Rybnickie kobiety babskiego combra
Teresa Szulc, mistrzyni monologu, Michaela Sczansny, specjalistka od scenografii i kostiumów, oraz Barbara Zielińska, przewodnicząca Wysokiego, a w Sprawach Babskich Nigdy Nieomylnego Prezydium – to między innymi one stoją za sukcesem niedobczyckiego babskiego combra, choć słowo sukces nie jest tu odpowiednie. Bo to prawdziwy socjologiczny fenomen, którego skala zaskakuje nawet samych organizatorów – w tym roku na 16 combrach bawić się będzie już ponad 3200 kobiet! Pierwszy wieczór już jutro, 23 stycznia.

Dziś nikogo już nie dziwią podjeżdżające pod Dom Kultury w Niedobczycach autobusy pełne kobiet, a bawią się tu panie z Warszawy, Bielska-Białej, Nowego Sącza… – Kupują hurtowo po 50-100 biletów, nic dziwnego, że te znikają w tempie kabaretowego Ryjka – opowiadają rybniczanki Michaela Sczansny i Teresa Szulc, które od lat są w ekipie dbającej, by każda edycja combrów, wzorowanych na górniczych gwarkach, była niezapomnianym przeżyciem. I nie może być inaczej, skoro panie bawiły się już w Paryżu i na greckim Olimpie, w cygańskim taborze i na Dzikim Zachodzie, były świadkami lądowania kosmitów czy rywalizacji diabłów z aniołami. I tak od 1997 roku. Przed nami 28. edycja, która, nie zdradzając zbyt dużo, będzie miała teatralno-telewizyjny scenariusz i Szwecję w tle.
Teśka – mistrzyni stand-upu
– Zawsze mam tremę, ostatnio musiałam nawet wpleść do monologu coś o moich trzęsących się szłapach, bo nie mogłam tego ukryć – przyznaje Teresa Szulc z Grabowni, choć ma spore doświadczenie sceniczne.
W latach 90. z sukcesami prezentowała swoje śląskie teksty w kilku edycjach Regionalnego Przeglądu Gawędziarzy i Wodzisławskich Spotkań z Folklorem. W 1994 roku została Mistrzem Humoru Śląskiego i kilkukrotnie była w półfinale konkursu Ślązak Roku, a zaczynała od wiców opowiadanych na barbórce emerytom kopalni Szczygłowice, gdzie pracowała całe zawodowe życie. Najlepsze tematy na śląskie gawędy podsuwa jej życie, tak było choćby z pamiętną strzelnicą sportową w pobliżu jej domu.
– Zamiast strzelać od chałup w strona lasa, strzelali z lasa na chałupy. Kulki furgały nom po całym placu, a rybiorze, co tu ryby chytali, uciekali z okrzykiem: padnij! – wciąż pamięta tekst, który dał jej pierwszą poważną nagrodę, ale konkursy przyniosły jej też coś więcej.
– Poznałam wielu wspaniałych ludzi, bo osoby startujące w gawędziarskich konkursach naprawdę są wyjątkowe – mówi. Tak poznała Czesława Żymłę i Aleksandrę Harazim-Bąk, wodzirejów niedobczyckich babskich combrów, do których dołączyła w 2009 roku. Najpierw była podstoliną i opowiadała dowcipy, dziś bez jej monologów zwyczajnie nie ma combrów.
– Najbardziej podobała mi się piekielno-niebiańska edycja, bo miałam piękny strój aniołka, choć nie było mi do śmiechu, jak mi te skrzydła wiertali – opowiada.
.jpg?1769093000511)
Była już krasnoludkiem z bajki i lokalną Magdą Gessler, a pierwszy monolog wygłosiła w combrze „pod paragrafem”. Dziś dopracowuje kolejny. – Ale usłyszymy go dopiero na premierze combru, nigdy wcześniej – zdradza Michaela Sczansny.
Michasia – ekspertka od dekoracji i kostiumów
– Kiedy pada temat kolejnego combru, od razu wiem, co będzie miała ubrane Teresa, w jakim sklepie widziałam coś, co na pewno mi się przyda i co włoży Ola, która nie ma żadnych oporów i włoży wszystko, co wymyślę. Czasami Marian Wolny łapie się za głowę, słysząc o moich pomysłach na dekoracje – śmieje się Michaela Sczansny.
Tak było choćby z chatką z piernika, z komina której wydobywał się dym, ale Michasia stoi za wszystkimi kreatywnymi pomysłami – pięknymi amforami w edycji greckiej czy palmami i spódniczkami z trawy w tej afrykańskiej. A wszystko zaczęło się, gdy miała 9 lat i stanęła przed wystawą domu towarowego.
– Była zima, a ja z czołem przyklejonym do szyby przyglądałam się, jak dekoratorki ubierają manekiny i ozdabiają witrynę. Kiedy mama mnie znalazła, nie potrafiłam oderwać czoła przymarzniętego do szyby – wspomina ze śmiechem.
Tamto marzenie o byciu dekoratorem wystaw sklepowych udało się jej zrealizować – w zawodzie, który dziś już nie istnieje, pracowała siedem lat. Potem była plastykiem-dekoratorem w klubie Empik, a następnie w DK w Niedobczycach. Kiedy ruszył babski comber, w holu placówki przygotowała skromną wystawę o roli kobiety w ówczesnym męskim świecie, a dziś realizuje z rozmachem kolejne scenografie. To ona wymyśliła wenecki balkon dla Julii, który misternie wycinała w styropianie, i piętrowy dziób statku „Dar Combra”, a na „paryskim” słupie ogłoszeniowym jej projektu zawisły oryginalne plakaty przywiezione z Francji.
– Długie na pięć metrów banery maluję na kolanach – opowiada o dekoracji combrowej sceny.

Od kilku lat jest na emeryturze, ale bezczynność nie jest dla niej – tworzy artystyczne kompozycje i maluje obrazy. „Znów jesteś brudna od farby” – często słyszy od męża. – Jestem brudna, ale szczęśliwa – odpowiada. I co roku w okolicach października rozpoczyna pracę przy combrze.
– Mam tyle pomysłów, że mogłabym zrobić dwie scenografie – mówi.
Pracy nie kończy w dniu premiery, bo zdarza się jej zasiadać w wysokim prezydium tuż obok Barbary Zielińskiej.
Basia – mistrzyni drugiego planu
200 rywalizujących ze sobą kobiet w jednym miejscu? To się nie może udać – tak pomyślała, gdy usłyszała o babskim combrze. Do wysokiego prezydium trafiła na zastępstwo i została na 15 lat – w tej edycji będzie przewodniczącą aż 16 weekendowych babskich wieczorów.

– Bawią się z nami różne kobiety, w różnym wieku. W ubiegłym roku wnuczka poprosiła o „Sto lat” dla 80-letniej babci, z którą przyszła. Babski comber integruje, to prawdziwe kobiece święto – mówi Barbara Zielińska, wieloletnia dyrektorka MDK-u, dla której siłą combrów są też organizatorzy.
– Spotkałam tu ludzi bezinteresownych, zaangażowanych i serdecznych, którzy są jak rodzina. Czekamy cały rok, żeby znów się spotkać i przeżyć razem coś fajnego – mówi.
Zobacz także
Wenecki karnawał na babskim combrze w Niedobczycach
3000 uczestniczek babskich combrów w Niedobczycach