W teatrze dzieci są twórcami
– Dziecko w teatrze nie odgrywa ról. Ono tworzy świat, a moją rolą jest za tym światem podążać – tak o swojej pracy mówi Izabela Karwot, Rybniczanka, animatorka kultury i reżyserka od ponad trzydziestu lat związana ze sceną. W 2021 roku założyła Akademię Teatru i Sztuk Wrażliwych – przestrzeń, w której dzieci, młodzież i dorośli uczą się aktorstwa, a przy okazji poznają samych siebie. I to z sukcesami.
Pamięta Pani swoją pierwszą teatralną próbę?
Moja pasja zapłonęła w latach 90. w liceum Hanki Sawickiej, a wszystko dzięki Wandzie Świtale. To była niesamowita polonistka – nie była dla nas „panią profesor”, lecz po prostu Wandą. Prowadziła grupę ekspresji twórczej, w której bawiliśmy się słowem, wystawiając autorskie spektakle oparte na tekstach Gombrowicza czy Białoszewskiego. To ona pokazała mi techniki dramy, która w Polsce była wtedy dopiero odkrywana. Przez całe liceum bawiłam się teatrem.
Kiedy w tym teatralnym świecie pojawiły się dzieci?
Po liceum wiedziałam, że chcę pracować z dziećmi i młodzieżą, wybrałam więc pedagogikę, animację kultury i specjalizację teatralną. W 1994 roku zatrudniłam się w SP 16, ale szybko zrozumiałam, że sztywne ramy szkolnego systemu to nie moja bajka. Dlatego rok później rozpoczęłam pracę w Domu Kultury w Boguszowicach, który był dla mnie jak drugi dom – spędzałam tam czas od dziesiątego roku życia i tam stworzyłam swoją pierwszą grupę dziecięcą.
Nasz pierwszy spektakl nazywał się „Supełek” – opowiadał o marzeniach ukrytych za tajemniczymi drzwiami. To, że marzenia są w nas i możemy je spełniać, było istotą tego przedstawienia. Tak narodziła się nazwa teatru – Supełek. Dziś pracuję z dziećmi, młodzieżą oraz dorosłymi w Akademii Teatru i Sztuk Wrażliwych. Czuję, że to moje miejsce.

Z czasem „supełkowa” rodzina mocno się powiększyła. Kto tworzy Pani teatralny świat?
„Supełek” to obecnie trzy grupy dziecięce (7-16 lat), z którymi pracujemy nad spektaklami przez cały rok, by potem dzielić się nimi z publicznością, m.in. na scenie rybnickiej „Harcówki”. Organizujemy też własne wydarzenia, jak choćby „Bajkogranie”. Dla najmłodszych – od 3. roku życia – mamy grupę „Igraszki”.
A starsze dzieci? Te, które wyrosły już z „Supełka”?
One trafiają do grupy „Supły”. To młodzież 15-19 lat. Są też dorośli – 15 osób w grupie „Kwadrans po”. Nazwa nieprzypadkowa – bo zawsze się spóźniają.
Mówi Pani, że w teatrze trzeba „podążać za dzieckiem”. Jak to wygląda w praktyce?
W teatrze dziecięcym najważniejsze są zasoby, z którymi przychodzi młody człowiek. Pracujemy nad wyobraźnią, oswajaniem emocji i przede wszystkim nad świadomością ciała. Dzieci uczą się wydobywać to, co mają w środku, a ja te wszystkie okruchy zbieram i – jak to często mówię – z tej mąki piekę chleb. Tworzę spektakl, ale to oni są jego prawdziwymi kreatorami. Moim zadaniem jest jedynie dać im bezpieczną, twórczą przestrzeń, i narzędzia aby mogły otwierać się na siebie i innych.
Jakie to narzędzia? Jak zachęcić nastolatka do otwarcia się?
Zaczynamy od budowania świadomości ciała i ruchu – ciało jest pierwsze, potem przechodzimy do nazywania emocji. Często wykorzystuję przedmioty, tekst literacki czy obrazy, które mają pobudzić ich wyobraźnię. Czasem przynoszę zwykłą kartkę papieru, a ona staje się inspiracją do całego ruchu scenicznego. Przy okazji, niemal mimochodem, uczą się prawideł, którymi rządzi scena, uczą się wchodzić w rolę za pomocą różnych technik teatru tańca czy technik dramowych.

O czym dzisiaj chcą opowiadać młodzi ludzie?
To zależy od etapu życia, na którym są. Licealiści i ósmoklasiści często mówią o tym, że czują się niewystarczający. Szukają siebie we współczesnym świecie, ale bardzo boją się oceny i samotności. Mają w sobie silnego wewnętrznego krytyka, a przeraża ich pęd, w który zostali wtłoczeni – teatr jest dla nich miejscem, gdzie w końcu mogą się zatrzymać.
Dzieci ze szkół podstawowych z kolei obnażają system edukacji. Pokazują nam, dorosłym, jak bardzo widzą niesprawiedliwość, brak pasji u nauczycieli czy zmęczenie materiałem. A maluszki? Tu zazwyczaj królują księżniczki i podobne tematy, ale one też potrafią zaskoczyć. Zdarza się, że dziecko mówi: „chcę stworzyć planetę zła”, a kiedy pytam dlaczego, odpowiada po prostu: „bo jestem smutna”.
A co z tremą i lękiem przed porażką? Przecież teatr to finalnie wystawienie się na widok publiczny.
Oczywiście, że lęk się pojawia, ale w pierwszej fazie, kiedy tworzymy wspólnie w grupie, młodzi nie czują się oceniani. Wiedzą, że nie śmiejemy się z siebie nawzajem. Kiedy jednak sztuka jest gotowa i wychodzimy do widza, muszą zmierzyć się z oceną. To dla nich świetna lekcja pokory – uczą się, że nie zawsze muszą wygrywać.
Czy te umiejętności – nazywanie emocji, świadomość ciała – przydają się im poza deskami teatru?
Zdecydowanie. Rodzice często mówią mi, że ich dzieci stały się odważniejsze. Nie boją się zgłosić do odpowiedzi, zorganizować czegoś dla klasy, wyjść z inicjatywą. Teatr uczy odpowiedzialności, słuchania siebie nawzajem, współpracy i krytycznego myślenia. W dzisiejszych czasach dzieci są bardzo przebodźcowane i trzeba się natrudzić, żeby je „zatrzymać”. Ale gdy się to uda i mogą spotkać się w przestrzeni twórczej bez innych bodźców, efekty są niesamowite.

Prowadzi Pani również warsztaty w szkołach. Na czym one polegają?
Realizuję projekt teatralno-dramowy „Jestem widziana”, który opieram na pracy z ciałem, wchodzeniu w rolę i technikach pedagogiki teatru. Dzieciaki często nazywają te zajęcia „TUS-ami”, bo to w gruncie rzeczy trening umiejętności społecznych – uczą się tu współpracy i odpowiedzialności za grupę. Zawsze marzyłam, żeby w szkołach znalazła się przestrzeń na takie warsztaty chociaż raz w tygodniu. Chodzi o to, żeby dzieci mogły wyjść z ławek i po prostu wyrazić siebie poprzez sztukę i nauczyć się prostych technik samoregulacji, oddychania czy relaksacji.
I to się udaje?
Tak, ten projekt realizuję obecnie we wszystkich wodzisławskich szkołach. W roku szkolnym 2025/26 projekt realizowany jest z ramienia Ogniska Pracy Pozaszkolnej nr 1 w Wodzisławiu Śląskim, gdzie obecnie pełnie obowiązki Dyrektora. Nawet psycholodzy, którzy obserwują moje warsztaty, widzą, jak zbawienną moc ma praca z ciałem i technikami dramowymi. Zaczynamy zawsze od ciała, bo gdy ciało uwalnia napięcia, dzieciaki przestają się oceniać. Wtedy, często po kilku wspólnych godzinach, one po prostu się „roztapiają” – zaczynają tworzyć i ze sobą współdziałać.
Macie za sobą bardzo obfity rok.
Tak, wiele z Waszych spektakli zostało nagrodzonych. 22 maja wróciliśmy z bardzo prestiżową nagrodą z Łodzi. Do tego nagroda na 47 Ogólnopolskim Przeglądzie Teatru Młodych „DZIATWA 2026” w Łodzi to niesamowity sukces dla Akademii ale i dla samego Miasta Rybnika. Na każdym festiwalu reprezentujemy Rybnik.
Zobacz także