzm europejski jest czymś ważnym. Pomyślmy, na kogo moglibyśmy liczyć, gdyby Polska nie była w Unii?
Ukraina ustami prezydenta Zełenskiego nieprzypadkowo dziękuje sprzymierzeńcom, a w szczególności Polsce. Tam, a mogę to powiedzieć po kilku wizytach w Ukrainie, aspiracje proeuropejskie były i są bardzo silne. Czasem miałem wrażenie, że w Ukrainie mają to, co w Polsce zostało zatracone - wiarę w Europę. Dla nas bycie we wspólnocie jest oczywiste, dla nich to wielkie marzenie. Być może właśnie to marzenie powoduje, że tak mocno walczą o swoją niepodległość, demokrację i egzystencję swojego państwa.

 Ukraina w zrzeszaniu się z Unią powinna być potraktowana specjalnie?

 Ukraina powinna mieć statut państwa aspirującego do Unii Europejskiej. I powinniśmy robić wszystko, by na etapie odbudowy kraju poprzez środki pomocowe jak najbardziej wiązać ją z Unią, bo jest to w strategicznym interesie Polski.
Możemy sobie odpowiedzieć na pytanie - jeśli nie taki sąsiad, to jaki? Gdyby Ukraina „upadła”, mielibyśmy potężną, wschodnią granicę z Federacją Rosyjską i być może stałe zarzewie wojny partyzanckiej. Dlatego cieszę się, że takie jest zaangażowanie państw unijnych w pomoc Ukrainie, również tę militarną.

 Gdyby nie to, że jesteśmy w Unii i NATO, w Polsce moglibyśmy mieć dziś to, co w Ukrainie…

 Obawiam się, że tak. Dlatego trzeba doce nić też wsparcie Unii na poziomie inwestycji, które pozwoliło nam w sposób gigantyczny zwiększyć potencjał gospodarczy Polski, co ma przełożenie nie tyle na potencjał wojskowy, ale przede wszystkim potencjał powiązań z różnymi krajami, dla których wojna po prostu się nie opłaca.
Wydawało się, że poprzez powiązania gospodarcze Rosji - bo taka była myśl dużej części państw Europy Zachodniej - uda się Rosję trzymać na dystans. Wydawało się, że podbój terytorium nie jest już wartością gospodarczą. Wszyscy sądzili, że powiązania rynków, kapitałów będą wentylem bezpieczeństwa. Niestety szaleństwo wzięło górę. Liczę na to, że Rosja zapłaci za to, co zrobiła Ukraińcom, a Ukraina będzie kiedyś w Unii.

 Ale Unia wymaga dużo od swoich członków…

 Tak, Unia wymaga, ale to pomogło nam w bardzo wielu rzeczach. Dzięki owym wymaganiom zwiększa się komfort naszego życia. Musimy dbać o środowisko i przyrodę, a dzięki temu możemy żyć lepiej i zdrowiej, i iść do przodu, rozwijać się. Dzięki Unii w Rybniku pojawiło się wiele nowych branż. Możemy dyskutować, kto stracił, ale bilans polskiej obecności w europejskiej wspólnocie jest bezsprzecznie bardzo dodatni. Na Śląsku te zmiany są widoczne gołym okiem.

 Ale Śląsk tych dalszych zmian się obawia…

 Tak, ale lepiej przeprowadzić transformację w oparciu o jakiś model, który ma podstawy finansowania europejskiego, niż zostać bez niczego. Przy okazji warto na nowo rozpocząć dyskusję, czy Polska powinna znaleźć się w strefie euro. W obliczu inflacji, słabej pozycji złotówki i wojny ta myśl już tak nie dzieli jak dawniej. Paradoksalnie to, co nie udało się wielu politykom, udało się Putinowi - zjednoczenie wielu formacji politycznych w krajach europejskich i zmiana postrzegania Unii już nie jako tworu, który coś zabiera, ale tego, który bardzo dużo daje. Myślę, że kolejnym etapem naszej obecności w strukturach europejskich będzie moment, gdy trzeba będzie się dzielić z biedniejszy mi, np. z Ukrainą, gdy będzie państwem aspirującym do Unii. Pamiętajmy, że z nami też się dzielono i wciąż się dzieli…

 Rozmawiał Aleksander Król

do góry