Strona główna/Aktualności/Jeżech z Rybnika/Abecadło Rzeczy Śląskich. Wyszywany alfabet

Abecadło Rzeczy Śląskich. Wyszywany alfabet

01.03.2022Jeżech z Rybnika

Podczas studiów - jeszcze za nieboszczki komuny - chciałem wyjechać do Paryża na naukę języka francuskiego. Wówczas Institut Catholique de Paris odpisał mi, że jest to możliwe pod dwoma warunkami: znajomości alfabetu łacińskiego i wpłaty 300 dolarów. Oba te warunki rozbawiły mnie, bo przecież alfabet łaciński znałem doskonale od dziecka, gdyż język polski zapisywany jest dzięki tym znakom. Natomiast jeszcze śmieszniejsza była kwota do zapłacenia, która była dla mnie absolutnie nieosiągalna, skoro na życie wraz z mieszkaniem wydawałem wówczas miesięcznie równowartość 8 dolarów!

Taka była w tamtych latach relacja polskiej waluty do amerykańskiej. Z tego finansowego powodu oczywiście nie pojechałem. Wróćmy jednak do alfabetu, bo tutaj z czasem zrozumiałem, że z warunkiem jego znajomości to nie była taka głupia sprawa. Przecież do Francji na naukę przyjeżdżają jakieś ludy z Azji niewiedzące, jaki dźwięk zapisywany jest poprzez litery a, b albo c. Sprawy związane z alfabetem mogą nam też wyjaśnić niektóre śląskie zjawiska. Ale po kolei.Wyszywany alfabet

 Na ziemiach polskich przed chrztem w 966 roku nie potrafiono zapisywać swojej mowy. Dopiero zachodnioeuropejska kultura przyniosła na nasze ziemie słowo pisane. Używano wtedy w pisowni wyłącznie języka łacińskiego. Z czasem jednak co zdolniejsi i pomysłowi próbowali używać łacińskiego alfabetu do nieporadnego jeszcze wtedy zapisywania polskich słów. Tak przykładowo ok. 1400 roku zapisano modlitwę Zdrowaś Maryjo: „Sdrova Maria miloscy pelna bog stoba /.../” 

Podobne zjawisko zaistniało wśród mieszkańców dawnego Śląska, zwłaszcza na przełomie XIX i XX wieku. Śląsk był wtedy częścią Królestwa Prus i obowiązywał przymus szkolny, czyli wszyscy musieli się uczyć w szkole po niemiecku. Oczywiście, że w takiej wiejskiej szkole poziom był słaby, więc o biegłej umiejętności w posługiwaniu się niemieckim nie mogło być mowy, ale przynajmniej dawne Ślązoki nauczyły się alfabetu. Zaświadczają to stare śląskie makatki, zwane też garniturą czy ibertuchami. Chodzi o kawałki płótna, na których misternie sztikowano, czyli wyszywano w szkołach dla ćwiczenia cały alfabet. A taka znajomość samych liter była przydatna. Otóż wyobraźmy sobie, że taki Ślązok zapragnął napisać do kogoś list czy opisać w notatniku jakieś zdarzenie. Po niemiecku sobie nie radził, więc zabierał się do pisania w swej codziennej śląskiej godce. W szkole jednak nie uczyli go zasad pisowni polskiej, dlatego samodzielnie podczas pisania próbował dostosowywać do swych polsko-śląskich słów literki znane z niemieckiej szkoły. Tworzył sobie zatem własną pisownię.

 A jak to wyglądało? Oto taki zapis z 1891 roku: „Żyćobieg czyli Lebenslauf Szczepana Konsek rodson 24go Grudńa 1878 w Jejkowica po Połdńu o godśińe 4, jest Hschczony w rybńickem Farnym Katolickem Kojśćiele. /.../ Ja jestem Wiary Żymski Kscheśćański Katolicki i jestem Bierzmoanym w rybńickim Kośćiele psches Biskupa Hermmana Gleicha roku 1893. /.../ W Nedśela roku 1899 posched Nedśeląm N.P. Maryi Schkaplirnej poschedłem do Czynstochowa. Powrot po 20 Dńach /.../ Wojna Śwjatowa śe ona napoczyna 2. Siepńa 1914. Hnet wszyski Towary a nojpirw Rzywnojć: Monka i Hlęp i Simioki i Łomasta. Odźęsz ubrańe ogole wszysko na kartki /.../”. 

Gdyby dzisiaj ktoś tak pisał po polsku, zostałby uznany za nieuka. Kiedy jednak uzmysłowimy sobie, że pisał to człowiek, który nigdy w szkole nie uczył się języka polskiego ,to powinniśmy być dla jego twórczych zapisków pełni szacunku. Jego dzieło jest swoistym świadectwem pogmatwanych dziejów Śląska. I jeszcze jedna myśl. Niemcy ucząc Ślązoków alfabetu, chcieli ich zgermanizować i pewnie nie sądzili, że znajomość liter otworzy nasz region na swojskie i polskie słowo pisane. Bo to był przecież ten sam alfabet, którego „za Niymca” uczono pisać, czytać i wyszywać. 

Tekst i zdjęcie: Marek Szołtysek

do góry