Strona główna/Aktualności/Kultura i rozrywka/"Piękni i młodzi"- spotkanie z Małgorzatą Płoszaj

"Piękni i młodzi"- spotkanie z Małgorzatą Płoszaj

17.12.2022 Kultura i rozrywka

Rok temu na pulpicie komputera stworzyła katalog. Nazwała go „książka”. Pierwszy wpis dotyczył ukochanej rodziny Haasów. Potem dołączyli kolejni: Mannebergowie, Rybowie, Leschczinerowie, Katzowie, Aronade… Mieszkańcy Rybnika. Żydzi. To właśnie im - zwykłym rybniczanom o niezwykłych życiorysach - Małgorzata Płoszaj poświęciła swoją debiutancką książkę „Piękni i młodzi. Opowieści o rybnickich Żydach z Szuflady Małgosi”, której premierę zaplanowano 18 grudnia na Ignacym.

Małgorzata Płoszaj i jej piękni i młodzi, czyli fotografia, która trafiła na okładkę jej książki. Zdj. Wacław Troszka

- To nie miała być opowieść o miejscach, religii czy obyczajach, ale o ludziach, którzy mieszkali tu w czasach naszych rodziców, dziadków i pradziadków. Różnili się tylko tym, że modlili się w synagodze i obchodzili święta w inne dni - mówi Małgorzata Płoszaj.

Byli bogaci i biedni, kochali i cierpieli, mieli zalety i wady. Byli... Dzięki rybniczance znów są. Taki Max Leschcziner na przykład, dawny właściciel domu towarowego przy rybnickim rynku - powiedzieć o nim nietuzinkowy to jak nic nie powiedzieć.

- Stał mi się niezwykle bliski właśnie w trakcie pisania, a nie planowałam nawet przybliżać losów rodziny Leschczinerów. Dostałam jednak wspomnienia spisane w Kanadzie przez Harry’ego Grauera, który opowiadał, że jako dziecko bywał w Rybniku u swojej babci na placu Wolności, w sklepie kolonialnym Aronadów, gdzie pachniało kawą, oraz u ulubionego wujka Maxa. Fascynował chłopaka. Nic dziwnego - Żyd wierzący w reinkarnację, który w poprzednim wcieleniu miał być cesarzem japońskim, często noszący kimono i zdaniem chłopca mówiący po japońsku, do tego kolekcjoner motyli i ciem, w prowincjonalnym Rybniku musiał uchodzić za wyjątkowego ekscentryka. Jego tata, nobliwy Żyd, pewnie ukrywał dziwactwa swojego syna, który na dodatek planował rozwód z żoną. Ostatecznie wyjechał w 1940 roku z rodziną do Triestu, gdzie został internowany, ale też przeszedł na katolicyzm. Wojnę przeżył we włoskim klasztorze w Salerno. W starszym wieku zrobił prawo jazdy i zginął w wypadku samochodowym - opowiada rybniczanka.

Jeszcze przed wysłaniem książki do druku nie wiedziała, jak wyglądał Max-ekscentryk. - Jest na kilku zdjęciach, ale nie wiedziałam, że to on - mówi Małgosia, która właśnie rozwiązała kolejną zagadkę z przeszłości. I już wie, że Maks jest na zdjęciu poniżej.

Max Leschcziner - z książką. Z drugiej strony siedzi jego żona Grete. Nad Maxem stoi Thea Priester (mama Harry'ego Grauera, który opisał Maxa). Z drugiej strony (za Gretą) stoi Max Grauer, mąż Thei. Dwie starsze panie to: obok Maxa Leschczinera jego starsza siostra Olga Priester oraz najprawdopodobniej mama Grety. Z tyłu stoją Fritz Aronade (z zakolami i w muszce), jego żona Herta Aronade - patrzy na Fritza. Zdjęcie pochodzi z albumu Thei Priester, a Małgosia dostała je dzięki uprzejmości Karen Grauer (wnuczki Thei) z Kanady

Szuflady pełne opowieści

Dotąd pisała do szuflady, i to dosłownie. Od dziewięciu lat na blogu „Szuflada Małgosi” z pasją opisuje losy rybnickich Żydów. Jest jak prywatny detektyw, śledczy i archiwista IPN-u w jednym.

- Jestem nawet lepsza od IPN-u. Mam teczkę na prawie każdego rybnickiego Żyda, o jakim usłyszałam - mówiła mi przed laty, prezentując ułożone alfabetycznie segregatory z nazwiskami (GR 2011/02) link do wydania GR.

Pamiętam też zdjęcie małej Magdy - jej dorosłej dziś córki - na jednym z żydowskich kirkutów. To właśnie ona miała napisać szkolną pracę na temat rybnickich Żydów, a mama próbowała jej w tym pomóc. Wtedy przekonała się, że wiedza na ten temat jest znikoma i jeżeli czegoś nie zrobi, wkrótce ludzie o nich zapomną, na zawsze.

- Nie myślałam o napisaniu książki, w życiu! Blog jest bardzo osobisty, taki mój. Mogę tam pisać, co i jak chcę, używać śląskiego, a czasem przekleństw, a niezainteresowani nie muszą go czytać, bo za to nie płacą. Inaczej jest z książką - mówi.

Uległa jednak namowom znajomych, w tym przyjaciółki Aleksandry Tomasik, która zresztą została główną sponsorką jej książki. Tak powstali „Piękni i młodzi. Opowieści o rybnickich Żydach z szuflady Małgosi”. Książka ma 12 rozdziałów, ponad 200 zdjęć i ilustracji oraz ponad 300 stron. Na każdej - fascynująca opowieść o rybnickich rodach żydowskich, wszystko rzetelnie udokumentowane i sprawdzone merytorycznie, a przede wszystkim napisane od serca.

Pierwsza książka Małgorzaty Płoszaj. Materiały pracowe

- To zbiór reportaży historycznych, w których pozwalam sobie na własne przemyślenia i opinie, a czasami na odrobinę fantazji, oczywiście w granicach rozsądku, bo przecież żona Fritza Aronade mogła się podśmiewywać z jego powiększających się zakoli, szczególnie że jego ojciec i wujek mieli taki sam estetyczny problem - mówi z uśmiechem.

Książkę zaczęła od rodziny Haasów, na punkcie których, jak mówi, ma wieloletniego bzika. Napisała też o Mannebergach, z potomkami których spotkała się w Rybniku i w Izraelu, o dyrektorze ochronki żydowskiej i jego żonie, o siostrach Ryba, które dzięki niej stały się też bohaterkami wzruszającego spektaklu teatru Safo, czy o niewiadomskim karczmarzu Salo Brauerze, którego historię rozgryzała dwa lata. Pisząc o ostatnim rybnickim rabinie Zygmuncie Kohlbergu ustaliła ponad wszelką wątpliwość, że zginął zastrzelony w obozie KL Plaszow, a nie, jak sądziła jego rodzina, w Ukrainie.

- Każdy z moich książkowych bohaterów jest mi na swój sposób bliski - mówi.

Juliusz i Berta Haase w ogrodzie (ok. 1905). Z archiwum rodziny Haase

Byli piękni i młodzi

Trzy lata temu napisała na blogu o mieszkającym przed wojną w Rybniku Alfredzie Glücksmannie, naukowcu specjalizującym się w embriologii i badaniach nad rakiem. Prymusa przypominał już w 1921 roku, na zdjęciu zrobionym w rybnickim ogrodzie, otoczony grupką przyjaciół. Przysłała go Małgorzacie Płoszaj jego córka - Miriam, emerytowana profesor socjologii, mieszkająca w Wielkiej Brytanii. Okazało się, że jej tato przyjeżdżając do Cambridge w 1933 roku miał z sobą kopertę ze zdjęciami z przedwojennego Rybnika.

- Kiedy spojrzałam na fotografię grupy rybnickich nastolatków, pomyślałam: jacy oni są piękni i młodzi, a za kilka lat wybuchnie wojna i wszystko się zmieni - wspomina.

Zdjęcie trafiło na okładkę, określenie - do tytułu, a losy 12 nastolatków z przedwojennej fotografii - do książki. - Zginęli ci, którzy zostali w Rybniku - zdradza Małgorzata Płoszaj. 

Dwanaścioro rybniczan w 1921 roku. Zdjęcie z archiwum rodziny Glucksmanów

Swoją książkę Małgorzata Płoszaj dedykuje wszystkim rybniczanom, ale też potomkom byłych rybniczan.

- Dla nich też ma ona wyjątkową wartość. Niektórzy potwierdzili już swój przyjazd do Rybnika na spotkanie autorskie. Być może też Wydawnictwu Rudy uda się przełożyć książkę na język angielski - mówi.

W najbliższą niedzielę (18 grudnia) o 16.00 w Zabytkowej Kopalni „Ignacy” w Niewiadomiu Małgorzata Płoszaj będzie rozmawiać o swojej książce z dziennikarką Aleksandrą Klich.

- Wierzę, że to będzie ważna dla rybniczan książka - mówi Małgorzata Płoszaj.

Autor: Sabina Horzela-Piskula

Piękni i młodzi. Niezwykła i wzruszająca książka o rybnickich Żydach

11 zdjęć

Od 10 grudnia w księgarni Orbita można będzie kupić książkę rybniczanki Małgorzaty Płoszaj, przewodniczki po Rybniku i Zabytkowej Kopalni „Ignacy” w Niewiadomiu, tropicielki śladów przeszłości, autorki bloga „Szuflada Małgosi”. Książka „Piękni i młodzi. Opowieści o rybnickich Żydach”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Rudy, odkryje przed czytalnikami świat i ludzi, o istnieniu których wielu rybniczanek i rybniczan nie miało pojęcia - świat rybnickich Żydów.

do góry