Małgorzata Płoszaj: Pożegnanie Juliusa
Na 14 lutego 1909 r. Magistrat wraz z Radą Miasta zaplanował pożegnalny obiad z opuszczającym Rybnik Juliusem Haase – byłym już właścicielem fabryki skór, filantropem, wieloletnim radnym i honorowym obywatelem miasta. Ten zaszczytny tytuł przyznano mu dwa tygodnie wcześniej, biorąc pod uwagę wszystko, co zrobił dla Rybnika i Rybniczan.

Taką samą imprezę, tylko dzień później, dla jego żony organizował specjalny kobiecy komitet i na to spotkanie również zapraszano w prasie. Obie uroczystości miały się odbyć w hotelu Wittiga przy Rynku. Niezwykle zasłużony dla Rybnika Julius Haase wyprowadzał się z żoną do Berlina, do swej córki i zięcia. Zaplanował to rok wcześniej, gdy wystąpił ze spółki z synem Felixem i w jego ręce powierzył przedsiębiorstwo, które od 1766 r. prowadzili ich przodkowie. Julius czuł, że zaczyna go toczyć jakaś choroba i powoli wycofywał się z wszystkich pełnionych funkcji. Miał nadzieję, że zięć – berliński lekarz – będzie mógł jakoś zaradzić problemom zdrowotnym.
Dla Heinricha Wittiga, właściciela hotelu, te obie uroczystości były niezwykle ważne. Co prawda od momentu, gdy kupił hotel, czyli od 1888 r., wielu znamienitych gości przewinęło się przez ogromną paradną salę, ale Herr Haase był Wittigowi wyjątkowo bliski. To on jeden nie zawahał się mu pożyczyć pieniędzy bez procentu, gdy w 1906 r. zawaliła się konstrukcja sali hotelowej i bardzo ucierpiał dach. A potem jako radny bardzo wspomagał hotelarza, by ten szybko uzyskał wszelkie pozwolenia na odbudowę swego interesu.
Oba spotkania były niezwykle uroczyste i opowiadano o nich przez wiele tygodni, żałując, że Haase jednak zdecydował się opuścić miasto. Gdy w sierpniu tego samego roku notariusz Rubensohn przez przypadek przy wódce wygadał się w restauracji hotelowej, że Haase przyjeżdża do Rybnika, Wittig od razu zaplanował spotkanie byłego Rybniczanina z przyjaciółmi. Haase jednak nie przyjeżdżał do miasta w celach towarzyskich. Wiedział, że musi sporządzić testament i uznał, że powinien to zrobić w rodzinnym mieście.
11 sierpnia 1909 r., w obecności dwóch świadków oraz notariusza Rubensohna, ustanowił swoimi spadkobiercami żonę Berthę, syna oraz córkę. Bardzo dobrze wiedział, że ten żydowski prawnik jest uzależniony od alkoholu i morfiny, ale jednak jemu ufał bardziej niż tym berlińskim. Z właścicielem hotelu spotkał się wtedy po raz ostatni. Wspominali lutową uroczystość pożegnalną i wzruszające przemówienia burmistrza Günthera i fabrykanta Pragera. Julius ze smutkiem w oczach opowiadał o życiu w Berlinie. Zjadała go tęsknota za rodzinnymi stronami, ale to tam miał właściwą opiekę. W Berlinie zięć – dr Jacob Blumberg (1) – wszelkimi metodami starał się ulżyć cierpieniom Haasego. Niestety się nie udało.
W połowie września 1915 r. do Rybnika dotarła wiadomość, że rentier Julius Haase zmarł po ciężkiej chorobie w wieku 64 lat. Testament otwarto po miesiącu. W ostatniej woli zmarły zobowiązał bliskich do przekazania sporych kwot dla rybnickich rzemieślników w potrzebie oraz ubogich uczniów rybnickiego gimnazjum.
U hotelarza przy Rynku często spotkali się znajomi. Przy kieliszku elita miasta niejednokrotnie wspominała zmarłego i jego hojność. Brakowało tylko prawnika Rubensohna (2). Jednego razu Wittig westchnął: „Zawsze wiedziałem, że on źle skończy. Herr Haase z niezrozumiałych powodów mu jednak ufał”.
1. Jacob Blumberg (1873-1955) był wybitnym chirurgiem i ginekologiem (pionierem badań prenatalnych). W czasie I wojny uchronił tysiące jeńców przed epidemią tyfusu, od lat 20. specjalizował się w radiologii i terapii radowej. W 1939 r. zdołał z rodziną uciec do Anglii.
2. Arthur Rubensohn – rybnicki prawnik i radny zmarł w 1913 r. w sanatorium dla mężczyzn z zaburzeniami psychicznymi i uzależnieniami od alkoholu i morfiny.