Strona główna/Aktualności/Jeżech z Rybnika/Ślązacy okiem gorolki z Rybnika: Ślązak na wczasach!

Ślązacy okiem gorolki z Rybnika: Ślązak na wczasach!

05.10.2022Jeżech z Rybnika

Anna Lepiarczyk przez wiele lat pracowała jako logopeda w przychodni na ulicy Więźniów Politycznych w Rybniku. Na Śląsk przyjechała z Lubelszczyzny. Teraz "okiem gorolki z Rybnika" opisuje Ślązaków. Kolejne części felietonu co środę na rybnicka.eu

Anna Lepiarczyk na Śląsk przyjechała z Lubelszczyzny. Zdj. Wacław Troszka

Kilka słów o umiejętności sprawnego organizowania się Ślązaków do różnych zadań, którą podziwiam i staram się nieudolnie naśladować. Otóż nasi znajomi Ślązacy, gdy mieli wyjeżdżać na wczasy, było to już co najmniej jeden rok wcześniej postanowione. Pół roku wcześniej wiedzieli gdzie pojadą, na jak długo, czym pojadą i którędy. Od tego czasu zaczynały się przygotowania: kupowanie ubrań dla siebie i męża oraz dzieci.  Stopniowo, nie wszystkie naraz, bez pośpiechu i nagłych wydatków. Środki na ten czas były „uszporowane”* od momentu powrotu z poprzednich wczasów. Chodziło o to, żeby na tych wczasach odpowiednio wyglądać, zaszpanować i w niczym się nie ograniczać.

Moja znajoma z tej rodziny, kiedyś mnie zaskoczyła, gdy byliśmy razem na wczasach.

Trwała wczasowa „dyskoteka” w bardzo ograniczonych, wręcz purytańskich warunkach, na nieheblowanych dechach, a ona jak nie zrzuci sweterka! A spod spodu wyjrzała bluzka cała w cekinach, wprost sylwestrowa. Faktycznie wtedy zaszpanowała.

Ciuchy całej jej rodziny, były prawie na wszystkie posiłki zmieniane. Ja i moja rodzina, mieliśmy po 3-4 bluzki na zmianę na całe wczasy. Poczułam się wtedy nijaka, ale niestety, nie umiem tak, jak ta znajoma.

Inna znajoma z turnusu kopalnianego, chodziła w klapeczkach na szpilkach, a przecież byliśmy w górach. Nie chodziła jednak po górskich trasach, tylko kazała mężowi wozić się autem do pobliskiego, górskiego kurortu na zakupy i na piwo.  O co tu chodziło? Ja wiem! Zaobserwowałam! Otóż w lecie musowo było wyjechać na wczasy, żeby sąsiedzi widzieli! Zresztą tamci robili to samo, choćby na tych wczasach się nudziło, nie zwiedzało, nie chodziło po trasach i różnych ciekawych zakamarkach, trzeba było jechać. Moja wspomniana znajoma, na których to wczasach i my byliśmy, liczyła dni do powrotu do domu, ale na wczasach była! Wszyscy dookoła to widzieli, choćby po ilości prania, które suszyło się na dworze. Nie wiem, może w moich rodzinnych stronach było podobnie, ale jeżeli już, to długo po moim wyjeździe. 

Przy okazji tych wczasów, zaobserwowałam jakiś dziwny matriarchat, na pewno charakterystyczny dla Ślązaków. Stale słyszałam i słyszę: „Rynia pojechała nad morze, mama pojechała do Włoch, Gabrysia jedzie w góry?”  Spytałam kilka osób, jak to? Sama jedziesz? Bez dzieci? „Ńiy! Śnimi!*” - Usłyszałam odpowiedź. To czemu mówisz tylko o sobie? - Bo tak się u nas godo! - odpowiedziała. (znowu nie wiem czy godo, czy goda!). Dziwne to dla mnie trochę. 

O organizacji, ale przede wszystkim o zapobiegliwości i przewidywaniu Ślązaków, świadczy też fakt gotowości do wydarzeń, które mogły nastąpić. Otóż, każdemu może się zdarzyć, w pewnym momencie życia pójść do szpitala lub lekarza. W szafie leżały przygotowane, i na co dzień nieużywane rzeczy: ładne ręczniki, bielizna nocna i dzienna, szlafrok, różne pantofle, ładna kosmetyczka. Rzeczy te były przeważnie otrzymywane z okazji urodzin, dzieciątka i innych okazji. Dotyczyło to zwłaszcza ludzi starszych. Bardzo dziwiło mnie zawsze, kiedy byłam w szpitalu, skąd ta pani młodsza czy starsza ma takie ładnie dobrane rzeczy? Przecież do szpitala idzie się często nagle. Potem domyśliłam się i staram się to naśladować. To zjawisko świadczy także o dużym praktycyzmie opisywanej w tym felietonie nacji. 

Anna Lepiarczyk

Słownik śląsko-polski

  • uszporowane - zaoszczędzone
  • Ńiy! Śnimi! - Nie! Z nimi!

Czytaj także: Ślązacy okiem gorolki z Rybnika "Ana, Ana, Ana, jo Cie zoł wi zoł dostana"

 

do góry