Strona główna/Aktualności/Kultura i rozrywka/O świętach, których nie będzie

O świętach, których nie będzie

01.04.2022Kultura i rozrywka

Mamy wiele podobnych wielkanocnych tradycji. W Ukrainie też święci się potrawy, oblewa wodą i maluje pisanki. Są też różnice; najważniejsza – u nas nie ma wojny. – Świąt, jakie znamy, nie będzie. Ludzie być może pójdą do kościoła, ale nie będzie tego nastroju pełnego radości – mówi Ukrainka Mariana Bologa. To ona opowie nam o ukraińskiej Wielkanocy, która w tym roku przypada 24 i 25 kwietnia.

Zdj. Dominika Kufieta

 W Rybniku mieszka od trzech lat. Przyjechała z Charkowa, gdzie skończyła studia, do przyjaciółki, którą poznała jeszcze w Białogrodzie nad Dniestrem. – Zawsze widziałam się gdzieś tam, niekoniecznie w Ukrainie. Dość szybko się zaadaptowałam i nauczyłam języka polskiego, choć w porównaniu z prawie 1,5-milionowym Charkowem Rybnik to małe miasto i na początku było mi ciasno – mówi 23-letnia Mariana. Pracuje w firmie zatrudniającej Ukraińców – legalizuje pracę i pobyt cudzoziemców i koordynuje ich pracę. Jest też wolontariuszką 28. Dzielnicy.

 One

 Mariana wychowała się w rodzinie silnych kobiet, we wsi pod Odessą, w której przed wieloma laty osiedlili się Bułgarzy. Babcia i mama wciąż tam mieszkają, jej starsza siostra razem z mężem i dziećmi siedem lat temu przeprowadziła się do Rosji.
 – Nie rozmawiamy o wojnie, chcemy się trzymać razem i wspierać. Siostra dużo pracuje i stara się nie oglądać rosyjskiej telewizji. Mama opiekuje się chorą babcią – nie chcą wyjechać z Ukrainy, mimo moich próśb. Rozumiem je, przecież nie można przesadzać starych drzew. Na początku wojny mama powtarzała mi: nie martw się, wszystko będzie dobrze. Zaskoczył mnie ten jej optymizm, bo znam historie Ukraińców uciekających przed bombami. Teraz wyczuwam, że mama jest coraz bardziej zmartwiona i zaczyna się bać – mówi.

 Wielki Tydzień

 – Dla Ukraińców Wielkanoc jest corocznym radosnym świętem. Oznacza nadejście wiosny i ożywienie natury. Jej tradycje są przekazywane z pokolenia w pokolenie – mówi Mariana i opowiada, że w jej rodzinnym domu już w wielką środę zaczynało się sprzątanie, które kontynuowano w tzw. czysty czwartek. Ten dzień Ukraińcy rozpoczynają od kąpieli, która ma oczyszczać i dawać zdrowie na cały rok, następnie po raz ostatni przed świętami, sprzątają swoje domy i ich otoczenie.
– Wierzący przestrzegają postu, a od czwartku wieczorem do niedzieli niczego już nie jedzą, z szacunku do Boga. Pamiętam, jak w tym czasie mój wujek, który jest księdzem, bardzo chudł. Wielki piątek upływał zwykle na modlitwach i wspomnieniach cierpienia Syna Bożego – opowiada. Najwięcej miłych wspomnień budzi jej 80-letnia dziś babcia Marija, Bułgarka z krwi i kości. 

"Dla Ukraińców Wielkanoc jest corocznym radosnym świętem. Oznacza nadejście wiosny i ożywienie natury"

 – Pamiętam, jak przez cały dzień paliła w piecu, aby ogrzać letnią kuchnię do odpowiedniej temperatury. Wstawała o 4 rano, żeby dobrze zagnieść ciasto na paskę (słodkawy drożdżowy chleb – przyp. redakcja), robiła to w dużym drewnianym korycie. Wciąż pamiętam smak gorącej paski, którą babcia dawała mi potajemnie, bo nie można jej jeść przed Wielkanocą. Piekła ją w piecu, który sama wybudowała, podobnie jak dom, dlatego ona nigdy stamtąd nie wyjedzie. Ten dom to całe jej życie... – mówi Mariana.

 Kosz ze śniadaniem

 – W sobotni wieczór w kościele zaczynało się całonocne nabożeństwo, na które zabierałyśmy kosz na święcenie. Były w nim: paska, jajka, pisanki, masło, szynka, sól, kiełbasa, twaróg domowy i chrzan. W zachodniej Ukrainie do kosza wkłada się też jajko obrane ze skorupki i jedno niepomalowane. Czasami również krzyże, medaliony, ikony i inne ważne dla ludzi przedmioty – opowiada Mariana, która na całonocne nabożeństwa chodziła z babcią.
– W kościele i na placu wokół niego zbierali się mieszkańcy z całej okolicy. Mimo chłodu stałyśmy tam całą noc, ze świecami w rękach – wspomina Mariana. Po powrocie do domu zaczynało się prawdziwe świętowanie. 

Woskresienije christowo albo pascha 

– Podczas śniadania trzeba było spróbować wszystkiego, co było w koszyku. Mamy też tradycję bicia się ugotowanymi jajkami. To, które okaże się najmocniejsze, wygrywa – mówi Mariana, która najbardziej lubiła jeść paskę twarogową z suszonymi owocami, przygotowywaną przez babcię z domowego twarogu.
– Ukraińcy wierzą, że Wielkanocą słońce wschodzi, tańczy nad horyzontem, bawi się i raduje z całym światem. Wielka Niedziela symbolizuje oczyszczenie duszy i pozbycie się grzechów. Tego dnia nie można się kłócić i powinno się wybaczać. Podczas Wielkanocy odwiedzamy też krewnych, a w lany poniedziałek młodzi ludzie oblewają się wodą. Ma to symbolizować wiosenne oczyszczenie, ale ludzie wierzyli też, że da im to siłę i zdrowie. W zachodniej Ukrainie młodzieniec, który nie został oblany, z pewnością w danym roku nie znajdzie żony – opowiada Mariana, która lubiła też przygotowywać pisanki.

 Zdj. Dominika Kufieta

 – Każda rodzina robi to inaczej. My farbowałyśmy jajka i oklejałyśmy podobiznami Matki Boskiej lub Jezusa – mówi Ukrainka, która szczególnie miło wspomina też bułgarską zabawę z pisankami, w którą bawiły się dzieci z całej okolicy. – Jeszcze przed Paschą kopaliśmy płaską jamę w ziemi, do której wrzucało się jajko, a kolejna osoba miała za zadanie je zbić – opowiada. – Na Paschę zwykle było już ciepło. To dodawało optymizmu. Czułam się, jakbym naprawdę rodziła się na nowo – dodaje. 

Ona 

Od trzech lat nie była w domu na święta. Najpierw przez pandemię. Teraz, wiadomo... – Przygotowałyśmy paski z przyjaciółką – kupiłyśmy formy i upiekłyśmy ciasto dla nas, rodziny i bliskich znajomych, tak jak miała w zwyczaju moja babcia, która z resztek paski robiła też słodkie grzanki. Wieczorami lubiła je jeść z herbatą – wspomina. Tęskni za bliskimi. Nie pierwszy raz. Miała 16 lat, gdy przeprowadziła się do Białogrodu nad Dniestrem. Zanim trafiła do Charkowa, to właśnie tam, przez 3 lata, uczyła się zarządzania i tańczyła. 

– Mama powiedziała: córko, trzymam za ciebie kciuki, dasz sobie radę, i pojechała do Moskwy, by zarabiać pieniądze na moją edukację. Zostałam sama, ale szybko stanęłam na nogi. Pewnie dlatego tak dobrze radzę sobie w życiu... Trafiłam też do zespołu tanecznego i zaczęłam występować. Wtedy już wiedziałam, że dam sobie radę – mówi Mariana, która tańczy od dziecka – tańce narodowe ukraińskie i bułgarskie, ale też współczesne. Chce do tego wrócić, bo mówi, że tańcząc czuje się szczęśliwa. – Jestem samotna „dziołcha”, ale w święta nie będę sama. Spędzę je raczej z przyjaciółką, jej mężem i jego rodzicami. Oni są mi najbliżsi – mówi Mariana Bołoga. I oczywiście zadzwoni do mamy i babci. 

Sabina Horzela-Piskula

do góry