Budka u dziadka w Rybniku na sprzedaż. Pan Aleksander był świadkiem wielu nocnych scen
Jeszcze tylko dziś (5 maja) i jutro zjemy legendarnego burgera z Budki u dziadka. Pan Aleksander Szczęsny, który przez 26 lat serwował nocami fastfoody bawiącej się w pobliskiej dyskotece młodzieży, odchodzi na zasłużoną emeryturę. Był świadkiem wielu scen...

Zanim otworzył Pan „Budkę u dziadka” przy ulicy Raciborskiej, prowadził Pan pizzerie w Rybniku?
Tak, to była pierwsza pizzeria w mieście. Otwarłem ją w 1991 roku, naprzeciwko bazyliki. W tej samej kamienicy był też sklep Pysznego z częściami wodno-kanalizacyjnymi. Miałem sporo klientów, ale potem na rynku pojawiła się Pizza Hut i inne tego rodzaju lokale, więc postanowiłem zrobić coś innego. W 2000 roku postawiłem moją budkę z hamburgerami obok Imperium.
Przez 26 lat pewnie był Pan świadkiem dantejskich scen?
Kiedyś rzeczywiście działy się tu sceny dantejskie. Na samym początku to był taki dziki zachód. Ale później, z biegiem lat wszystko się uspokajało. W tej chwili to jest spokojne miasto. Za ciche i za spokojne.
Rozumiem, że był pan świadkiem niejednej bójki?
Tak, bo na dyskotekę przyjeżdżali z różnych stron, czasem nawet z Kędzierzyna-Koźla. Wiadomo, jak to bywa między chłopakami. Czasem ktoś kogoś do Nacyny wrzucił. Dlatego, jak moja buda była jeszcze otwarta, to czasem wchodzili do środka, żeby się suszyć. Bo taksówka nie chciała ich zabrać. Tacy mokrzy byli. [Śmiech]
A Pan się czasem nie bał?
Ja byłem taką „święta krową”. A jak ktoś coś mi powiedział, to od razu trzech innych wstawiało się za mną. Ale rozjemcą nie byłem.
Między kanapka się nie wchodzi. Załatwiali to między sobą.
W Rejkiawiku jest budka z hot-dogami, uznana za najlepszą na świecie. Stała się atrakcją turystyczną. Pana Budka u dziadka by mogła być?
Bez przesady. Jest parę ludzi, którzy lubią moje burgery ale w końcu trzeba powiedzieć sobie „koniec”.
Kiedy będzie można jeszcze zjeść legendarnego burgera od Dziadka?
Jeszcze tylko dziś i jutro. Do wyprzedania towaru.