Nigdy nie jest za późno, żeby się rozkręcić

19.07.2026 Jeżech z Rybnika

Pierwsze wrotki kupiła córce. Niedługo później – również sobie. Dziś prowadzi Rybnicki Klub Wrotkarski, szkoli dzieci, działa w komisji ds. jazdy figurowej przy Polskim Związku Sportów Wrotkarskich, tworzy autorskie planery i szyje akcesoria dla wrotkarzy. – Nigdy nie jest za późno na marzenia i na to, by zacząć coś od nowa – przekonuje Natalia Jakubiak, która swoją przygodę z jazdą figurową na wrotkach rozpoczęła w wieku 36 lat.

A wszystko zaczęło się od popularnego serialu dla dzieci.

– Moja starsza córka, zafascynowana Soy Luną, chciała nauczyć się jazdy na wrotkach. Pomyślałam, że spróbuję razem z nią – opowiada Rybniczanka.

Na początku towarzyszyła córce na rolkach.

– Było mi łatwiej, ponieważ jako dziecko często jeździłam na łyżwach. Ścigaliśmy się na lodowiskach, a zimą graliśmy w hokeja na rozlewiskach – wspomina.

– Ale wrotki na tyle mi się spodobały, że wkrótce kupiłam je również sobie. Razem z córką uczyłyśmy się pierwszych figur. Spróbowałam nawet jazdy w skateparku, jednak to nie było to. Na szczęście odkryłam, że istnieje jazda figurowa na wrotkach. I to był strzał w dziesiątkę! – przyznaje.

– Nigdy nie jest za późno na marzenia i na to, by zacząć coś od nowa – przekonuje Natalia Jakubiak. Zdj. Wacław Troszka

Wrotki online

Przy pracy zawodowej i wychowywaniu dwóch córek nowe hobby stało się także sposobem na znalezienie chwili wytchnienia.

– Wychodziłam pojeździć, ćwiczyłam nowe elementy i szczęśliwa wracałam do domu oraz codziennych obowiązków. To była taka godzina, podczas której mój mózg się resetował i odpoczywał – mówi wrotkarka.

Na co dzień Natalia pracuje w branży IT, gdzie zarządza zespołem odpowiedzialnym za jakość oprogramowania. Ten analityczny umysł bardzo pomógł jej w opanowaniu bardziej skomplikowanych figur.

– Chciałam wiedzieć, dlaczego coś wychodzi albo nie, zaczęłam więc analizować technikę jazdy: jak ustawić ciało, gdzie przenieść ciężar. Im więcej rozumiałam, tym bardziej mnie to wciągało – opowiada.

Większym wyzwaniem niż sama nauka figur okazało się znalezienie osoby, która mogłaby je pokazać i skorygować błędy. Zdj. Wacław Troszka

Paradoksalnie znacznie większym wyzwaniem niż sama nauka figur okazało się znalezienie osoby, która mogłaby je pokazać i skorygować błędy.

– Jestem uparta i konsekwentnie dążę do celu, ale momentami czułam ogromną frustrację. Widziałam w internecie, że dany ruch da się wykonać, ale nie wiedziałam jak. Na Instagramie wszystko wydaje się proste, niestety w rzeczywistości wcale takie nie jest – przyznaje Natalia z uśmiechem.

Jeździła więc na treningi do Katowic, a później uczyła się nawet od trenerów z odległej Nowej Zelandii i Hiszpanii podczas lekcji online. W czasie pandemii taka forma nauki stała się bardzo popularna i – wbrew pozorom – sprawdziła się także w jeździe figurowej na wrotkach.

– Ustawialiśmy telefon tak, żeby trener widział salę. On pokazywał ćwiczenie, my je wykonywaliśmy, a później poprawiał błędy. Może brzmi to dziwnie, ale naprawdę dawało rezultaty – mówi.

Od uczennicy do nauczycielki

Brak instruktorów w kraju był jednym z powodów, dla których Rybniczanka postanowiła sama uczyć.

– Ludzie coraz częściej dopytywali, jak wykonać taki piruet czy skok – wyjaśnia Natalia Jakubiak, która w jeździe figurowej najbardziej upodobała sobie właśnie skoki.

– Ponadto mam świadomość, że zaczęłam późno. Kiedy opanowałam elementy, które były w moim zasięgu, zdałam sobie sprawę, że dalszy rozwój wymagałby ogromnej ilości czasu, a tego przy pracy i rodzinie po prostu brakuje. Pomyślałam, że skoro rozumiem technikę i potrafię ją wytłumaczyć, to dzieci, które będę uczyć, mogą zajść znacznie dalej niż ja – dodaje.

Aktualnie Rybniczanka jest jedną z niewielu osób w Polsce z certyfikatem Free Skating Level 3 nadanym przez World Skate Academy.

Podopieczni Rybnickiego Klubu Wrotkarskiego. Zdj. archiwum prywatne

Pierwszą uczennicą Natalii była jej młodsza córka, która obserwując mamę, zaczęła jeździć na wrotkach już jako dwulatka. To dla niej i innych dzieci Natalia założyła Rybnicki Klub Wrotkarski, w którym dziś trenują również dorośli. Niektórzy przychodzą nauczyć się tylko podstaw, inni próbują swoich sił w niełatwej jeździe figurowej. Zajęcia w klubie prowadzi także Andrzej Górny, instruktor jazdy na rolkach.

Wrotkarze spotykają się kilka razy w tygodniu w wynajmowanych salach gimnastycznych w Popielowie i Radziejowie. Latem przenoszą się na zewnątrz – ćwiczą m.in. na placu przy OSP w Wielopolu.

– Sale sportowe są dla nas najlepsze, ale niestety trudno je znaleźć. Wciąż pokutuje przekonanie, że wrotki niszczą nawierzchnię, a to nieprawda. Korzystamy ze sprzętu przeznaczonego właśnie do takich powierzchni – wyjaśnia trenerka.

Największa radość? Postępy uczniów

Najliczniejszą grupę w Rybnickim Klubie Wrotkarskim stanowią dzieci i to właśnie z nimi Natalia pracuje najchętniej.

– Dzieci są niesamowicie plastyczne. Jeśli od początku nauczą się poprawnej techniki, później dużo łatwiej rozwijają kolejne umiejętności. Najbardziej cieszy mnie ich radość, gdy po setnej próbie w końcu się udaje – tłumaczy.

Kilkoro jej podopiecznych zaczynało od niepewnych kroków na wrotkarni w Radlinie, a dziś wykonują pierwsze skoki, piruety i startują w zawodach. Tych wciąż jest niewiele, ponieważ jazda figurowa na wrotkach nie jest u nas tak popularna jak w Hiszpanii czy we Włoszech. Natalia robi jednak wszystko, by to zmienić. Poza prowadzeniem treningów sama szyje stroje na występy, projektuje planery i dzienniczki postępów, a ze składek członkowskich kupuje sprzęt dla dzieci, których rodzice nie mogą sobie pozwolić na taki wydatek. Efekty tej pracy widać choćby w liczebności klubu, w którym trenuje dziś około 50 osób.

– Czasami ktoś mówi mi, że od roku zastanawia się, czy przyjść na zajęcia. A po pierwszym treningu słyszę: „szkoda, że nie zrobiłem tego wcześniej”. Dlatego warto po prostu dać sobie szansę. Jeśli w okolicy są instruktorzy, którzy mogą pomóc, nie ma się nad czym zastanawiać! – zachęca.

dziennikarz
Dominika Rauk