Strona główna/Aktualności/Kultura i rozrywka/Rybniczanka w finale „Szansy na sukces”. Do Opola (..)

Rybniczanka w finale „Szansy na sukces”. Do Opola zabrakło niewiele

27.11.2025 Kultura i rozrywka

To była piękna przygoda, która dobiegła końca w wielkim finale. 21-letnia Ania Pawliczek, choć nie wygrała ostatniego odcinka „Szansy na sukces”, przekonała do siebie publiczność występem w duecie z Natalią Kukulską i znalazła się w gronie trzech najlepszych uczestników sezonu. – Udział w programie był dla mnie niesamowitym doświadczeniem, które zapamiętam do końca życia – przyznaje rybniczanka i zapowiada, że to nie koniec jej starań o występ na deskach opolskiego amfiteatru.

Wśród finalistów „Szansy na sukces”, którzy 23 listopada stanęli do walki o występ na opolskim festiwalu, znalazła się także Ania Pawliczek z Rybnika. Miejsce w finale zapewniła sobie wygrywając odcinek poświęcony twórczości Jarosława Kukulskiego. Wówczas zdobyła uznanie jurorów interpretacją piosenki „Życia mała garść” z repertuaru Krzysztofa Krawczyka.

Dla 21-letniej wokalistki finał „Szansy na sukces” był zwieńczeniem pięknej przygody i wieczorem pełnym emocji. Zdj. Szansa na sukces / TVP2

Do finałowego odcinka przygotowywała się pod okiem Natalii Kukulskiej, która zaprosiła ją do swojego studia.

– To był dla mnie wielki zaszczyt. Byłam chyba jedyną osobą, która miała taką dodatkową próbę. Pani Natalia jest niezwykle ciepłą, skromną i profesjonalną osobą, która bardzo motywuje do działania – podkreśla rybniczanka.

Ania, w ramach podziękowania, przywiozła artystce tradycyjny śląski obiad, co Natalia Kukulska z sympatią wspominała później na wizji.

– Moja mama świetnie gotuje, więc spakowała mi rolady, kluski, sos. Pani Natalia była zaskoczona, gdy przyjechałam z dwoma pudłami, ale bardzo jej smakowało – opowiada Ania.

Z uśmiechem dodaje, że prawdziwa śląska kuchnia jest bezkonkurencyjna. – Gdy byliśmy w Warszawie, zamówiliśmy w restauracji kluski śląskie i to zupełnie nie był ten smak. Myślę, że powinni się od nas uczyć! – żartuje.

– Współpraca z Natalią Kukulską była dla mnie wielkim zaszczytem – podkreślała rybniczanka. Zdj. archiwum prywatne

Kto wygrał Szansę na sukces?

Do finałowej walki o występ w Opolu stanęło jedenastu artystów.

– Stworzyliśmy naprawdę fajną, zgraną grupę. Mimo że każdy walczył o swoje, byliśmy dla siebie bardzo życzliwi. Poznanie wszystkich finalistów osobiście było wspaniałym doświadczeniem – przyznaje Ania Pawliczek, która rozpoczęła rywalizację od występu w duecie z Natalią Kukulską. 

Razem wykonały piosenkę „Im więcej Ciebie tym mniej”. O dalszym losie uczestników decydowali widzowie w głosowaniu SMS.

– Konkurencja była tak silna, że nawet nie próbowałam zgadywać, kto może znaleźć się w ścisłej trójce. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogę to być ja. Kiedy wyczytywano nazwiska, po prostu zamknęłam oczy i czekałam. To było ogromne zaskoczenie – mówi o werdykcie pierwszego głosowania telewidzów.

W drugim etapie Ania musiała zaprezentować się solo. Wylosowała utwór „Trudno nie wierzyć w nic” z repertuaru zespołu Raz, Dwa, Trzy. Ostatecznie główna nagroda powędrowała do Małgorzaty Boć z Rzeszowa.

Ania Pawliczek znalazła się w ścisłej trójce finalistów programu. Zdj. Szansa na sukces / TVP2

Inna droga do Opola?

Chociaż marzenie o Opolu musi na razie poczekać, dla 21-letniej wokalistki udział w programie okazał się impulsem do działania.

– Po wszystkim wróciła szara rzeczywistość i poczułam pewną pustkę. Jednak miłe słowa od Natalii Kukulskiej i ogromne wsparcie widzów popchnęły mnie do przodu. Nie chcę już więcej robić przerwy od śpiewania. Dostałam mnóstwo wiadomości z sugestią, że powinnam stworzyć własną piosenkę i zgłosić ją na Koncert Debiutów, który odbędzie się podczas 63. Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Bardzo mnie to podbudowało i zaczęłam o tym poważnie myśleć – przyznaje.

Kto wie, być może już za rok zobaczymy ją na deskach opolskiego amfiteatru, tym razem z autorskim utworem?

– Chcę iść za ciosem. Skoro zaszłam tak daleko, czego kompletnie się nie spodziewałam, to coś znaczy. Szkoda by było teraz to zaprzepaścić, zwłaszcza kiedy jestem na fali i ktoś mógłby mnie zauważyć – zapewnia Ania Pawliczek.

dziennikarz
Dominika Rauk
do góry