10 lat rybnickiego Serduchowa!
Stowarzyszenie Rodzin Zastępczych Serduchowo świętuje 10 urodziny. – Wspólnie udowadniamy, że serce nie ma granic i udaje się nam tworzyć bezpieczną przystań dla dzieci, które bardzo jej potrzebują. Mówi się, że dom tworzy się sercem, a my jako stowarzyszenie Serduchowo, od 10 lat staramy się, by tych serc bijących dla dzieci było jak najwięcej – mówi Teresa Steblok z Kamienia, która prowadzi rodzinny dom dziecka, a od stycznia kieruje Serduchowem.
Mówi, że to inspirujące doświadczenie, a największym wyzwaniem jest to, by łączyć rodziny zastępcze, zachęcać kolejne i wzajemnie wspierać się tak, jak dotychczas.
– Zostać rodziną zastępczą bez wsparcia, to jest ogromne wyzwanie. Ale jeśli ktoś widzi, że ma takie same troski, jak inna rodzina, i co ważne, może liczyć na jej wsparcie, to jest to wartość nie do przecenienia. Najważniejsze więc, żeby rodzina była dla drugiej rodziny… rodziną! – mówi nowa prezeska Teresa Steblok.
Na co dzień wspólnie z mężem Mariuszem prowadzi w Kamieniu rodzinny dom dziecka, którego najmłodszy mieszkaniec ma 8 lat, najstarszy 20 (tutaj więcej).

Dziś ona i inne rybnickie rodziny zastępcze związane z Serduchowem oraz jego przyjaciele, partnerzy, sympatycy i darczyńcy spotkali się w Galerii Sztuki „Rzeczna”, by wspólnie świętować 10. urodziny. Stowarzyszenie powstało na fundamentach innego, funkcjonującego kiedyś pod nazwą „My Dzieciom”. Dziś Serduchowo tworzy kilkanaście rodzin zastępczych z Rybnika i okolic. Pomagają sobie, szkolą się, wyjeżdżają, „matkują” swoim dzieciom, a te jeszcze lepiej się rozwijają, integrują się i wspierają.
– Większość z nas to zawodowe rodziny zastępcze, również specjalistyczne, więc na co dzień opiekujemy się dziećmi, ale jako stowarzyszenie zastanawiamy się, jak ulepszyć ten świat, by dzieciakom było lepiej, a instytucje, z którymi współpracujemy, postrzegały nas jak partnerów. Z myślą o naszych wychowankach jeździmy też na konferencje i szkolenia, by podnosić kompetencje wychowawcze, bo świat się zmienia, a z nim problemy i deficyty naszych dzieci – opowiada Teresa Gabryś, była prezeska Serduchowa.
Stowarzyszenie realizuje też różne projekty, największy – Uniwersytet Dziecięcy – przez dwa lata oferował dzieciom szereg zajęć; od pierwszej pomocy po artystyczne. Bywa też, że kilka serduchowych rodzin spędza wspólnie wakacje, to dopiero jest wyzwanie!

– Czasami ludzie patrzą na nas jak na kosmitów, ale tak naprawdę, to całe nasze życie, mimo, że czasem zdarza się nam narzekać, a czasami jesteśmy po prostu zmęczeni. Nie robimy tego, dlatego, że musimy, tylko dlatego, że chcemy – przekonuje Teresa Gabryś.
Ten wyjątkowy gen wrażliwości odziedziczyła też jedna z jej córek, która również prowadzi rodzinny dom dziecka, a mieszka w nim pięcioro dzieci.
– Bo ona również przekonała się, że dzieciaki, które czasami postrzegane jako te gorsze, to naprawdę fajne, pełnowartościowe dzieci, które mają pasje i potencjał do tego, żeby się rozwijać. I wyrastają na zawodowych żołnierzy, pielęgniarki, przedszkolanki... Wiele tych naszych dzieciaków kończy studia pedagogiczne – wylicza Teresa Gabryś, która prowadzi w Chwałowicach rodzinny dom dziecka, a rodziną zastępczą jest od 21 lat.
Przez jej dom przewinęło się ok. 30 dzieci. – Już nie liczymy (śmiech). Tylko dwoje dzieci odeszło do rodzin biologicznych, część się usamodzielniła, część trafiła do adopcji. Jesteśmy takim portem, do którego dzieciaki trafiają, rozwijają się, usamodzielniają i wypływają, by podążać swoją drogą – mówi mieszkanka Chwałowic, która teraz opiekuje się 12 dzieci – najmłodsze ma lat 7, najstarsze 24. Przyznaje, że to robota 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku. Pierwszy chłopiec trafił pod jej dach, kiedy jej córki szły do komunii.
– W chwałowickiej parafii był taki zwyczaj, że przy tej okazji zbierano słodycze, które potem trafiały do domów dziecka. Wtedy pojechaliśmy do Gorzyczek, weszliśmy, a kiedy wracaliśmy dziewczynki płakały, a my z mężem siedzieliśmy w milczeniu – wspomina jeden z impulsów, który sprawił, że odważyli się na trudny krok stworzenia rodziny zastępczej.
Mówi, że wtedy się bała, ale życzy innym podobnych impulsów, bo dziś wie, że było warto.
– Warto, kiedy dzieciaki dzwonią i mówią: „mamo, święta się zbliżają, będę w czwartek” i na Wigilii mamy około 30 osób. Warto, kiedy widzę, jak ze sobą rozmawiają i wspominają czasy, kiedy byli dziećmi. Warto, kiedy jestem naprawdę mega zmęczona, i słyszę: "usiądź, zrobię Ci kawę". Warto, kiedy mówią mamo, albo ciociu, a ja wiem, że to znaczy to samo. Warto, gdy mały gnom, który naprawdę nagrzeszył, zgrywa chojraka, a po trzech dniach przychodzi i mówi: „proszę, pomóż mi, spróbuję się zmienić”. Bo dzieci będą popełniać błędy, ale muszą nauczyć się radzić sobie z ich konsekwencjami. Po to jesteśmy my, dorośli – mówi Teresa Gabryś.
A Serduchowo ceni za ludzi, którzy go tworzą. – Zawsze mogę na nich liczyć, to naprawdę moja rodzina! – dodaje.

Podczas dzisiejszych urodzin były oczywiście życzenia, podziękowania i torty w kształcie książek pełnych wspomnień. A tych rodzinom ze stowarzyszenia nie brakuje, choćby o podróżach, które dla tak licznych rodzin zawsze są wyzwaniem czy o podwórkowych zabawach, do których kreatywne dzieci są w stanie wykorzystać nawet… koło od Stara.
Zobacz także