Strona główna/Aktualności/Biznes/W Batumi smakuj Gruzji i Ukrainy!

W Batumi smakuj Gruzji i Ukrainy!

09.10.2022Biznes

Kosztujemy kuchni świata w Rybniku. Kontynuujemy naszą kulinarną wędrówkę po śródmiejskich restauracyjkach z bliższych i dalszych zakątków ziemi. Czas wybrać się w góry i to wysokie! Dziś zabieramy Was w Kaukaz. Do klimatycznej restauracyjki w piwnicy jednej z kamienic przy ulicy Korfantego. - Dlaczego kuchnia gruzińska? - pytamy Aleksandrę Zarzycką, która wspólnie z mężem Olehem Sheremetą i współwłaścicielem Wojciechem Sładkowskim prowadzą restaurację Batumi.

Aleksandra Zarzycka zaprasza do Batumi. Zdj. Aleksander Król

Zaczynaliście jako restauracja gruzińska, ale dziś w Batumi można skosztować też kuchni ukraińskiej. Czy ta ewolucja związana jest z przyjazdem dużej ilości obywateli Ukrainy do Rybnika?

Już przed wojną w Ukrainie rozszerzyliśmy nasze menu. Nie chcieliśmy mieć w Batumi samej Gruzji, choć używamy tylko i wyłącznie gruzińskich przypraw. Ale w karcie menu mamy też regionalne dania ukraińskie. W zasadzie odkąd jesteśmy w Rybniku funkcjonujemy jako restauracja z kuchnią wschodnią, a typowo gruzińską mieliśmy w Jastrzębiu-Zdroju, skąd dwa lata temu przeprowadziliśmy się do Rybnika.

Rybnik to lepsze miejsce dla kuchni gruzińskiej i ukraińskiej?

Jeśli chodzi o gastronomię, lokal przy Korfantego w Rybniku to dobry punkt, ale w Jastrzębiu też mieliśmy dobre miejsce, wciąż odwiedza nas dużo klientów stamtąd. Wszystko zaczęło się w Jastrzębiu, gdzie mieszkaliśmy wcześniej. Otworzyliśmy tam restaurację na próbę - chcieliśmy zobaczyć, czy się uda, czy goście będą chcieli smakować kuchni gruzińskiej. Ponieważ pomysł wypalił i klientów nie brakowało, chcieliśmy zmienić lokal na większy, ale w Jastrzębiu niestety nie mieliśmy wówczas takiej możliwości, mimo że bardzo długo szukaliśmy lokalu pod naszą kuchnię. Wreszcie znaleźliśmy dobre miejsce w Rybniku.

Oleh Szeremeta przyjechał do nas z Ukrainy

Dlaczego kuchnia gruzińska?
To śmieszna historia. Byliśmy z mężem i synem na weekend w Krakowie. Szukaliśmy fajnego miejsca na obiad i trafiliśmy na kuchnię gruzińską. Kompletnie nie znałam tej kuchni, nigdy jej nie próbowałam, nigdy nie miałam z nią do czynienia. Natomiast mój mąż pochodzi z Ukrainy i bardzo dobrze zna kuchnię gruzińską. Pracował nawet z Gruzinami w kuchni i nas namówił na ten obiad. Śmieszne to było bo ja z synem jedliśmy żurek w chlebie, czyli nic gruzińskiego, natomiast mąż próbował tych smaków, i powiedział, że fajne ale mało doprawione. A ponieważ bardzo długo pracujemy w gastronomii (poznaliśmy się w jednej z restauracji w Jastrzębiu) to powiedział: „chodź, jedziemy do domu, otwieramy naszą kuchnię gruzińską”. Myślałam, że żartuje, ale mnie przekonał, powiedział: „ja znam bardzo dobrze kuchnię, ty znasz salę, jakoś to pociągniemy, by na chleb i na rachunki starczyło”. Kto nie ryzykuje, szampana nie pije. To było w lutym, a w marcu mieliśmy już wynajęty lokal. Otworzyliśmy w czerwcu, minęły właśnie 4 lata odkąd prowadzimy razem z Wojtkiem, z którym pracowaliśmy wcześniej. Gastronomia to całe nasze życie. Ja byłam kelnerką, mąż, tak jak i Wojtek całe życie pracowali na kuchni. W końcu poszliśmy na swoje…

Wśród Waszych gości macie dużo Ukraińców?
Nie ma dla nas znaczenia, czy goście są z Ukrainy, Polski, czy Włoch. Mamy klientów z różnych części świata. I naprawdę dużo gości z Gruzji, którzy mieszkają w regionie, w Żorach, Jastrzębiu. Oczywiście teraz, w związku z wojną w Ukrainie i dużą ilością osób, które przyjechały do miasta, więcej odwiedza nas też Ukraińców.

Kuchnia to narodowe dziedzictwo Gruzinów. Zdj. Batumi

Kuchnia to narodowe dziedzictwo Gruzinów. Jakie dania gruzińskie skosztujemy w Batumi?
Najważniejsze danie to chinkali, bez którego kuchnia gruzińska nie istnieje. To sakiewka nadziewana mięsem, podczas gotowania którego w środku powstaje „rosołek”. Chinkali je się rękami - chwyta się za dziubek, który znajduje się na końcu sakiewki, odwracamy ją i delikatnie przegryzamy, wypijając rosołek ze środka. Dopiero potem jemy resztę. Ważne by tej końcówki nie jeść, bo ona jest zawsze twarda. Jest dużo legend na ten temat. Jedna mówi o tym, że końcówki zostawia się po to, by gospodarz widział, że goście są najedzeni.
Drugim daniem jest Chaczapuri adżarskie, gdzie mamy ciasto podobne jak w pizzy, ale tutaj lepiona jest łódka. W środku znajduje się ser gruziński imeretyński, na górze masło i surowe żółtko. Adżarskie też najlepiej jeść rękami - urywamy końcówki ciasta i mieszamy nim zawartość środka, która pod wpływem ciepła pięknie się roztapia i miesza.
No i oczywiście baranina - Gruzja z niej słynie. U nas podawana jest w postaci pieczeni z dodatkiem pierogów z ziemniakami i miętą.

Podstawą kuchni gruzińskiej jest Khmeli suneli. To mieszanka gruzińskich przypraw, mocno intensywna, bo taka też jest kuchnia gruzińska, w której główną rolę odgrywa kolendra - nie suszona tylko świeża - orzechy włoskie, granat.

W Batumi można skosztować tradycyjne trunki gruzińskie. Zdj. Aleksander Król

Oczywiście można u nas skosztować też tradycyjne trunki, w tym najbardziej tradycyjną gruzińską wódkę Czaczę, zrobioną na bazie winogron - zarówno klasyczną jak i z wanilią, która długo utrzymuje się na kubkach smakowych.

Jest też woda Borjomi, której historia liczy 1500 lat. Mamy też lemoniady gruzińskie o różnych smakach, między innymi gruszki, estragonu, cytryny. No i oczywiście świetne wina - Gruza jest stolicą wina!

A gdy mamy ochotę na coś ukraińskiego?
Z ukraińskich dań skosztujemy u nas pielmeni, które teraz często na facebooku oferują też Ukrainki, które przyjechały do Polski. My mamy pielmeni w dwóch wersjach z masłem i octem albo sosem grzybowym. Niedawno nasi klienci ustanawiali rekord w jedzeniu pielmieni. Rekordzistą został pan Krzysztof, który zjadł 65 sztuk. Byliśmy w szoku. Można spróbować pobić jego rekord, a nagrodą jest voucher o wartości 200 złotych do wykorzystania w restauracji.

W domu na obiad jecie pielmieni czy chinkali?
[Śmiech] Szewc bez butów chodzi. Dla siebie raczej nie gotujemy ani gruzińskiej ani ukraińskiej kuchni. Jemy bardzo proste dania - ja to nazywam studenckim jedzeniem. Schabowy, mizeria, to co wszyscy. Czasem syn coś pysznego zrobi, kiedyś chciał zostać kucharzem, ale wybiliśmy mu to z głowy. To ciężki kawałek chleba.

Oryginalne wnętrza restauracji Batumi.

Mąż pochodzi z Ukrainy. Jak radzi sobie z tym co dzieje się w jego kraju?
W rejonie, gdzie mieszka rodzina mojego męża na szczęście jest spokojnie, to jest blisko granicy. W Ukrainie pozostała mama z bratem męża. Próbowaliśmy ją ściągnąć, ale nie chce. Od pierwszego dnia wojny, bardzo przeżywamy to, co się dzieje. Mąż nie był w wojsku ze względu na chorobę, ale myślę, że gdyby był w Ukrainie na pewno poszedłby walczyć. Na szczęście udało mi się go zatrzymać.

Rozmawiał Aleksander Król

do góry