Strona główna/Aktualności/Biznes/Smakuj świata w Rybniku! W Santorini skosztujemy Grecji

Smakuj świata w Rybniku! W Santorini skosztujemy Grecji

17.09.2022Biznes

Podczas wakacyjnych wojaży odkrywaliśmy egzotyczne miejsca oraz nowe, nie mniej egzotyczne smaki. Choć na kolejne wyprawy z pewnością przyjdzie nam czekać cały rok, to śródziemnomorskich ostryg, greckich souvlaków, gruzińskiego chinkali, a nawet ramen, czyli japońskiego makaronu zalewanego esencjonalnym bulionem, możemy skosztować u nas, na miejscu, w naszym Rybniku. Zapraszamy Was na kulinarną wędrówkę po śródmiejskich restauracyjkach z bliższych i dalszych zakątków świata. Na początek zabieramy Was do Grecji, którą odkryjemy w Santorini. 

Barbara Boczar i Savvas Patsidis, właściciele restauracji Santorini w Rybniku. Zdj. Aleksander Król

Grecja to jeden z najczęściej wybieranych wakacyjnych kierunków. Na granatowe niebo i morze oraz białe dachy greckiej wyspy możemy spojrzeć jak przez okno w Santorini, kameralnej greckiej restauracyjce, ukrytej ciut pod winoroślem w uliczce między placem Wolności i rynkiem.

Jest pani Ślązaczką, to skąd ta Grecja? - pytamy Barbarę Boczar, współwłaścicielkę Santorini.

- Bo mąż jest Grekiem! Właśnie przyjechała do nas, do Rybnika, jego mama z Grecji, bo już tam sobie nie radzi. Wynajęliśmy tu dla niej mieszkanko. Ja też jestem już trochę Greczynką, bo 30 lat jesteśmy razem! - mówi nam pani Barbara.

Na granatowe niebo i morze oraz białe dachy greckiej wyspy możemy spojrzeć jak przez okno w Santorini. Zdj. Aleksander Król

Wcale nie poznali się na wakacjach w Grecji. - A skąd! W Katowicach. To długa historia. Rodzice Sławka (red. tak naprawdę nazywa się Savvas Patsidis) uciekali z partyzantką z Grecji, gdy była tam wojna domowa i osiedlili się tak jak wielu Greków w Zgorzelcu. Mój mąż urodził się już we Wrocławiu. Dopiero jak skończył liceum, to wyjechali z powrotem z mamą do Grecji. Poznaliśmy się w Katowicach, gdzie Sławek często przyjeżdżał do swoich przyjaciół. Dlatego najpierw otwarliśmy restaurację w Katowicach - opowiada nam Barbara, która z zawodu jest architektem i urbanistą, dlatego przyjechała raz do Rybnika współprojektować klub Ambrozja.

Nastrój w Santorini budują detale. Zdj. Aleksander Król

- Mąż przyjechał tutaj raz ze mną na rowerze. Jeździł po rybnickim rynku i znalazł to miejsce. Z zewnątrz wyglądało jak coś wymarzonego, jak te wszystkie knajpki w Grecji, z winoroślą, balkonami. Przeprowadziliśmy się tu w sierpniu 2016 roku i w październiku już otwieraliśmy knajpkę. To była rewolucja! - wspomina pani Barbara, dodając, że zakochała się w Rybniku i jego mieszkańcach.

"Mąż znalazł to miejsce. wyglądało jak coś wymarzonego, jak te wszystkie knajpki w Grecji, z winoroślą, balkonami. Zdj. Aleksander Król

No ale miało być o jedzeniu... Zacznijmy od tego, że przygotowywane tu dania powstają na bazie oryginalnych greckich produktów, które dostarcza do Rybnika przyjaciel pani Barbary i Savvasa.

- Sprowadzamy jogurt Stragisto z Grecji, oryginalną fetę, czerwone papryczki, fasolę, oliwę z Krety, miód tymiankowy, laski cynamonu, sól, sery... W lodzie przyjeżdża jagnięcina, ośmiornica, kalmary - wylicza.

Jak ktoś chce skosztować w Santorini czegoś typowo greckiego, to co powinien zamówić? - dopytujemy.

- Flagowym daniem jest mussaka, czyli zapiekaniec - przekłada się pieczone ziemniaczki, bakłażan, mięso wołowe, a na górę sos beszamelowy i całość posypuje serem Kefalotiri - opisuje Barbara.

Można wybrać souvlaki czyli mięso z karczku na patyczku, do którego podają tu domowe frytki i sałatkę z sosem firmowym. Są też bifteki - to taki trochę hamburger z mięsem wołowym, kuminem i cebulą słodką.

"Ma być rodzinnie, domowo i grecko". Zdj. Aleksander Król

- Staramy się by było rodzinnie, domowo i grecko. Tak jak na Śląsku. Sławek bardzo kocha Ślązaków i Śląsk, bo jest podobny do Grecji. Tu i tam ma być rodzinnie i wesoło. Ślązacy i Grecy kochają śpiew - mówi Barbara.

- W październiku świętujemy 6. urodziny Santorini. Nasz przyjaciel Christos Daras, który wozi nam towar, także śpiewa. Co roku w naszą rocznicę, robimy wielką grecką imprezę. Raz tańczyliśmy zorbę na stole i stół poszedł - śmieje się Barbara.

Aleksander Król

Kameralna grecka restauracyjka ukryta jest ciut pod winoroślem w uliczce między placem Wolności i rynkiem. Zdj. Aleksander Król

do góry