Małgorzata Płoszaj: John Kunth – niemiecki komisarz plebiscytowy w Rybniku
Kolejna rocznica plebiscytu na Górnym Śląsku skłoniła mnie do przyjrzenia się osobie, która pełniła funkcję komisarza plebiscytowego w Rybniku – ale po stronie niemieckiej. Na ogół mówi się czy pisze o polskich działaczach zaangażowanych przed plebiscytem, a nazwiska tych niemieckich znane są wyłącznie historykom.
O dr. Różańskim, Basiście czy dr. Białym można znaleźć sporo informacji, a o człowieku, który był wtedy po przeciwnej stronie barykady, prawie nic.

John Kunth, bo to o nim będzie ten tekst, rzucił mi się w oczy pierwszy raz, gdy pisałam książkę „Bogaci i biedni”. Analizując dokumenty żydowskiej rodziny Pragerów, zobaczyłam jego nazwisko na liście osób, które w 1940 r. we Wrocławiu zaświadczały, że Wilhelm i Wanda Pragerowie są godni zaufania i należy poprzeć ich starania o urugwajską wizę. Taka oficjalna rekomendacja wystawiona przez Aryjczyka dla Żydów w nazistowskich Niemczech wymagała odwagi.
Nie miałam pojęcia, kim był ów John Kunth (używał anglojęzycznego imienia, choć urodził się jako Johann) dla byłych już wówczas Rybniczan, ani co wiązało go z Rybnikiem. W publikacjach historycznych było o nim co kot napłakał. Na szczęście są stare gazety, na podstawie których udało mi się ustalić, że Kunth pojawił się w Rybniku w 1911 r. i tu pracował jako adwokat i notariusz.
Choć jego pobyt w naszym mieście zakończył się we wrześniu 1921 r., to przez 10 lat (z których należy odliczyć okres, gdy brał czynny udział w I wojnie) był bardzo zaangażowany politycznie i społecznie. Na polu zawodowym spotykał się z dr. Różańskim, gdyż obydwaj byli prawnikami. W 1921 r. każdy z nich pełnił tę samą funkcję komisarza plebiscytowego reprezentując dwie przeciwne strony.
Kunth zamieszkał przy ówczesnej Gartenstr. 6 (obecnie ul. Korfantego), w pięknej kamienicy budowniczego Wenzlika. W niej też miał kancelarię i tam wychowywały się jego dzieci. Kochał muzykę, gdyż ledwo co pojawił się w naszym mieście, ogłosił, że zbiera chętnych do orkiestr amatorskich. Angażował się w prace stowarzyszenia sztuki i rzemiosła, otwierał wystawy, wygłaszał przemówienia i na pewno brylował na różnych przyjęciach – choćby u wspomnianych Pragerów.
Kochał też Niemcy i gdy wybuchała I wojna, od razu stawił się jako żołnierz gotowy bronić kraju. Wrócił z ranami, ale rzucił się w wir polityki. Co ciekawe, jego ambitna żona Anna razem z nim, choć z innej partii, dostała się w 1918 r. do rady miasta. Pani adwokatowa nie chciała być tylko żoną przy mężu. Gdy pod koniec 1919 r. zachorował i leczył się w sanatorium, zastępowała go w pracach związanych z planowanym plebiscytem. Początkowo niemieckim komisarzem miał być dr Münzer, ale kazano mu złożyć rezygnację z funkcji dyrektora gimnazjum. Ostatecznie został nim Kunth i to on koordynował pracami Niemieckiego Podkomisariatu Plebiscytowego w Rybniku z siedzibą na parterze budynku przy Placu Zamkowym.
20 marca 1921 r. w głosowaniu w Rybniku wzięło udział 96,3% uprawnionych. 70,1% oddało głos za Niemcami. Kunth czuł zapewne satysfakcję, bo miał w tym swój udział, ale gdy opuszczał Rybnik jesienią, marcowa euforia była mglistym wspomnieniem (1). Wracał do miasta, z którego przyjechał do Rybnika. We Wrocławiu nadal był adwokatem, rozwiódł się z żoną i ponownie ożenił. Nie odmówił pomocy swoim żydowskim znajomym z Rybnika, którzy pod koniec lat 30. starali się za wszelką cenę opuścić nazistowskie Niemcy. Może pocztą pantoflową dowiedział się, że niestety wywieziono ich do Therezienstadt. Oficjalną pocztą dotarła do niego wiadomość, że syn Alexander, urodzony w Rybniku w 1915 r., poległ na bagnach nowogrodzkich, gdy z Wehrmachtem parł w stronę Leningradu w sierpniu 1941 r.
1. Losy i przeżycia J. Kuntha w trakcie III powstania śląskiego opisane są w Kronice Miasta Rybnika wydanej przez ziomkostwo Rybniczan w Dorsten. Jest to publikacja momentami bardzo subiektywna, więc z niej nie korzystałam.