Śnieżka i krasnoludki o wielkich sercach

04.01.2026 Kultura i rozrywka

„Hej ho, hej ho, do pracy by się szło” – śpiewa kilku panów trochę jeszcze niemrawo i nie tak naturalnie jak przy goleniu, bo z kartki, ale z każdą próbą widać, że praca na scenie wciąga ich coraz bardziej, że może by który nawet chciał odwiesić na hak garnitur, który krępuje go w urzędzie czy kopalni i zamienić się z jakimś pierwszoplanowym aktorem?

Zdj. Michał Koczy

– Chodź, chodź, poznaj moje krasnoludki – zachęca mnie ksiądz Marek Noras, dziekan dekanatu, proboszcz Starego Kościoła i reżyser „Królewny Snieżki i siedmiu rybnickich krasnoludków”. Chopy wybuchają śmiechem, bo wiedzą, że w niczym nie przypominają wesołych ludzików znanych z bajek dla dzieci. Może gdyby mieli choć czerwone czapeczki? Ale to później – stroje ksiądz przywiezie dopiero za kilka dni. Boże drogi – czy te chopy się do nich wcisną? Wiara czyni cuda.

Przynajmniej Apsik z rozmiarem kubraczka nie powinien mieć problemu. Kamraty dźwigają go dziarsko i niosą do miski, bo Królewna Śnieżka chce, by krasnoludki się umyły, a Apsik trochę uparty.
– Ale dlaczego to mam być ja? – pyta niesiony już w stronę kąpieli wiceprezydent Rybnika Arkadiusz Marcol, podejmując jeszcze bardziej wesołą niż rozpaczliwą próbę lekkiej zmiany scenariusza. – Bo jesteś z nas najlżejszy – rzuca Gapcio, czyli ksiądz, reżyser i aktor w jednym, co wzbudza największą radość u tych, którzy z rad dietetyka raczej nie korzystają.

Cóż robić, Apsik dla dobra sprawy (a sprawa jest wyjątkowo dobra!) musi się poświęcić, co robi z entuzjazmem. Zresztą publiczności, gdyby tylko znajdowała się w sali chwałowickiego domu kultury, gdzie odbyły się pierwsze próby spektaklu – też nie uszłoby na sucho. Zimny prysznic nikomu jeszcze nie zaszkodził, a wodą święconą to już na pewno.

Czysty teatr

– Gdzie się podział kurz?! – woła któryś z krasnoludków, przyglądając się deskom w podłodze na kolanach. – W teatrze nigdy nie było tak czysto – odpowiada wzburzony Nieśmiałek, czyli Michał Wojaczek, dyrektor rzeczonego teatru, do którego z Chwałowic przeniosły się już bardziej zaawansowane próby. Dobrze, że Śnieżka wysprzątała izdebkę, bo wiceprezydent na próbę do teatru przyjechał prosto z jakiegoś przedświątecznego spotkania w garniturze zamiast w dresie.
Tu już jest piękna scenografia, ktoś puszcza muzykę (podczas premiery na żywo będzie grał Carrantuohill), a na scenie, ale też pod nią i między krzesłami biega sporo dzieci, które w lesie krasnoludków zagrają słodkie zwierzątka.

6-letnia Ola będzie zającem, a jej o rok starszy brat lisem. – Wystraszę się niedźwiedzia – zdradza dziewczynka. – Bo to niedźwiedź na diecie! – mówi chłopak. Mali aktorzy nie mają tremy, dla nich to nie pierwszyzna, wszak w przedszkolu grają teraz w jasełkach, i to nie zwierzątka, a anioły, i nie przed byle tam jakąś teatralną publicznością, tylko babciami i dziadkami.

Zdecydowanie bardziej stresują się dorośli, czego nie zmienia nawet sceniczne doświadczenie. – Trochę wprawy mam, bo od kilku lat sam prowadzę gwarki, ale stres jest – przyznaje Łukasz Małek, dyrektor kopalni Chwałowice, który po godzinach zamienia się teraz w Gburka. Był już kiedyś krasnalem, bo jak koledzy z kopalni dowiedzieli się, że zagra w przedstawieniu u księdza Norasa, to na gwarki sprezentowali mu czapkę krasnoludka. Zresztą w każdej bajce krasnale to górnicy. Kto wie, czy reżyser nie poprosi dyrektora kopalni, żeby przywiózł z gruby parę prawdziwych kilofów? Trudno będzie mu odmówić, wszak ksiądz zawsze w Barbórkę współprowadzi nabożeństwo w kopalnianej cechowni, a potem ramię w ramię z górnikami maszeruje do kościoła za familokami w Chwałowicach. Na szczęście na razie reżyser każe yno godać dyrektorowi po śląsku i się nerwuje jak zamiast „wongiel” powie „węgiel”. Na pytanie, czy jego górnicy też podśpiewują sobie jeszcze „hej ho, hej ho, do pracy by się szło”, dyrektor kopalni zamyśla się bardzo i rzuca tylko „że kiedyś inaczej się pracowało.”

Może od Gburka bardziej pasowałoby mu imię Mędrek? Przynajmniej tak twierdzi żona dyrektora Gabriela Małek, która także gra w przedstawieniu – Elfa. – Lubi mędrkować ze względu na swój zawód, ale w sumie Gburek też mu trochę pasuje – śmieje się pani Gabriela, dodając, że „chyba każdy potrafi odnaleźć w sobie jakąś cechę u każdego z krasnali”. Zanim Elfka została nauczycielem, uczyła się w szkole krawieckiej, dlatego na stole w krasnoludzkiej chacie będzie leżała jej narzuta. – Ksiądz zaproponował, bym uszyła jeszcze poduszki, ale było ich ciut za dużo na moje możliwości. Ile? 200!

Od lewej: Gburek – Łukasz Małek, Śpioszek – Przemysław Grycman, Apsik – Arkadiusz Marcol,  Gapcio – ks. Marek Noras,  Mędrek – Roman Kurzeja. Zdj. Aleksander Król

Ksiądz ma dar

Cały ksiądz Marek! Gdyby Krzysztof Zanussi, który akurat gościł w bibliotece, zajrzał po sąsiedzku do teatru byłby pod wrażeniem reżysera-duchownego. Gestykuluje, biega, poprawia, ale i słucha aktorów, na przykład kreatywnego Apsika, który „zamienia” zwykłą wodę w misce w „święconą”. I to podoba się reżyserowi. „Śnieżka i siedmiu rybnickich krasnoludków”, to nie pierwsza sztuka księdza Norasa – dwa lata temu wyreżyserował już „Rybnicką Opowieść Wigilijną”, o czym mówiło się wszędzie. Nic dziwnego, skoro odważny reżyser w roli grabarza obsadza… prezydenta miasta Piotra Kuczerę. Ten też musi mieć talent, bo znów dostał jedną z głównych ról, mimo że na próby chodzi rzadko.

Gdy pytam księdza Norasa o aktorów – czy są tu jakieś oskarowe role, uśmiecha się szeroko: Panie redaktorze, jakby to powiedzieć, no Gapcio, Gapcio – to tak. Zaraz, kto gra Gapcia? A, ja – śmieje się duchowny. – A tak na serio, to wszyscy jesteśmy amatorami, ale myślę, że jak każdy włoży w to swoje serce, będzie to naprawdę dobre przedstawienie. Przede wszystkim trzeba pokazać radość – mówi ksiądz Noras, którego jak mało kogo cieszy teatr. W przedstawieniach grał, odkąd pamięta – w szkole, w seminarium… – Myślę, że to jest dar od Pana Boga… Ta moja pogoda ducha. Jako człowiek radosny postanowiłem ubogacić rok jubileuszowy Starego Kościoła – 225. rocznicę jego poświęcenia – czymś wesołym. No, a kogo nie bawią prawdziwe bajki? Nie te japońskie czy tam nie wiadomo skąd, ale takie nasze. Kto z nas nie zna przygód Królewny Śnieżki i siedmiu małych krasnoludków? – uśmiecha się ksiądz Marek. A to wyjątkowo dobra bajka. Bo Śnieżka i krasnoludki będą zbierać też pieniądze na wyposażenie rybnickiego hospicjum.

Redaktor Naczelny
Aleksander Król

Zobacz także

Krasnoludki z Rybnika mają wielkie serca! Zebrali ponad 40 tysięcy na hospicjum!
Krasnoludki z Rybnika mają wielkie serca! Zebrali ponad 40 tysięcy na hospicjum!

Krasnoludki z Rybnika mają wielkie serca! Zebrali ponad 40 tysięcy na hospicjum!

Rybnicka „Śnieżka” dla rybnickiego hospicjum
Rybnicka „Śnieżka” dla rybnickiego hospicjum

Rybnicka „Śnieżka” dla rybnickiego hospicjum