Małgorzata Płoszaj: „I że już więcej nie kuleję i bez kija chodzić mogę”
Na początku tego roku dawną kostnicę przyszpitalną przy ul. Rudzkiej przekazano parafii grekokatolickiej. Budynek powstał przy rozbudowie szpitala knapszaftowego w latach 1911-1912, gdy lekarzem naczelnym był dr Friedrich (Fritz) Schön. To kolejny ewangelik, któremu być może nasi przodkowie zawdzięczają zdrowie czy nawet życie.
Kilkanaście lat, które spędził w Rybniku, to niewiele w skali historii miasta. Jednak gdy czytam podziękowania, które publikowali w prasie wdzięczni pacjenci, gdy analizuję wypowiedzi doktora jako członka rady miasta, to mam wrażenie, że wiele wtedy znaczył i zależało mu na Rybniczanach.
Dr Schön urodził się w małym mieście Lich na terenie Hesji, ale życie zawodowe i prywatne związał z Górnym Śląskiem. Tzw. Knappschafts-Lazaretty, czyli szpitale Spółki Brackiej oferowały stabilną pracę młodym adeptom medycyny, takim jak ambitny Fritz, który w 1905 r. posadę lekarza w Królewskiej Hucie zamienił na funkcję lekarza naczelnego w Rybniku. Miał 30 lat, gdy wraz z żoną Käthe zamieszkał w willi budowniczego Wenzlika. Małżonka pochodziła z nie byle jakiej rodziny. Jej ojciec był wówczas dyrektorem górniczym i hutniczym i członkiem zarządu zakładów Hohenlohe-Werke.
Gdy Schön rozpoczął dyrektorowanie przy ul. Rudzkiej, placówka nie była przodującym szpitalem na terenie Śląska. Liczba sal dla chorych była niewystarczająca, zaplecze techniczne przestarzałe i nawet zastanawiano się nad likwidacją szpitala. Dzięki zaangażowaniu i determinacji dr. Schöna Spółka Bracka zaakceptowała rozbudowę lecznicy, która pod jego zarządem została wyposażona m.in. w nowoczesną salę operacyjną, kuchnię, pralnię, centralne ogrzewanie, oświetlenie elektryczne, kostnicę, prosektorium, pawilon dla chorych na choroby zakaźne oraz willę dla lekarza naczelnego.
Co interesujące, do momentu rozbudowy prąd zasilający aparat rentgenowski był pobierany z pobliskiej garbarni Haasów. Kostnicę wyposażono w ołtarz oraz ławki dla żałobników i tak usytuowano jej wyjście, by kondukty pogrzebowe nie przechodziły przez teren szpitala.
Młody lekarz miał wiele na głowie: nadzorowanie inwestycji, praca w radzie miasta, czwórka dzieci, no i chorych. Ci, z wdzięczności, pisali m.in. tak: „Panu dr. Schön, który mnie przez operacyę u nogi znów tak dalece wyleczył, i że już więcej nie kuleję i bez kija chodzić mogę, składam niniejszem moje najserdeczniejsze podziękowanie. Karl Kuschka” z Paruszowca. Górnik Brachmainski z Niedobczyc wyrażał wdzięczność za powrót żony do zdrowia, a J. Draga z Zamysłowa błogosławił lekarza, że po 14 latach przestał cierpieć na żylaki.
W radzie miasta, jako członek kilku komisji, w tym zdrowia, Schön nie należał do tych, którzy siedzą cicho. Gdy w 1908 r. w Rybniku panowała szkarlatyna, doktor zarzucał władzom, że nie zamknęły na czas szkół, że nie oznaczono właściwie domów, w których mieszkali chorzy oraz że policja nic nie robiła, by zapobiec rozprzestrzenianiu się choroby. Potrafił się kłócić z burmistrzem Güntherem, gdy planowano rozbudowę gazowni, gdy jednocześnie myślał o zdrowiu małego syna maszynisty z chwałowickiej gruby, który wpadł pod powóz przy Hazynhajdzie.
Wraz z wybuchem I wojny, na terenie szpitala uruchomiono wojskowy lazaret, więc liczba pacjentów wzrosła. Czy już wtedy rozwijała się w choroba, której nie dostrzegł, albo zlekceważył jej objawy?
Fritz Schön zmarł w czerwcu 1919 r. w wieku 44 lat. Osierocił czwórkę dzieci. Osobą, która stwierdziła jego śmierć i osobiście wypisała akt zgonu, był ówczesny burmistrz Rybnika – Karol Kremser.
Magistrat opublikował w prasie nekrolog podkreślając dorobek zmarłego, zaś personel szpitala pisał, że był sprawiedliwym i kochającym przełożonym, wzorem człowieka o prawym charakterze, który najpierw myślał o chorych. Jeśli pochowano go na rybnickim cmentarzu ewangelickim, to jego szczątki do dziś spoczywają przy ul. Miejskiej.
Zobacz także