Michał Froehlich: Mom już smak na konopiotka
Wciąż ma to zdjęcie zrobione za bajtla, gdy z babcią przygotowuje makaron do rosołu. – Mom tu chyba z pięć lot, trzimia nawet tako mało nudelkula i robia nudle razem z omom Haliną. To właśnie ona nauczyła mnie tych wszystkich ślonskich dań, ona i oma Truda – godo Michał Froehlich o swoich babciach. Obie są z Ochojca, jedna ma 75 lat, druga 85, a 23-latek, właśnie jako Pan Babcia, jest dziś najbardziej rozpoznawalnym Ślonzokiem „w internetach”. Nam przyznaje, że nie do końca lubi to określenie.

Babciny fartuch włożył „do gupot”, a dziś dostaje zdjęcia i filmiki z całej Polski, z pozdrowieniami od osób ubranych w podobne babcine zopaski. – Noszą je nawet grubiorze na galowych mundurach – śmieje się Michał. Kiedyś próbował zamienić ten ajnfachowy strój na elegancki fartuch z napisem „Warza ino maszkety”.
– No i wszyscy pytali: „kaj mosz ta fajno zopaska?”, „kaj ta twoja mantelszyrca?”… Cóż, chyba już do końca życia mi ta zopaska zostanie… – godo Michał z Ochojca, autor bijącego rekordy popularności profilu Antyki, gdzie promuje śląskie potrawy, tradycje i godka.
Nazwa wzięła się od ukochanych „staroci”, jakimi otacza się Michał, ale Antyki to również śląski kabaretowy zespół, więc rybniczanin zastanawiał się nawet nad zmianą nazwy. Może więc jednak Pan Babcia?
– Ta nazwa nie do końca mi sie podobo, ale ludzie już mie tak ochrzcili… No to niech już jest tyn Pan Babcia – kwituje 23-latek.
Tak jak tata jest tapicerem, ale zawsze lubił gotować. Pracował już w dwóch restauracjach, dlatego wigilie najczęściej spędzał w pracy.
Wilijo z konopiotką
Na świątecznym stole u Froehlichów królują tradycyjne potrawy, m.in. moczka, makówki i karp. Babcia Truda robi jeszcze zupę rybną z grzankami, babcia Halina przygotowuje nietypowego łososia smażonego w panierce, a Michał poleca konopiotkę, zupę, którą gotowała jeszcze jego starka. Jej przepis się nie zachował, więc rybniczanin przygotowuje konopiotkę według wskazówek pani Pelagii, nieżyjącej już ciotki swojej bratowej. To specyficzna w smaku i pracochłonna w przygotowaniu zupa, którą, jak mówi Michał, można podawać z kaszą manną lub z pęczakiem, na słodko lub wytrawnie, na wywarze z warzyw, w tym pasternaku.
– Pani Pela warzyła ją na słodko i właśnie tako smakuje mi najbardziej. Już teraz, jak o niej godom, to mi smak na ta konopiotka przyłazi – śmieje się Michał.
W Wigilię zawsze przestrzega postu i zwyczaju niewstawania od stołu, przy którym bliscy jedzą wieczerzę. – Trzeba tak długo siedzieć aż wszyscy zjedzą i porzykają. Jak dziadek żył, to dycki rzykoł tako specjalno modlitwa na koniec wieczerzy – wspomina Michał. Wspomina też wigilijną krzątaninę babci Haliny i przyrządzane przez nią na mleku i bułkach makówki oraz moczka.
– Na pierniku, bez ciemnego piwa, kakao czy czekolady, za to na kompotach z wieprzków, truskawek i śliwek, z roztomańtymi bakaliami: mandlami, ruzynkami, orzechami i suszonymi owocami. Jak to się wszystko warzy, trzeba dodać trocha soku z cytryny, a na koniec zrobić lekko ajnbryna, czyli zasmażka. Moczka musi być zimno – przekonuje Michał.
Glaskugle na choince, gyszynki pod
Jakby zatrzymał się tu czas – ślonski byfyj, stół z ceratą, charakterystyczne śląskie makatki, czyli iberhantuchy, ściana pomalowana ozdobnym wałkiem i piec kuchenny opalany węglem – to tutaj Michał czuje się najlepiej: warzy rolady, kisi kapusta, przygotowuje szpajzy. – Po prostu pokazuja ludziom to, czego nauczyły mie omy. To nie jest profesjonalna kuchnia, ale moja: prosto, zwykło, domowo… I to trzeba odróżnić – godo Michał. A godo, bo inaczej nie umie, dlatego na jego choince wiszą glaskugle, a nie bombki.
– Malowane grzybki i małe Mikołaje, ale oprócz glaskugli musi też być dużo lamety abo włosa anielskiego, bo choinka bez lamety to ni ma choinka – godo rybniczanin, który pod bożonarodzeniowym drzewkiem szukać będzie prezentów, najchętniej porcelanowych figurek.
Kolekcjonuje je od lat, a zaczynał od filiżanek i serwisów do kawy. – Zawsze godom: „jak chcecie mi coś kupić, to kupcie mi jakoś porcelanowo figurka”. Mom już roztomańte: Matka Bożo Wambierzycko, „barokowego” chopa z babom czy porcelanowe pozytywki – mówi. Ostatnią, baletnicę, przywiózł sobie z Warszawy, gdzie gotował śląski obiad dla widzów „Dzień dobry TVN”.

Media go pokochały, więc ostatnio nie ma dnia, by nie udzielał wywiadów. Mimo natłoku zajęć zamierza jednak zbudować szopkę z dużymi figurami z odzysku, których tym razem nie ustawi w pokoju, ale na dworze. – Zrobia do nich taki fajny drzewiany daszek – planuje. Pewnie też zanuci jakąś kolędę, bo Michał bardzo lubi śpiewać i grać.
Kolyndować małemu
– Ni mom ulubionej, bo wszystkie tradycyjne kolędy są piykne, a z piosenek świątecznych nojbardzij lubia „Przekażmy sobie znak pokoju” i pastorałki w wykonaniu Eleni – opowiada rybniczanin, który skończył szkołę muzyczną I stopnia w klasie oboju, sam nauczył się grać na akordeonie i chętnie grywa też na pianinie.
Kiedyś był organistą w kościele w Ochojcu, ale zabrakło czasu.

– A myślołech, że to bydzie najgorszy rok – godo Michał, a tymczasem to właśnie w 2025 podbił internet i stał się rozpoznawalny. – Czasami se myśla, czy mi to było potrzebne? – zastanawia się rybniczanin. Dlatego w nowym roku życzy sobie większego spokoju.
– No i żeby to, co robia, dalej się wszystkim tak podobało i żeby tego nie krytykowali. Na razie tego nie robią, ale boja się, że może się to zmienić – godo.
I życzy sobie jeszcze, żeby w nowym roku udała się współpraca z Teatrem Śląskim w Katowicach.
– Zobaczymy, ale już sie ciesza na ta propozycjo, bo to jest poważno instytucja, poważny teatr! A jo przeca moga i zagrać, i zaśpiewać, no i jeszcze coś uwarzyć – śmieje się sympatyczny Michał Froehlich z Ochojca.
Zobacz także