Krzysztof Wacławiec: Wojna jest przekazywana dalej

21.09.2026 Kultura i rozrywka

Nosił je w sobie od dawna – historie przodków, opowieści znajomych, rodzinne anegdoty i własne wspomnienia. Dziś trzyma w dłoniach debiutancką powieść „W Pasie Oriona” – rodzinną sagę ze skomplikowanym Śląskiem w tle. – Kiedy mówię znajomym, o czym jest ta książka, zaczynają opowiadać mi historie swoich matek i ojców, babć i dziadków, prababć i pradziadków. Wszystkie one mają wspólny mianownik – są naznaczone wojną – mówi Rybniczanin Krzysztof Wacławiec. O bohaterach swojej książki opowie 23 września w rybnickiej bibliotece podczas Tygodnia Śląskiego.

Krzysztof Wacławiec i jego debiutancka powieść. Zdj. Wacław Troszka

– Powieść pomaga w pewnym stopniu rozliczyć się z przeszłością, z tym werhmachtowskim bagażem, który dźwiga wielu z nas. Jest świadectwem trudnych czasów, jakie mam nadzieję minęły bezpowrotnie. Ale pokazuje też, że Rybnik jest miastem magicznym, jak Barcelona Zafona, Paryż Eco, Drohobycz Schulza czy powojenna Warszawa Tyrmanda – mówi Krzysztof Wacławiec.

Oni

Bohaterami jego powieści są Rybniczanie – Matusz, Maks i Stasiek – dziadek, ojciec, syn. Wojny ich zmienią, zmienią też ich bliskich, bo takie właśnie są wojny. I już nie tak łatwo będzie wziąć na ręce córkę, która tych rąk nie zna, porzykać do Ponbóczka, ukryć się przed pamięcią i odzyskać siebie sprzed czasu, w którym padł rozkaz strzelania.

– Chciałem, żeby powieść wykraczała poza rzeczywistość I i II wojny światowej i powstań śląskich, dlatego oprócz losów Maksymiliana i Mateusza głównym bohaterem jest Stanisław, który zaciąga się do obcej armii i w imię cudzych idei zaczyna robić rzeczy, które wcześniej inni oprawcy robili jego rodzinie – opowiada autor.

Jego bohaterowie są jacy są dzięki jego talentowi i wyobraźni, ale też historiom, tym rodzinnym i tym zasłyszanym. To one inspirowały. Maks, rzeźnik, będzie bronił Polski we wrześniu '39, zostanie wcielony do Wehrmachtu, ale trafi do Armii Andersa, jak 90 tysięcy jemu podobnych. Stanisław z pozlepianą twarzą i duszą będzie szukać odkupienia, a cieśla Matusz, spotykać wojenne demony spacerujące po domu, który wybudował.

– Każdy z nich ma poczucie wplątania w bezlitosną machinę historii. I jeśli się nad tym zastanowić, doświadczenie wojny jest nieodłączną częścią historii naszych przodków, powracającym i nieuniknionym. I toczonym zwykle w imię cudzych interesów – mówi Rybniczanin. Bo wojna nie ma końca.

One

Ana, Adela, Frida, Ewa… Kobiety są ważnym dopełnieniem historii głównych bohaterów. Matki, żony, córki, sąsiadki, ukochane… One też toczą swoje własne wojny, ale w zupełnie innych wymiarach. Na okładce debiutanckiej powieści Wacławca nie ma żołnierzy, broni i wojny. Jest ona? – To tajemnica, którą rozwikła uważny czytelnik – mówi. Nie chce zdradzać, kim jest postać z portretu autorstwa jego córki Heleny, architektki, jak jej babcia Barbara Meisel, Rybniczanka, która zaprojektowała Okrąglak. Helena wpisała w portret gwiazdy z konstelacji Oriona, myśliwego, który ma w pasie trzy jasne gwiazdy. Żołnierze czasem go widzą, lecz on nawet na nich nie spojrzy. Ale gwiazdy mogą też być układem 3 pieprzyków na skórze…

– Pas jest jednym z najistotniejszych elementów umundurowania żołnierza. I w pewnym sensie wszyscy bohaterowie mojej powieści – Maksymilian, Stanisław i Mateusz, a także Pan Nikt, Dioboł, Alojz czy Erich są jedną postacią – zniewolonego żołnierza i myśliwego, którego życie zostało podporządkowane wojnie – wyjaśnia autor, który w motcie powieści umieścił słowa klątwy rzuconej na Gilgamesza, myśliwego i żołnierza, bohatera najstarszego zachowanego dzieła literackiego.

I konflikty powracają, wikłając kolejne pokolenia, które nie uczą się na błędach poprzedników. – Wojna nie kończy się w momencie, kiedy milkną działa. Krzywda rodzi zemstę, a przemoc – kolejną przemoc. Wojna pozostaje w człowieku i jest przekazywana dalej – mówi Rybniczanin.

On

Sam też wstydził się dziadka z Wehrmachtu, a potem dowiedział się o Armii Andersa. Wstydził się też godki, której zakazywała nauczycielka, bo brzmiała niemiecko. Dziś stara się o zrozumienie dla naszych dziadków z Wehrmachtu, którzy na szali stawiali chęć przeżycia i bezpieczeństwo swoich bliskich, bo zginąć jest łatwo, przeżyć to o wiele trudniejsza sztuka, jak pisze. – Książka pomaga poradzić sobie z tymi emocjami i może być swojego rodzaju przewodnikiem – mówi Wacławiec. 

– Chciałem stworzyć powieść pudełkową - mówi autor. Zdj. Wacław Troszka

Zdawał do łódzkiej filmówki, skończył filozofię i studium literacko-artystyczne, bo zawsze chciał pisać, nawet wtedy, gdy przez lata był urzędnikiem od cyferek w rybnickim magistracie. Dziś pisze, publikuje, czyta swoich mistrzów – Bruno Schulza, Jorge Luisa Borgesa, Alejo Carpentiera, Jacka Dukaja, Leopolda Tyrmanda, Wiesława Myśliwskiego i podpisuje kolejne egzemplarze debiutanckiej powieści w księgarni-antykwariacie „Wokulscy” przy Gliwickiej 3.

– Chciałem stworzyć powieść pudełkową, z ukrytymi wewnątrz opowieściami. Tym, co łączy wszystkie wątki, jest rodzina – mówi.

„W Pasie Oriona” jest bliskość i przemoc, ciepła kuchnia i sucha pustynia, czyste i brudne Ruda i Nacyna, starzik dyscyplinujący kijem czereśnię, która nie owocuje i narzędzia: nóż, karabin, różaniec i szydełko, opowiadające swoje własne historie. Jest ślonsko godka, humor i coś nieuchwytnego, coś spoza tego świata. – Zło cały czas jest obecne, tylko na chwilę gdzieś przysypia – opowiada Rybniczanin, którego fascynują ludowe i słowiańskie wierzenia. Sam wyrastał wśród babcinych opowieści, również tych o utopku z Nacyny, mieszkającym tuż za zakrętem, koło młyna. I utopiec-gwiyzdne stworzenie, pojawia się w powieści, podobnie jak wymyślone postacie Wij-wilczycy i Pełzogłodnicy czy te autentyczne, z kroniki Smolnej Longina Musiolika. Bo Rybnik jest ważny. Jest też magiczny, jak ten ze zbioru opowiadań o czasie, który Wacławiec właśnie kończy pisać.

– Dlatego nie potrafię tak po prostu wyjść poza to magiczne miejsce. To ziemia, która nas określa – mówi Krzysztof Wacławiec.

Spotkanie w rybnickiej bibliotece rozpocznie się w środę o 18.00 w ramach Tygodnia Śląskiego. 

Materiały prasowe

Dziennikarz
Sabina Horzela-Piskula

Zobacz także

Rozmowy z Rybniczanami na inaugurację Dni Miasta
Rozmowy z Rybniczanami na inaugurację Dni Miasta

Rozmowy z Rybniczanami na inaugurację Dni Miasta

Kobieta, która projektowała Rybnik
Kobieta, która projektowała Rybnik

Kobieta, która projektowała Rybnik