Nibylandia rybniczanina Pitera Pana
Wczoraj występował w Warszawie z zespołem wokalnym Avocado, jutro na rybnickim rynku poprowadzi "Muzyczne walentynki", a potem pewnie kolejne wesele i jakąś osiemnastkę, a w międzyczasie obsłuży nas w InoWino. Bo Piotr Hartman, beatboxer, konferansjer i DJ, serwuje nie tylko muzykę.

– Wywodzę się z rapu – mówi. Dorastał na Nowinach, ulicę obok mieszkał Grubson. – Był dwa lata starszy. Spotykaliśmy się za szkołą, on z jamnikiem, czyli boomboxem na CD, stawał w kółku z kumplami i fristajlował, a ja z kolegą robiłem beatbox – wspomina przeszłość. Teraźniejszość to muzyka odtwarzana na duńskim sprzęcie składanym przez teścia, fachowca i audiofila, pozwalającym usłyszeć niuanse utworów, nawet grzmoty i deszcz w „Brothers in arms” Dire Straits.
– Muzyki nie słucham, ale odsłuchuję, ciągle poprawiam jakość brzmienia, żeby słyszeć więcej – przyznaje zafascynowany dźwiękami płynącymi w tle.
To nastrojowa Katie Melua – kiedyś nie do pomyślenia. – Jako nastolatek przez dwa lata słuchałem tylko jednej płyty grupy Molesta Ewenement – wspomina.
Rytm blokowiska
W jego domu było sporo różnorodnej muzyki, bo każdy słuchał czegoś innego.
– Mama muzyki polskiej, jeden brat hip-hopu, drugi punka, trzeci dyskotekowych kawałków, moja siostra Depeche Mode, a druga muzyki folkowej – wspomina.
Piotruś, jak nazywano go w domu, ze względu na chorobę nie mógł grać na ukochanej trąbce, mógł na gitarze, ale nie chciał. Piter, jak nazywano go na osiedlu, został więc beatboxerem, Piterem Panem; z sukcesami – w 2010 roku był wicemistrzem Polski. Mówi, że beatbox trzeba poczuć i daje próbkę „wokalnej perkusji”. Niezwykłe…

– Środowisko hip-hopowe, undergroundowe jest niezauważalne, a przecież przez lata działamy na rzecz kultury tego miasta, robiliśmy i wciąż robimy rzeczy, które uwrażliwiają i które są potrzebne – ocenia.
Takie właśnie były jego cykliczne imprezy „Luźne czwartki” i „Szacun na dzielni”, z miejscem na beatbox, hip-hop czy breakdance. – Mieliśmy świetne grupy taneczne Azizi Hustlazz, Oczy Ważki czy Bboya Huhera, ale też dobrych raperów czy grafficiarzy – ocenia kulturę, z której się wywodzi. Jego talent i pasję dostrzegli inni – grupa wokalna 6na6 zaprosiła go do wspólnych koncertów z gwiazdami, a w 2013 w projekcie „Rybnik HeyNow” z lokalnymi muzykami tworzył nową wersję rybnickiego hejnału.
– W moim życiu było parę osób, które ze szczerości serca chciały mi pomóc, bo zobaczyły we mnie jakiś potencjał – mówi.
Jedną z nich był Adam Ryszka z rybnickiego Empiku, w którym Piotr Hartman pracował jako event koordynator. – Wymyśliliśmy to stanowisko (śmiech). Robiłem wywiady z artystami, którzy przyjeżdżali do Rybnika, ale przede wszystkim reprezentowałem środowisko hip-hopowe, którego płyty sprzedawały się lepiej niż pop i rock – mówi. Przez dwa lata pracował też w największym Empiku we Wrocławiu. To tam otworzył się na muzykę.
– I to było piękne! Chodziłem na różne koncerty i kupowałem sporo płyt CD, najpierw przypadkowych, potem wybieranych już bardziej świadomie, bo więcej czytałem, słuchałem, poznawałem… – wspomina.
Siła (z) muzyki
Dwa lata temu wystąpił w koncercie „Power of Rybnik”, do którego zaprosił go muzyk Piotr Kotas. – Kiedy rozpisał na orkiestrę mój beatboxowy set, ten, który wymyśliłem przed laty, właśnie za tamtą szkołą na osiedlu, to się popłakałem. Zagraliśmy ten utwór w amfiteatrze w Niedobczycach z Kubą Więckiem, to było coś! – wspomina.
Muzyka pomogła mu w trudnych chwilach, a tych w jego życiu nie brakowało... Dziś mówi: rozwinąłem się na maksa. I już nie ogranicza się do hip-hopu, ale odkrywa Marka Knopflera, Chrisa Rea, Petera Gabriela, Krzysztofa Komedę…
– Wiele straciłem, nie słuchając całego piękna tej muzyki… Teraz nadrabiam te lata i wciąż zdarzają mi się muzyczne odkrycia. Mam albumy, które mnie wzruszają, których słucham w odpowiednich momentach życia, które dają mi ukojenie, albo które mnie napędzają – mówi.
I pozwala sobie zachwycić się brzmieniem lat 80. boską, jak mówi, Cindy Lauper, Davidem Bowie, Alphaville… – Jest wielu wykonawców z lat 80. i 90. również polskich, przy których można się świetnie bawić na imprezach – mówi DJ Piter Pan, założyciel firmy nibyland.events, zajmującej się oprawą muzyczną imprez, konferansjerką czy nagłośnieniem.

Piter Pan gra i na weselach, i na Ryjku 2022, tworząc dżingle między skeczami, i na otwarciu odcinka drogi regionalnej. – Moje życie to zabawa – mówi z uśmiechem.
Najlepszy DJ wśród kelnerów czy najlepszy kelner wśród DJ-ów?
Zaczynał u brata-kucharza na zmywaku. – Za każdym razem, kiedy chciałem uciec z gastronomii, wracałem – przyznaje. Od kilku lat jest też kelnerem w InoWino, profesjonalistą, podkreśla, a nie podawaczem.
– To jest sztuka usługiwania. Kocham to robić – mówi.
W Świerklańcu przygotowuje też koncerty, a niedawno poprowadził bal sylwestrowy. – Pracuje tu najlepszy zespół i właściciel, Paweł Nowak, który obok Adama Ryszki i Marka Bernackiego jest tą osobą, na którą zawsze mogę liczyć – zapewnia.

Mówi, że jego życie przypomina sinusoidę, dlatego dziś szuka balansu i jest na dobrej drodze – firma ma coraz więcej zleceń, trafił do kalendarza miejskiego, występuje z popularnym Avocado, myśli o nagraniu wymarzonej płyty…
– Chciałbym po prostu nie zgasnąć. I nadal się rozwijać – mówi Piotr Hartman, DJ Piter Pan.