Nigdy nie jest za późno, żeby się rozkręcić
Pierwsze wrotki kupiła córce. Niedługo później – również sobie. Dziś prowadzi Rybnicki Klub Wrotkarski, szkoli dzieci, działa w komisji ds. jazdy figurowej przy Polskim Związku Sportów Wrotkarskich, tworzy autorskie planery i szyje akcesoria dla wrotkarzy. – Nigdy nie jest za późno na marzenia i na to, by zacząć coś od nowa – przekonuje Natalia Jakubiak, która swoją przygodę z jazdą figurową na wrotkach rozpoczęła w wieku 36 lat.
A wszystko zaczęło się od popularnego serialu dla dzieci.
– Moja starsza córka, zafascynowana Soy Luną, chciała nauczyć się jazdy na wrotkach. Pomyślałam, że spróbuję razem z nią – opowiada Rybniczanka.
Na początku towarzyszyła córce na rolkach.
– Było mi łatwiej, ponieważ jako dziecko często jeździłam na łyżwach. Ścigaliśmy się na lodowiskach, a zimą graliśmy w hokeja na rozlewiskach – wspomina.
– Ale wrotki na tyle mi się spodobały, że wkrótce kupiłam je również sobie. Razem z córką uczyłyśmy się pierwszych figur. Spróbowałam nawet jazdy w skateparku, jednak to nie było to. Na szczęście odkryłam, że istnieje jazda figurowa na wrotkach. I to był strzał w dziesiątkę! – przyznaje.

Wrotki online
Przy pracy zawodowej i wychowywaniu dwóch córek nowe hobby stało się także sposobem na znalezienie chwili wytchnienia.
– Wychodziłam pojeździć, ćwiczyłam nowe elementy i szczęśliwa wracałam do domu oraz codziennych obowiązków. To była taka godzina, podczas której mój mózg się resetował i odpoczywał – mówi wrotkarka.
Na co dzień Natalia pracuje w branży IT, gdzie zarządza zespołem odpowiedzialnym za jakość oprogramowania. Ten analityczny umysł bardzo pomógł jej w opanowaniu bardziej skomplikowanych figur.
– Chciałam wiedzieć, dlaczego coś wychodzi albo nie, zaczęłam więc analizować technikę jazdy: jak ustawić ciało, gdzie przenieść ciężar. Im więcej rozumiałam, tym bardziej mnie to wciągało – opowiada.

Paradoksalnie znacznie większym wyzwaniem niż sama nauka figur okazało się znalezienie osoby, która mogłaby je pokazać i skorygować błędy.
– Jestem uparta i konsekwentnie dążę do celu, ale momentami czułam ogromną frustrację. Widziałam w internecie, że dany ruch da się wykonać, ale nie wiedziałam jak. Na Instagramie wszystko wydaje się proste, niestety w rzeczywistości wcale takie nie jest – przyznaje Natalia z uśmiechem.
Jeździła więc na treningi do Katowic, a później uczyła się nawet od trenerów z odległej Nowej Zelandii i Hiszpanii podczas lekcji online. W czasie pandemii taka forma nauki stała się bardzo popularna i – wbrew pozorom – sprawdziła się także w jeździe figurowej na wrotkach.
– Ustawialiśmy telefon tak, żeby trener widział salę. On pokazywał ćwiczenie, my je wykonywaliśmy, a później poprawiał błędy. Może brzmi to dziwnie, ale naprawdę dawało rezultaty – mówi.
Od uczennicy do nauczycielki
Brak instruktorów w kraju był jednym z powodów, dla których Rybniczanka postanowiła sama uczyć.
– Ludzie coraz częściej dopytywali, jak wykonać taki piruet czy skok – wyjaśnia Natalia Jakubiak, która w jeździe figurowej najbardziej upodobała sobie właśnie skoki.
– Ponadto mam świadomość, że zaczęłam późno. Kiedy opanowałam elementy, które były w moim zasięgu, zdałam sobie sprawę, że dalszy rozwój wymagałby ogromnej ilości czasu, a tego przy pracy i rodzinie po prostu brakuje. Pomyślałam, że skoro rozumiem technikę i potrafię ją wytłumaczyć, to dzieci, które będę uczyć, mogą zajść znacznie dalej niż ja – dodaje.
Aktualnie Rybniczanka jest jedną z niewielu osób w Polsce z certyfikatem Free Skating Level 3 nadanym przez World Skate Academy.

Pierwszą uczennicą Natalii była jej młodsza córka, która obserwując mamę, zaczęła jeździć na wrotkach już jako dwulatka. To dla niej i innych dzieci Natalia założyła Rybnicki Klub Wrotkarski, w którym dziś trenują również dorośli. Niektórzy przychodzą nauczyć się tylko podstaw, inni próbują swoich sił w niełatwej jeździe figurowej. Zajęcia w klubie prowadzi także Andrzej Górny, instruktor jazdy na rolkach.
Wrotkarze spotykają się kilka razy w tygodniu w wynajmowanych salach gimnastycznych w Popielowie i Radziejowie. Latem przenoszą się na zewnątrz – ćwiczą m.in. na placu przy OSP w Wielopolu.
– Sale sportowe są dla nas najlepsze, ale niestety trudno je znaleźć. Wciąż pokutuje przekonanie, że wrotki niszczą nawierzchnię, a to nieprawda. Korzystamy ze sprzętu przeznaczonego właśnie do takich powierzchni – wyjaśnia trenerka.
Największa radość? Postępy uczniów
Najliczniejszą grupę w Rybnickim Klubie Wrotkarskim stanowią dzieci i to właśnie z nimi Natalia pracuje najchętniej.
– Dzieci są niesamowicie plastyczne. Jeśli od początku nauczą się poprawnej techniki, później dużo łatwiej rozwijają kolejne umiejętności. Najbardziej cieszy mnie ich radość, gdy po setnej próbie w końcu się udaje – tłumaczy.
Kilkoro jej podopiecznych zaczynało od niepewnych kroków na wrotkarni w Radlinie, a dziś wykonują pierwsze skoki, piruety i startują w zawodach. Tych wciąż jest niewiele, ponieważ jazda figurowa na wrotkach nie jest u nas tak popularna jak w Hiszpanii czy we Włoszech. Natalia robi jednak wszystko, by to zmienić. Poza prowadzeniem treningów sama szyje stroje na występy, projektuje planery i dzienniczki postępów, a ze składek członkowskich kupuje sprzęt dla dzieci, których rodzice nie mogą sobie pozwolić na taki wydatek. Efekty tej pracy widać choćby w liczebności klubu, w którym trenuje dziś około 50 osób.
– Czasami ktoś mówi mi, że od roku zastanawia się, czy przyjść na zajęcia. A po pierwszym treningu słyszę: „szkoda, że nie zrobiłem tego wcześniej”. Dlatego warto po prostu dać sobie szansę. Jeśli w okolicy są instruktorzy, którzy mogą pomóc, nie ma się nad czym zastanawiać! – zachęca.